Po 12 dniach drogi i ponad 320 kilometrach marszu lubelscy pielgrzymi są już u celu. Dzisiaj, w piątek 14 sierpnia, pokonają ostatni odcinek trasy – z Kusiąt do Jasnej Góry.
Przed pątnikami ostatnie 18 kilometrów. Wejście na Jasną Górę zaplanowano na godz. 11, a o 13.30 pielgrzymi będą uczestniczyć we mszy świętej.
Tegoroczna pielgrzymka odbywała się pod hasłem „Idźcie i głoście”. Pątnicy wyruszyli 3 sierpnia z Lublina, po mszy świętej odprawionej w lubelskiej archikatedrze. Przez kolejne dni przemierzali setki kilometrów, mierząc się ze zmęczeniem, deszczem, ale przede wszystkim z wysokimi temperaturami.
– Te ostatnie kilometry drogi są szczególne, meta nie jest już odległa. Przez ostatnie dwa tygodnie był czas przyzwyczaić się do pielgrzymkowej rutyny. Mam przeczucie, że teraz ciężko będzie wrócić do codzienności. Ta droga jednak zmienia trochę życie, pewne kwestie układa, sprawia, że człowiek jest spokojniejszy, pozbywa się pewnych obaw – mówi Agnieszka, dla której tegoroczna pielgrzymka jest kolejnym wyjściem na pątniczy szlak.
„Ogromny trud, ale też ogromna dobroć”
Wspomnienia ostatnich dni to nie tylko wysiłek fizyczny. Pielgrzymi podkreślają, że szczególnie mocno zapamiętają upały, ale również niezwykłą życzliwość ludzi spotykanych po drodze.
– Przez cztery dni było bardzo gorąco. To był ogromny trud. Mam chrześniaka, który zmaga się z nowotworem i rzeczywiście niosła mnie tutaj intencja – opowiada Piotr.
Jak dodaje, drugim doświadczeniem, które szczególnie zapadło mu w pamięć, była dobroć osób przyjmujących pielgrzymów na trasie.
– To, jak oni nas przyjmowali, karmili, dawali wodę. Przez cały okres pielgrzymki nie wydałem na siebie ani jednej złotówki. To jest coś niesamowitego – mówi.
Po kilku dniach emocje puszczają
Pielgrzymka jest także doświadczeniem wspólnoty. – Po ponad 10 dniach, kiedy każdy był w kryzysie, często puszczają emocje. Tutaj wszyscy są autentyczni, trudno jest być kimś sztucznym. Po tym czasie pielgrzymi nadal potrafią być życzliwi. Oni idą i głoszą – mówi Piotr.
Jak podkreśla, szczególnym świadectwem jest radość pielgrzymów mimo zmęczenia.
– Chociaż są zmęczeni, usługują sobie nawzajem, tańczą wieczorami na noclegach, radują się i są świadectwem dla tych osób, które na przykład pierwszy raz się wybrały. Które z jakiegoś powodu nie są blisko Kościoła, ale znalazły się na pielgrzymce i mogą czerpać z prawdziwego, żywego Kościoła. Możemy mówić wiele rzeczy na temat miłości, przyjaźni, a tutaj mamy praktykę i ja też z tego bardzo czerpię – dodaje.
Czas na intencje i „pustynię”
Dla Pauliny pielgrzymka jest z jednej strony wysiłkiem i formą aktywnego wypoczynku, z drugiej – czasem wyciszenia i spojrzenia na własne życie.
– Urlop poświęcam na pielgrzymkę. To najtańsza z form aktywnego wypoczynku, jaką znam. Miałam ważne intencje życiowe, które potrzebowałam zanieść i ponieść za nie jakąś ofiarę – mówi. – Pielgrzymka daje też kontakt z naturą, jakiego mi brakuje na co dzień. Spotykam się ze sobą, mam czas, żeby o siebie zadbać, bo jestem żoną i matką nastolatek. A to jest dla mnie ważne, żeby w życiu znaleźć czas na takie odosobnienie, na takie wyjście, w biblijnym znaczeniu, na pustynię – dodaje.
Hasło tegorocznej pielgrzymki – „Idźcie i głoście” – ma dla uczestników różne znaczenia. Ojciec Arnold, przeor dominikanów, zwraca uwagę na jego związek z dominikańskim charyzmatem kaznodziejstwa.
– Nasz zakon jest stworzony do kaznodziejstwa, także hasło tej drogi rozumiem jako wejście w nasz charyzmat. Naszym zadaniem nie jest jednak krzyczenie o wierze – podkreśla.
Pielgrzymka staje się więc, według niego i innych pątników, przede wszystkim doświadczeniem wiary przeżywanej w praktyce – poprzez obecność, pomoc, rozmowę i wspólnotę.
„Czułam wsparcie wspólnoty”
Dla Urszuli pielgrzymka stała się również doświadczeniem, które mocno wpisało się w jej osobistą historię. W ubiegłym roku wyruszyła na szlak po raz pierwszy.
– Sytuacja była taka, że szłam w innej intencji, a miałam mieć we wrześniu operację kolana. W trzecim dniu pielgrzymki ten uraz mi zniknął. Myślę, że to siła wyższa – wspomina.
Przyznaje, że fizycznie nie była przygotowana na trudy marszu.
– Było mi ciężko, ale czułam wsparcie wspólnoty – mówi.
Dzisiaj wszyscy uczestnicy będą mogli postawić ostatnie kroki na pątniczym szlaku.
Po 12 dniach drogi kończy się pielgrzymkowa codzienność – poranne wyjścia, wielokilometrowy marsz, zmagania z odciskami, ale też wspólna modlitwa i pomoc spotykanych po drodze ludzi. Dla wielu uczestników będzie to również moment, z którym zacznie się powrót do codzienności z doświadczeniami, intencjami i relacjami, które zabrali ze sobą z pielgrzymiego szlaku. A już w sobotę, 15 sierpnia w Częstochowie odbędą się główne uroczystości odpustowe. To w związku z przypadającym wtedy świętem Wniebowzięcia NMP.
Komentarze