Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
Rozmowa

Generał Jakubczyk: Rosja testuje Polskę. Ale wciąż boi się NATO

- Jestem przekonany, że Rosja nas testuje. Jesteśmy głównym zapleczem logistycznym dla Ukrainy. Przez nasze terytorium idzie pomoc z całego świata. Niewątpliwie wyciągamy lekcje z sytuacji na Ukrainie i w Polsce. Mamy jednak pewien problem: nie potrafimy wdrożyć dobrych doświadczeń w życie - mówi nam generał Artur Jakubczyk, generał brygady Wojska Polskiego, były szef zarządu Strategii i Polityki Wywiadu Organizacji Traktatu Północnoatlantyckiego i były zastępca dowódcy 18. Dywizji Zmechanizowanej. Rozmawiamy o rosyjskiej rakiecie, która spadła w Tarnawie-Kolonii na Lubelszczyźnie.
Generał Jakubczyk: Rosja testuje Polskę. Ale wciąż boi się NATO

- Mieszkańców Lubelszczyzny obudziły syreny alarmowe. W miejscowości Tarnawa-Kolonia spadła rosyjska rakieta. Rząd przekonująco wytłumaczył decyzje podjęte przez wojsko?

Artur Jakubczyk, generał brygady Wojska Polskiego: - Wydaje się, że nie. 

- Jakie błędy popełniono?

- Podstawowy błąd to zabezpieczenie miejsca wybuchu i lądowania rakiety. Żandarmeria wojskowa pokazała się dopiero o godzinie 7 rano. Do zdarzenia w Tarnawie-Kolonii doszło dużo wcześniej. W tym względzie wojsko zawiodło. Ale nie obarczam go winą za jakieś wielkie błędy. Więcej zastrzeżeń należy mieć do rządu. Nie wyciągnął wniosków z poprzednich przypadków. Na plus dla władz państwa za to odbierać można działanie systemów alarmowych. Nie znaczy to jednak, że zadziałały w stu procentach poprawnie. Nad tym trzeba jeszcze pracować. 

- W jaki sposób?

- Niezbędne jest wyposażenie każdego obywatela Polski w odpowiedni system. Można do tego wykorzystać aplikację mObywatel. System ten powinien informować, co robić w danym wypadku. Instrukcja wyprodukowana przez MON nie spełnia swojej roli.

- A dlaczego właściwie „Poradnik Bezpieczeństwa” tej roli nie spełnia? 

- Jest zbyt obszerny. 

- Niepraktyczny? Nieżyciowy?

- Zawarte w nim rady i polecenia nie są niepraktyczne czy nieżyciowe, ale za słabo trafiające do świadomości. „Poradnik Bezpieczeństwa” nie został zsynchronizowany z instytucjami państwa. Chodzi mi tu głównie o telewizję i radio. A to tam po informacje odwołuje poradnik w ramach alarmów kryzysowych.

- Istnieje w ogóle możliwość systemowego przygotowania obywateli do tego, żeby nie wpadali w panikę, gdy w środku nocy wyją syreny alarmowe?

- Oczywiście, że jest to możliwe. Niemożliwe nie istnieje. To funkcjonuje już w krajach skandynawskich, na Ukrainie, w Izraelu. Obywatele mają aplikacje w telefonach. Zawierają one konkretne instrukcje, jak zachowywać się po ogłoszeniu alarmu. Powinniśmy to zsynchronizować również w Polsce. TVP i Polskie Radio to media publiczne. Płacimy za nie. Jesteśmy krajem frontowym. Graniczymy z Rosją, Białorusią i walczącą Ukrainą. Należy spodziewać się takich zdarzeń. Mogą występować z dużą częstotliwością. Musimy przygotowywać społeczeństwo. Budować w nim świadomość. I chronić przed skutkami wrogich działań Rosji.

- Generał Leon Komornicki w Kanale Zero mówi o „dziesięciometrowym leju kompromitacji Wojska Polskiego”. Generał Ireneusz Nowak twierdzi jednak, że rakieta spadła w terenie niezabudowanym, więc nie trzeba było jej zestrzeliwać nad głowami ludzi. Do której narracji jest panu bliżej?

- Każdy może to oceniać według własnego uznania. Nasze prawo niestety niedomaga. Decyzja o zestrzeleniu obiektu zależy od pilota. Wymaga wcześniejszej identyfikacji wzrokowej. Pilot nie powinien brać na siebie takiej odpowiedzialności. Szczątki rakiet mogłyby spaść na osiedle mieszkaniowe. To fizyczna odpowiedzialność człowieka. Nie ma tu winy żołnierza. On wykonuje zadanie. Winni są politycy. Nie wprowadzili odpowiedniego prawa. Prawo powinno skutecznie chronić obywateli.

