Camino to tak naprawdę dwie podróże. Jedna pieszo, a druga w głąb siebie. W maju przeszłyśmy 280 kilometrów z Porto do Santiago de Compostela. Cała trasa zajęła nam 11 dni. Teraz opowiadamy o drodze, która okazała się czymś znacznie więcej niż pieszą wędrówką.
Katedra w Santiago de Compostela. Na miejsce dotarłyśmy 16 maja, dokładnie o godzinie 14:00
Agnieszka:
Na szlaku myśli przestają uciekać w przeszłość. Znikają też lęki o przyszłość. Może wynika to z rutyny. Wstajesz o 5 rano, by wyruszyć w drogę o brzasku. Maszerujesz tyle, ile dasz radę. Na ile pozwoli pogoda lub nie dokuczą odciski. Docierasz do miejscowości, w której nocujesz. Łóżko na sali wieloosobowej, często piętrowe i łazienka, w której jest ciepła woda, to błogosławieństwo. Do chrapania towarzyszy można się przyzwyczaić albo użyć stoperów, a kolejnego dnia, znowu wstajesz o 5 rano.
Brzmi ciekawie? Zacznijmy jednak od początku.
Droga św. Jakuba (Camino de Santiago) to jedna z najpopularniejszych tras pielgrzymkowych na świecie. Około 500 tysięcy osób każdego roku podejmuje trud wędrówki, aby dotrzeć do Santiago de Compostela, gdzie znajduje się grób Apostoła Jakuba Większego.
Warto podkreślić, że Camino to nie jedna droga. W przeszłości wierni rozpoczynali wędrówkę spod własnego domu, niejednokrotnie pokonując tysiące kilometrów przez Europę, by dotrzeć do wyznaczonego celu. Trasa ciągnęła się tygodniami, a nawet miesiącami. Pielgrzymi zabierali ze sobą tylko tyle, ile byli w stanie unieść na własnych plecach.
Także dziś zdarzają się osoby, które wyruszają pieszo, choćby z Polski. Do wyboru są dziesiątki szlaków prowadzących do Santiago de Compostela. Charakterystyczne żółte strzałki i muszle Św. Jakuba, wyznaczające drogę, można spotkać już w Lublinie i okolicznych miejscowościach. Aby przejść Camino i uzyskać certyfikat ukończenia szlaku, należy pokonać minimum 100 km pieszo lub 200 km rowerem.
Ku naszemu zaskoczeniu okazało się, że sposobów na pokonanie tej trasy jest znacznie więcej. W Santiago poznałyśmy trzech Polaków, którzy przebyli Camino konno. Swoją podróż rozpoczęli w Estonii i podzielili ją na kilka etapów. Ich droga z przerwami trwała… 3 lata.
Gdzieś na trasie w Portugalii
Garść statystyk
Biuro Pielgrzyma w Santiago de Compostela w 2025 r. zarejestrowało ponad 530 tys. osób, najczęściej docierających pieszo.
W pierwszej trójce narodowości, najczęściej docierających do grobu Św. Jakuba Apostoła znaleźli się Hiszpanie - prawie 43%, obywatele Stanów Zjednoczonych - ponad 8% i Włosi - 5%. Polacy zajęli 13. miejsce. Na plac przed katedrą dotarło w 2025 r. ponad 8 tys. rodaków.
Zaskoczeniem może być wiek pielgrzymów. 38% stanowią osoby w wieku od 18 do 45 lat. Natomiast drugą najliczniejszą grupą są ludzie od 46 do 65 roku życia. To prawie 36% wszystkich docierających pielgrzymów. Widać to było też na trasie. Często mijałyśmy lub rozmawiałyśmy z osobami przed lub na emeryturze. Zdarzało się, że mówili, że całe życie czekali, by pójść na Camino.
