- Część lubelskich działaczy PiS zarzuca panu, że na Facebooku zmienił pan nazwę profilu „Prawo i Sprawiedliwość - Lublin” na „Rozwój Plus - lubelskie”. Poseł Jan Kanthak przykładowo komentuje: „Mega słabe. Typowe podszywanie”. Co pan na to?
- Wolę rozmawiać o poważnych sprawach. Dziwię się, że koleżankom i kolegom z Prawa i Sprawiedliwości nie przeszkadza, że po dwudziestu pięciu latach wiernej pracy jestem wyrzucany z partii. To mnie najbardziej dotyka. Przez lata zachęcałem ludzi do ciężkiej pracy, gdy niektórzy szukali tylko korzyści. Zawsze stawiałem na merytorykę. Jestem zszokowany, że po tylu latach nikt ze stałych współpracowników się za mną nie ujął. Oczywiste jest, że na takie traktowanie nie zasłużyłem.
- Grupa około czterdzieściorga parlamentarzystów i europarlamentarzystów zrzeszonych wokół byłego premiera Mateusza Morawieckiego i jego stowarzyszenia Rozwój Plus nie podpisała deklaracji lojalności względem PiS. Prezes Jarosław Kaczyński ogłosił, że wszyscy zostaliście wyrzuceni z partii.
- Jest mi bardzo przykro, że wielu kolegów wprowadzało opinię publiczną w błąd. Twierdzili, że ta deklaracja to oświadczenie o przynależności do partii. Nieprawda. Celowo opublikowałem treść tego oświadczenia. Znajdowały się tam zapisy, że nie należę do organizacji określonych w jakimś nadrzędnym dokumencie. Kluczowe pytanie brzmi: gdzie jest ten dokument? Nikt go nie widział. Do tego dochodził zakaz udziału w wydarzeniach organizowanych przez te organizacje. Przeżyłem na tym świecie czterdzieści pięć lat. Nie podpiszę lojalki o nieokreślonej treści. I to takiej, która zabrania mi podejmowania aktywności ściśle związanych z moją pracą. Bo czy podpis pod tym oświadczeniem nie oznaczałby nagle, że nie mógłbym pójść na spotkanie Klubu Gazety Polskiej albo Stowarzyszenia Przyjaciół Republiki? Przecież one wspierają polską prawicę, ale prowadzą też działalność o charakterze politycznym, nie ukrywajmy.
- Dlaczego więc akurat stowarzyszenie Rozwój Plus tak bardzo przeszkadza władzom PiS?
- To pytanie do sabotażystów i intrygantów. A tych się w PiS trochę nagromadziło, niestety.
- Proszę spróbować wyjaśnić, skąd niechęć tych „sabotażystów” i „intrygantów” do frakcji Mateusza Morawieckiego.
- Nie znajduję odpowiedzi. Naprawdę. Z dużym zaskoczeniem przyjąłem informację, że stałem się zbyteczny tylko dlatego, że nie podpisałem jakiegoś świstka. Jestem w PiS od ćwierćwiecza. To moja jedyna partia. Nigdy nie miałem chwili zwątpienia. Nie odchodziłem jak pan Kurski czy politycy Suwerennej Polski w 2011 roku, którzy teraz najgłośniej nas atakują. Nigdy nie zdradziłem. Decyzja władz partii bardzo mnie zabolała.
- Przed konferencją prezesa Kaczyńskiego spotykał się pan z kierownictwem PiS? Próbowano pana namówić do wystąpienia ze stowarzyszenia Rozwój Plus?
- Nie otrzymałem żadnego zaproszenia na rozmowę. W piątek, w samo południe, usłyszałem jedynie, że jestem niepotrzebny i za cztery dni zostanę formalnie usunięty z PiS.
- Jakie są więc cele i ambicje stowarzyszenia Rozwój Plus, do którego pan należy i z którym najpewniej wiąże pan swoją najbliższą polityczną przyszłość?