- Generał Roman Polko wskazuje, że wojskowi w Polsce są pętani procedurami czasu pokoju i brakiem swobody w podejmowaniu tego typu trudnych decyzji. Przyzwyczailiśmy się operowania w strefie komfortu, kiedy krwawa wojna za granicą z Ukrainą coraz częściej przenosi się na nasze terytorium?

- Nie nazywałbym tego strefą komfortu. Czasy są trudne. Zagrożenia mogą zaistnieć na naszym terytorium. Nie miało to miejsca dekadę temu. Należy dostosować się do nowych czasów. Rolą polityków jest zabezpieczenie służb. Służby muszą mieć swobodę działania.

- Podjęta przez wojsko decyzja o niezestrzeliwaniu rosyjskiej rakiety, która naruszyła polską strefę powietrzną, była odpowiedzialna?

- Nie byłem w kokpicie pilota. Nie wiem, czy pilot chciał zestrzelić niewidoczną rakietę. Systemy radarowe mogły wskazywać, że obiekt pikuje. Strona rosyjska mogła stracić nad nim kontrolę. Ocenia się wysokość, prędkość, miejsce upadku. Takie decyzje podejmuje się w kilkanaście sekund. Jeśli pilot nie zestrzelił rakiety, decyzja była słuszna.

- Pilot Wojska Polskiego podejmuje taką decyzję na własną rękę? Czy sztab mu sufluje i doradza?

- Wojsko pracuje w systemie. System obrony powietrznej tworzą komponenty lądowe i powietrzne. Centrum dowodzenia to Centrum Operacji Powietrznych w Warszawie. Ma ono wgląd w sytuację w przestrzeni powietrznej. Ośrodki monitorują obiekty z odległości tysięcy kilometrów. Pilot jest informowany na bieżąco. W powietrzu sam lokuje obiekty własnym radarem.

- Uważa pan, że Rosja nas testuje?

- Jestem przekonany, że Rosja nas testuje. Jesteśmy głównym zapleczem logistycznym dla Ukrainy. Przez nasze terytorium idzie pomoc z całego świata. Niewątpliwie wyciągamy lekcje z sytuacji na Ukrainie i w Polsce. Mamy jednak pewien problem: nie potrafimy wdrożyć dobrych doświadczeń w życie. Dotyczy to sił zbrojnych i innych organizacji. Wojsko powinno dostosować programy szkoleń i ćwiczeń. Musimy wiedzieć, co poprawić. Powinniśmy wymusić na politykach zmiany prawa i procedur.

- W przestrzeni publicznej pojawiają się głosy, że Rosjanie dowiedzieli się, że bezkarnie i bez właściwej reakcji polskiego rządu mogliby uderzyć rakietą chociażby w fabrykę amunicji w Kraśniku. Lubelszczyzna powinna czuć się zagrożona?

- Rosjanie celowo narzucają taką narrację. Chcą utrzymywać stałe napięcie. Próbują pokazać, że Polska nie jest bezpiecznym miejscem na inwestycje. Dotyczy to zwłaszcza wschodnich rejonów kraju. To osłabia nasze państwo międzynarodowo i ekonomicznie. Potencjalny inwestor w województwie lubelskim ma zastanawiać się nad bezpieczeństwem swoich interesów i biznesów. Należy więc natychmiast wprowadzić środki zaradcze. Pułki przeciwlotnicze trzeba podnieść w stan gotowości bojowej. Zdarzenia muszą być neutralizowane najpóźniej na linii granicy.

- Uważa pan więc, że rosyjskie rakiety zmierzające do Polski powinny być niszczone jeszcze na terytorium Ukrainy?

- Taka opcja jest najbardziej optymalna. Zabezpieczamy w ten sposób własne terytorium. Ewentualne straty po strąceniu rakiety nie dotkną polskiego społeczeństwa.

- Z Ukraińcami można się w tej kwestii dogadać?

- Należy utworzyć strefę, która dawałaby możliwość działania proaktywnego. Mowa o pasie pięć lub dziesięć kilometrów w głąb Ukrainy. Rakieta leci z prędkością 900 km/h. Pokonuje nasz obszar bardzo szybko. Po utracie łączności może wyrządzić nieodwracalne szkody.

- Zdobycie zgody w NATO na zwalczenie celów poza granicami paktu nie byłoby problemem?

- W NATO nie widzę większego problemu. To kwestia negocjacji. Rosyjskie rakiety i drony naruszają naszą przestrzeń. NATO już reagowało. Rok temu holenderski F-35 zestrzelił drona. Uszkodzony został budynek. Mamy argumenty do rozmów z NATO i Ukrainą. Będziemy zwalczać cele w strefie przygranicznej. Pas mogłyby dzielić dwa kilometry od granicy. Pozbawi to przewagi Rosjan. Omijaliby oni ukraińską obronę, wiedząc o naszej reakcji. To rozwiązanie warto przeanalizować z sojusznikami.