Co do płci - częściej w wędrówkę wybierają się kobiety, prawie 54%, niż mężczyźni. Z kolei najbardziej popularnym szlakiem jest Camino Francés. W 2025 r. wybrało go prawie 46% pielgrzymów. Trasa ta liczy ok. 820 km długości i prowadzi przez Pireneje. Rozpoczyna się we francuskim miasteczku Saint-Jean-Pied-de-Port.
Dlaczego ludzie to robią?
To jedno z najczęściej zadawanych pytań, a odpowiedzi może być tyle, ilu jest pielgrzymów. O tę kwestię zapytano nas m.in. w pierwszym albergue. W specjalnej ankiecie można było zaznaczyć, czy nasz cel ma charakter religijny, duchowy czy turystyczny.
W przeszłości pielgrzymowanie miało przede wszystkim charakter religijny – było formą pokuty lub sposobem na pogłębienie wiary. W 2025 r. cel religijny zadeklarowało prawie 42% pielgrzymów. Do Santiago de Compostela dotarło niespełna 98 tys. osób, niebędących osobami religijnymi. Na trasie spotykałyśmy osoby także innych wyznań, niż katolickie czy takie, które w Camino upatrują cel sportowy lub turystyczny. Wszak wędrować np. wybrzeżem Oceanu Atlantyckiego jest niezwykle. Widoki, które spotykałyśmy po drodze, niejednokrotnie wprawiały nas w osłupienie. Czasami, gdy wydawało nam się, że piękniej już być nie może, za kolejnym zakrętem pojawiał się krajobraz, który zmuszał nas do kolejnego postoju i następnych zdjęć. Zachwyt był ogromny. Pierwsze dni wędrówki to dla każdej z nas dziesiątki zdjęć i nagrań, potem było jakby spokojniej pod tym względem. Portugalia, jej nadoceaniczne miejscowości i wioski, podbiły nas swoim urokiem.
Czy Camino możemy porównać do częstochowskiej pielgrzymki?
Co ciekawe, po powrocie wiele osób pytało nas, czy Camino przypomina pieszą pielgrzymkę do Częstochowy. Być może nam, Polakom, właśnie tak pielgrzymowanie najczęściej się kojarzy. Podczas tej podróży raczej nie doświadczycie jednak grupowego śpiewania pieśni religijnych czy wspólnego odmawiania modlitw. Każdy pielgrzym przeżywa swoją duchowość indywidualnie i na takich zasadach, jakie najbardziej mu odpowiadają. Oczywiście na trasie znajdują się kościoły – same uczestniczyłyśmy np. w portugalskiej mszy świętej, co było ciekawym doświadczeniem, zwłaszcza, że nie znałyśmy języka, jedynie podstawy łaciny :)
Nie spotykałyśmy więc osób, które modliłyby się na głos czy śpiewały pieśni religijne. Jednak według nas cechą charakterystyczną Camino jest to, że częściej podczas wędrówki słyszy się ciszę lub rozmowy pomiędzy pielgrzymami.
Dziś na szlaku można spotkać wiele, które poszukują Boga lub próbują odnaleźć go w swoim życiu. Wędrówka często wiąże się z przełomowymi momentami – zmianą pracy czy trudnymi doświadczeniami. To sytuacje, które sprawiają, że człowiek chce rozpocząć nowy etap. Setki pokonanych kilometrów mogą stać się symbolicznym momentem, pozwalającym zamknąć pewien rozdział i otworzyć kolejny.
Jaka była nasza historia?
Katarzyna:
O Camino usłyszałam po raz pierwszy mniej więcej dwa lata temu i bardzo mi się ta idea spodobała. Chciałam wyruszyć w drogę, ale nie sądziłam, że w najbliższym czasie ten pomysł uda się zrealizować. Dodatkową obawą była dla mnie świeżo zdiagnozowana choroba przewlekła, która stereotypowo mogła być problemem w pokonaniu trasy (na szczęście okazało się, że to tylko mit). Szlakiem św. Jakuba zaczęłam się więc interesować i zupełnie przypadkiem zobaczyłam na jednej z facebookowych grup dla pielgrzymów moją koleżankę – Agnieszkę. Pamiętam nasze spotkanie w kawiarni, podczas którego temat Camino pojawił się zupełnie naturalnie. W ten sposób zapadła decyzja o wspólnej wędrówce.
Agnieszka:
Pomysł wybrania się do Santiago de Compostela pojawił się w mojej głowie kilka lat temu. Potem spotkałam osobę, która przeszła szlak Senda Litoral, rozpoczynając w Porto w Portugalii. Od tamtego czasu, od czasu do czasu, temat Camino wracał i pojawiało się w głowie “Idź!”. W momencie, kiedy zaczęłyśmy z Kasią rozmawiać o Camino, moja decyzja była już podjęta. Zostało tylko wybrać trasę. I wybrałyśmy tę, którą szła moja znajoma. Dlatego, że jest urokliwa (wybrzeże Oceanu Atlantyckiego!) i uznaje się, że jest łatwiejsza dla tych, którzy w swoją wędrówkę do Santiago de Compostela, ruszają pierwszy raz.
Bilety do Porto kupiłyśmy jesienią. W międzyczasie coraz lepiej poznawałyśmy szlak dzięki relacjom innych pielgrzymów.
Katarzyna i Agnieszka - bohaterki i autorki materiału, przed Katedrą w Santiago de Compostela
Jak wyglądały nasze przygotowania?
W lutym, czyli trzy miesiące przed wyjściem na szlak, zaczęłyśmy chodzić na siłownię. Przypadek, a może przeznaczenie, sprawił, że trafiłyśmy na trenera, który przeszedł Camino (pozdrawiamy Wojtka Brodaczewskiego). Starałyśmy się ćwiczyć około dwóch razy w tygodniu. Zależało nam na tym, by wzmocnić organizm przed drogą, ale także ogólnie zadbać o sprawność, wydolność i zdrowie.
W marcu poszłyśmy we dwie na Lubelską Drogę Krzyżową. Był to dla nas swoisty sprawdzian przed wyjściem na szlak. Chciałyśmy przekonać się, jak poradzimy sobie z dłuższym marszem, który już wkrótce miał stać się naszą codziennością.
Emocje przed wyjazdem
Co ciekawe, na krótko przed wyjazdem pojawiły się obawy.
Do Portugalii leciałyśmy z przekonaniem, że tak naprawdę wiemy niewiele i niczego nie możemy być pewne. Było to częściowo wyjście poza własną strefę komfortu. Nie wiedziałyśmy, gdzie i w jakich warunkach spędzimy kolejne noce, ani czy droga rzeczywiście okaże się tak bezpieczna, jak o niej mówiono. Ta niepewność też sprawiała, że pojawiła się adrenalina i chęć ruszenia natychmiast.
Ale jak to w wyprawie, gdzie nie wiesz do jakiej miejscowości dotrzesz i gdzie spędzisz noc – pojawiło się pytanie – czy na pewno damy radę? To właśnie ono początkowo budziło w nas największe wątpliwości. Wyszłyśmy jednak z założenia, że nic nie musimy, a jedynie możemy. A ponieważ działałyśmy jako zespół, wiedziałyśmy, że jeśli jednej będzie trudno, druga zawsze będzie obok.
Jaką trasę wybrałyśmy?
Senda Litoral, łączący się później Caminho Português da Costa, czyli szlak z Porto do Santiago de Compostela – to jedna z najpopularniejszych tras, szczególnie polecana osobom rozpoczynającym swoją przygodę z Camino. W porównaniu z Camino Primitivo nie jest szczególnie wymagająca, a jednocześnie uchodzi za bardzo bezpieczną. Przez większość czasu byłyśmy blisko cywilizacji, dlatego w razie potrzeby pomoc znajdowała się praktycznie na wyciągnięcie ręki.
Na początku miałyśmy tylko bilety lotnicze Warszawa-Porto i Madryt-Warszawa oraz 2 noclegi w Porto. Do Portugalii przyleciałyśmy 4 maja. Następny dzień poświęciłyśmy na zwiedzanie i spokojną aklimatyzację. Chciałyśmy zachować siły przed pierwszym etapem, ale szkoda byłoby nie poznać miasta choć odrobinę.
Porto zachwyciło nas swoim kurortowym klimatem – ma się wrażenie, że czas płynie tam nieco wolniej. W restauracjach można degustować lokalne przysmaki, między innymi sardynki (które okazały się podstawą naszego wyżywienia na szlaku), owoce morza oraz lokalny fast food – kanapkę Francesinha, czyli po portugalsku „Małą Francuzeczkę”.
Po dniu zwiedzania i oswajania się z nowym miejscem nadszedł czas, by wyruszyć w drogę wzdłuż Oceanu.
Plecak i w drogę!
Starałyśmy się zabierać wszystko w liczbie około trzech sztuk – koszulki, spodnie czy skarpetki. Była to cenna lekcja minimalizmu, która pokazała nam, jak niewiele rzeczy naprawdę potrzebujemy. Okazało się, że życie można spakować nawet w niespełna 5 kg.
Jeszcze w Porto kupiłyśmy Paszporty Pielgrzyma. To w nim zbierałyśmy pieczątki potwierdzające przejście kolejnych etapów szlaku. Stemple można było otrzymać w restauracjach, barach, przydrożnych kapliczkach, kościołach, a przede wszystkim w albergue, w których nocowałyśmy.
Każdego dnia należało zdobyć co najmniej dwie pieczątki. To one są podstawą do otrzymania oficjalnego certyfikatu ukończenia Camino – Composteli – wydawanej w Biurze Pielgrzyma w Santiago de Compostela.
Nam również udało się zdobyć Compostelę. Aby ją otrzymać, pokonałyśmy pieszo 280 kilometrów – w słońcu, chłodzie i deszczu, z różnymi emocjami i nastrojami.
Katarzyna:
Doskonale pamiętam ostatnie kilometry drogi i emocje, które nam towarzyszyły. Przed Katedrą w Santiago ludzie płaczą, śmieją się, robią wspólne zdjęcia. To z jednej strony czas podsumowań, refleksji, modlitwy, ale też okazja do świętowania ze znajomymi poznanymi na szlaku.
Patrząc z perspektywy czasu, mimo wszystkich trudności, optymizmu właściwie nam nie brakowało. Nie oznacza to jednak, że obyło się bez kryzysów. Jak to często bywa, prędzej czy później musiał nadejść ten pierwszy. Nas dopadł zaskakująco szybko – już drugiego dnia wędrówki. Wszystko przez... ponad 35 kilometrów, które same postanowiłyśmy pokonać tego dnia.
Początek szlaku, jak już wspominałyśmy, zachwycił nas widokami. Zapach oceanu, szum fal, zmieniające się krajobrazy, radość z bycia tu i teraz oraz spore pokłady energii sprawiły, że od samego początku szło nam się znakomicie. Nie przewidziałyśmy jednak, że ponad 30 kilometrów to zdecydowanie za długi odcinek, zwłaszcza na początku Camino.
Późnym popołudniem miałyśmy przed sobą jeszcze wiele kilometrów, a wizja dotarcia na czas do campingu, w którym zaplanowałyśmy nocleg, stawała się coraz mniej realna. Ostatecznie dotarłyśmy na miejsce, ale kosztowało nas to znacznie więcej sił, niż się spodziewałyśmy.
Agnieszka:
Do tej pory pamiętam mural na dawnej przetwórni ryb, który mijałyśmy mając prawie 30km w nogach. To właśnie tego dnia realnie zrozumiałyśmy, że Camino nie jest wyścigiem. Jeśli ma pozostać przyjemnością i być naprawdę „naszą drogą”, musimy iść we własnym tempie – bez presji, bez rywalizacji i bez narzucania sobie kolejnych kilometrów.
Odcisk w kształcie serca
Drugi dzień to nie tylko rekordowo, dla nas, długa trasa, to też pojawiające się odciski. Agnieszka, jak się śmieje, na całej trasie zdobyła komplet 7 okazów. W tym jeden w kształcie serca. Kasia, ku ogólnemu zaskoczeniu, nie miała ani jednego.
Odciski to też temat do rozmów między pielgrzymami. Sposoby radzenia sobie z nimi są różnorodne, jak i dobór skarpet czy użycie bądź nie wazeliny do nawilżania skóry stóp. Indywidualna sprawa. O samych odciskach, razem z nowopoznanymi Olesią i Iloną, stworzyłyśmy piosenkę po angielsku. Niestety nie będzie ona wydana na żadnym singlu, bo tekst i melodia uleciały z głowy… A same skarpety na trasie można zgubić. Jak?
Codzienną rutyną w albergue było dla nas pranie ręczne. Zdarzało się, że pranie nie zdążyło wyschnąć w nocy. Pomocne były woreczki do prania bielizny, w które można było schować jeszcze wilgotne pranie i przyczepić do plecaka. By wyschło w trakcie wędrówki. Gorzej, gdy się nie zauważyło, że woreczek z praniem odczepił się od plecaka…
Agnieszka:
Moje skarpety, na szczęście tylko skarpety, znalazła para Niemców, która szła w jakiejś odległości za nami. Na postoju, który miałyśmy przy Kaplicy Św. Marty z początku XVII w., ktoś zaczął pytać mijane osoby, czy nie zgubiono prania. Jakież było moje zdziwienie, gdy mężczyzna ze swojego plecaka wyjął moje świeżo uprane skarpety.
Takie sytuacje pokazują też życzliwość, której można doznać na szlaku. Ktoś zostawia swoje kijki w Porto, by ktoś inny mógł z nich skorzystać. Ktoś zatrzymuje się, gdy widzi, że inna osoba np. nie może iść, bo odciski są zbyt uciążliwe. Tak było np. z naszą poznaną na szlaku znajomą Olesią, która miała bardzo duże trudności. Mijający ją pielgrzymi pytali, czy mogą jej pomóc i próbowali znaleźć wyjście w tej sytuacji. Taki gest życzliwości.
Na marginesie, taka rada dla wszystkich, ruszających na szlak – jeśli zabieracie pełne buty, niech będą przynajmniej o rozmiar większe. A odzież merino schnie najszybciej na świecie!
Caminowa moda - skarpety i sandały
Albergue, czyli o noclegach dla pielgrzymów
Albergue to niskobudżetowe miejsca, schroniska, oberże, w których pielgrzymi spędzają noc. Zazwyczaj są to koedukacyjne sale wieloosobowe z łóżkami piętrowymi. Najtańsze noclegi mają to do siebie, że są zajmowane najszybciej. Rządzi zasada, kto pierwszy, ten lepszy. Kolejność dotarcia do noclegu mogą stanowić np. ustawione obok siebie pod ścianą plecaki kolejnych pielgrzymów. Ważne jest też to, że w najtańszych miejscach zapłacisz tylko gotówką. Koszt na naszej trasie to 13-15 EUR od osoby za noc.
Zdarzało się nam nocować także w droższych albergue’ach. Nocleg można je było zamówić w Internecie. Koszt tu 20-30 EUR od osoby za noc. Były momenty podczas naszej wędrówki, że nie chciałyśmy się spieszyć, by dostać miejsce w najtańszym albergue.
Co obejmuje różnica w cenie między wymienionymi noclegami?
W najtańszym albregue, jeśli nie masz ze sobą śpiwora, linera (wypełnienia śpiwora), dostajesz w cenie pościel, ale dopłacasz kilka EUR za koc. W droższych masz koc w cenie i zazwyczaj są to miejsca nowsze.
W ramach albergue na naszej trasie spałyśmy m.in. w klasztorze, a oprócz tego na kempingu czy w hostelu.
To, co łączy pokoje wieloosobowe w różnych cenach, to niepowtarzalna ścieżka dźwiękowa. Tylu odsłon chrapania, nie tylko mężczyzn, nigdzie nie usłyszysz. Stopery do uszu jednak ratują noc i próbę odpoczynku w niezbyt sprzyjających warunkach dźwiękowych. Nie obudzi cię nawet szuranie i odgłosy pakowania osoby, ruszającej w trasę o 4 czy 5 rano.
To nie jest koniec tej historii…
Camino polecamy osobom w każdym wieku. Wystarczy chęć wędrowania, mniej czy więcej dni urlopu lub po prostu wolnego i można ruszyć w podróż. A że portugalskiego Camino było nam mało, w sierpniu ruszamy na Lubelskie Camino, czyli trasę Lublin-Sandomierz. To szlak, który rozpoczyna się przy klasztorze oo. Dominikanów przy ul. Złotej. Do pokonania mamy 120 km. Jest też wersja tej trasy dłuższa o ponad 15 km. I znowu każda z nas spakuje swoje życie w niecałe 5kg.
Buen Camino!
Agnieszka Józwik
Katarzyna Nakonieczna
Słowniczek Camino
Albergue – schronisko dla pielgrzymów. Oferuje proste warunki noclegowe i jest przeznaczone głównie dla osób wędrujących Camino. Pokoje są wieloosobowe, koedukacyjne, często z łóżkami piętrowymi. Na naszej trasie raczej nie zdarzały się albergue z możliwością wykupienia kolacji, ale takie zdarzają się na starszych szlakach.
Buen Camino! – tradycyjne pozdrowienie pielgrzymów oznaczające „Dobrej drogi!”. To najczęściej słyszane słowa na szlaku. W Portugalii usłyszycie także to pozdrowienie w ich wersji językowej Bom Caminho!
Camino – potoczne określenie Szlaku św. Jakuba. Nie jest to jedna droga, lecz kilkadziesiąt tras prowadzących z różnych części Europy.
Camino Portugués de la Costa - prowadzi z Porto do Santiago de Compostela, nieco skracając dystans pokonywany wybrzeżem (Senda Litoral). Liczy około 250 km.
Camino Primitivo (tzw. Droga Pierwotna) – najstarszy szlak w ramach dróg św. Jakuba. Prowadzi z Oviedo i łącząc się z Camino Francés, prowadzi do Santiago de Compostela. Ma 314 km długości. Jak głosi legenda, pierwszym pielgrzymem był król Asturii – Alfons II Cnotliwy. W IX wieku miał on wyruszyć z Oviedo, by odwiedzić grób św. Jakuba Apostoła.
Compostela – oficjalny certyfikat potwierdzający ukończenie Camino. Aby go otrzymać, należy przejść co najmniej 100 km pieszo lub 200 km rowerem/konno.
Muszla św. Jakuba – symbol Camino. Spotykana na oznaczeniach szlaku, plecakach i paszportach pielgrzyma. Od wieków jest znakiem rozpoznawczym osób zmierzających do Santiago de Compostela.
Senda Litoral - nadoceaniczny wariant portugalskiego szlaku św. Jakuba (Camino Portugués). Rozpoczyna się w Porto i liczy 280 km. Pielgrzymi często pokonują trasę, prowadzącą po drewnianych kładkach tuż przy Oceanie Atlantyckim.
Żółta strzałka – najbardziej charakterystyczne oznaczenie Camino, prowadzące pielgrzymów przez całą trasę.
Komentarze