- Jestem w stowarzyszeniu od początku. Powołaliśmy je, żeby zwiększać szanse prawicy na zwycięstwo w wyborach i przyciągać ludzi, którzy nie chcą zapisywać się bezpośrednio do partii. Chcemy docierać do młodych. Budować szeroki elektorat, żeby odsunąć od władzy szkodliwy rząd Donalda Tuska. Wycofanie nas z PiS to nowa sytuacja, ale będziemy myśleć nad kolejnymi korkami. Podkreślam, że my cały czas zabiegaliśmy o jedność. Mateusz Morawiecki spotkał się z Jarosławem Kaczyńskim. Przedstawił dwadzieścia jeden propozycji kompromisowych. Zaoferował nawet rezygnację z funkcji wiceprezesa PiS i pisemną deklarację, że nie stworzymy nowej partii. Niestety, propozycja została odrzucona po interwencji Jacka Sasina, który niespodziewanie pojawił się na spotkaniu, choć te miało odbywać się w cztery oczy.
- Podczas swojego wystąpienia prezes Kaczyński wspominał enigmatycznie o propozycjach podziału partii. Domyśla się pan, o co mogło chodzić?
- Z naszej strony nigdy nie było propozycji podziału. Zabiegaliśmy wyłącznie o jedność. Cały tydzień apelowaliśmy, żeby nas nie wyrzucać. Tymczasem koledzy z PiS zarzucają premierowi Morawieckiemu absurdalne rzeczy: od braku wsparcia dla F-35 po sprzeciw wobec programu 500+. Za chwilę okaże się, że odpowiada za wyginięcie dinozaurów. To zdumiewające. Zamiast atakować nas, partia powinna skupić się na sondażach, które od miesięcy spadały przez przyjęty, zbyt radykalny kurs.

- Uważa pan, że to wina Przemysława Czarnka, który w roli kandydata PiS na premiera narzucił narrację licytującą się na prawicowość z Konfederacją i Konfederacją Korony Polskiej?
- Przestrzegaliśmy przed radykalizacją języka. Próba wyprzedzania Konfederacji czy posła Brauna z prawej strony to błąd i ruch skazany na klęskę. Bo co wybierze wyborca w starciu oryginału z podróbką?
- Oryginał.
- Tak, zawsze wybierze oryginał. Sondaże jasno to pokazywały: nam spadało, Konfederacjom rosło. Twarzą PiS stał się Jacek Kurski, a z partii wyrzuca się czterdziestu parlamentarzystów. To zły kierunek.
- Z jakim odzewem wyrzucenie z partii członków stowarzyszenia Rozwój Plus spotyka się w lubelskich strukturach PiS?
- Dostaję bardzo dużo wsparcia od działaczy, znajomych i wyborców. Wielu z nich szanuje moją postawę i dziwi się temu, co się stało. Wszyscy widzą też badania: ponad czterdzieści procent młodych pozytywnie ocenia prezydenta Karola Nawrockiego, a PiS ma w tej grupie zaledwie kilka procent.
- Z czego to wynika?
- Młodzi ludzie szukają autentyczności i prawdy, nie chcą sztuczności.
- I uważa pan, że Mateusz Morawiecki i stowarzyszenie Rozwój Plus odpowiadają na to oczekiwanie najmłodszej części elektoratu?
- Wystarczy spojrzeć na tłumy młodych ludzi na spotkaniach z Mateuszem Morawieckim w całej Polsce. On ich po prostu przyciąga. Dlatego decyzja o wykluczeniu naszej grupy jest kompletnie niezrozumiała.
- Jest pan ostatecznie pogodzony z wyrzuceniem z PiS?
- Było mi przykro i czułem zaskoczenie. Skoro nikt z kierownictwa nie chciał ze mną rozmawiać, przyjmuję tę decyzję do wiadomości i idę do przodu. Nie poddaję się. Będę dalej merytorycznie pracować i walczyć o powrót rządów polskiej prawicy.
ROZMAWIAŁ JAN MAZUREK


Komentarze