- Mówi pan, że zdarzenie w Tarnawie-Kolonii to ani pierwsza taka sytuacja, ani raczej nie ostatnia. Opisując pocisk Ch-101, używamy określenia: „zbłąkana rosyjska rakieta”. Ale czy ta rakieta faktycznie jest „zbłąkana”?

- Nie znam odpowiedzi na to pytanie. Nikt nie wie, czy Rosjanie robią testy na Polsce. Nie wiemy, czy celują w nas, czy tracą kontrolę nad rakietami. Rakiety manewrujące mogą ominąć zaprogramowany cel. Zawsze są dwie możliwości. Obiekt został przekierowany lub stracił łączność z centrum. Rakieta leci, dopóki ma paliwo. Ostatecznie gdzieś spada.

- Generał Alexus G. Grynkewich, naczelny dowódca sił sojuszniczych NATO w Europie, poinformował, że pozostaje w kontakcie z generałem Wiesławem Kukułą, szefem Sztabu Generalnego Wojska Polskiego. Czy NATO wciąż posiada mechanizmy, którymi może odstraszać Rosję?

- Rosja nadal boi się NATO, inaczej konflikt dawno by się rozpoczął. Odstraszanie sojuszu działa na Rosję prowokująco, więc ta chce doprowadzić do jego rozpadu i testuje jego spójność. Ale NATO to jedyna struktura gwarantująca bezpieczeństwo globalne. Deklaracja generała Grynkewicha o kontakcie i wsparciu jest pozytywna. Jesteśmy jednak państwem frontowym. Powinniśmy wdrożyć mocniejsze środki. W państwach frontowych powinny stacjonować siły obrony powietrznej NATO. Inne kraje mają adekwatny sprzęt do zwalczania zagrożeń.

- Tom Rose, ambasador Stanów Zjednoczonych w Polsce, stwierdził, że NATO naruszenie terytorium sojusznika USA  traktuje jako poważne zagrożenie. Stany Zjednoczone pozostają najważniejszym sojusznikiem Polski?

- Tak, oczywiście, produkują zestawy Patriot oraz pociski przeciwlotnicze i przeciwrakietowe. Nie ma innego producenta tej technologii. Chodzi też o systemy kierowania i dowodzenia. Są połączone z radarami i rozpoznaniem. Zapewnia to świadomość sytuacyjną. USA niepokoją się atakowaniem sojuszników. Działo się to w Rumunii. Dzieje się w Polsce. USA są gwarantem bezpieczeństwa dla członków NATO. Czują odpowiedzialność za bezpieczeństwo globalne.

- Wydarzenia z Tarnawy-Kolonii zahaczają o artykuł 5 Traktatu Północnoatlantyckiego? I co by musiała zrobić Rosja, żeby nikt w NATO nie miał wątpliwości, że doszło do bezpośredniego ataku na państwo członkowskie?

- Artykuł 5 mówi o pomocy wszystkich państw w razie ataku na jednego z członków. Forma pomocy nie została sprecyzowana. Planują to dowództwa operacyjne i kwatera główna NATO. Przygotowują tak zwane plany ewentualnościowe. Incydent z Tarnawy-Kolonii należy traktować jako zdarzenie, a nie bezpośredni atak. Ale pojawiają się głosy o artykule 5. Uważam, że jego znamiona nie zostały wyczerpane: brak pewności co do intencjonalności działania, nie ponieśliśmy szkód materialnych ani ludzkich.

- Premier Donald Tusk mówił w Tarnawie-Kolonii, że Polska dla innych krajów Europy i świata pozostaje wzorem pod kątem wprowadzania i egzekwowania pewnych procedur natury wojskowej. Wychodząc od wydarzeń z Lubelszczyzny, zgadza się pan z premierem?

- Zastosowano chwyt propagandowy. Procedury nie różnią się od stosowanych w innych państwach. Premier powinien skupić się na poprawie elementów, które zawiodły. Mniej powinno mówić się o sukcesach. Ale inne kraje istotnie podziwiają nasze wydatki na zbrojenia. Efektów modernizacji jeszcze jednak nie widać. Dotyczy to sił zbrojnych i jednostek MSWiA. Premier Tusk powinien rozliczać podległych ministrów. Służby muszą otrzymać większą swobodę działania. Wymaga to pilnej zmiany prawa. Musimy szybko zdobywać zdolności chroniące przed takimi zdarzeniami, jak to z Lubelszczyzny.

ROZMAWIAŁ JAN MAZUREK

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama