Leonardo Di Caprio ma związki z Kazimierzem Dolnym. Kilka kilometrów od rynku w tym urokliwym miasteczku nad Wisłą stoją ruiny domu, który mógłby stanowić wielką atrakcję. Sto lat temu mieszkał w nim bowiem Stanisław Szukalski, jeden z najciekawszych polskich artystów XX wieku. Był artystycznym buntownikiem, obdarzonym niebagatelnym talentem, ale też szerzącym dość kontrowersyjne poglądy i pseudonaukowe teorie o pochodzeniu Słowian.
Po wybuchu II wojny światowej uciekł do Stanów Zjednoczonych. Większość jego prac pozostawionych w Polsce zniszczono albo zrabowano. W Kalifornii poznał jednak... ojca Leonardo DiCaprio, który zachwycił się jego sztuką. A przyszły gwiazdor Hollywood znał Szukalskiego od dzieciństwa. W 2000 roku pomagał finansować wystawę jego prac. W 2018 roku został producentem dokumentu o Szukalskim dla Netflixa. I nagle człowiek, który miał willę na Albrechtówce, znów stał się znany na całym świecie. Szkoda tylko, że z jego domu w Kazimierzu Dolnym zostały ruiny.
Inna legendą przemysłu filmowego w Stanach Zjednoczonych jest Harvey Keitel. „Pulp Fiction”, „Zły porucznik”, „Wściekłe psy”. Ale mało kto wie, że jego rodzinne korzenie sięgają Biłgoraja. Przez lata powtarzano, że rodzice aktora pochodzili właśnie z Lubelszczyzny. Problem w tym, że w tej historii było sporo nieścisłości i wielu patrzyło na nią z pewnym krytycyzmem.
Przełom przyniosły dopiero dokumenty. Ojciec Keitla urodził się w 1904 roku jako Hersz Kajtel. W wieku 16 lat wypłynął z Francji do Stanów Zjednoczonych. W dokumentach emigracyjnych jako jego ostatnie miejsce pobytu wpisano „Bilgara”. Czyli Biłgoraj. Po emigracji Hersz został Harrym Keitlem. W Nowym Jorku urodził się jego syn Harvey. I został wspaniałym aktorem.
Mówiono, że ojciec gwiazdora Hollywood handlował w Biłgoraju drewnem, ale nikt tego nie potwierdza. Nie ma jednak wątpliwości, że pochodził z Biłgoraja. A Harvey Keitel doskonale zna historię swojej rodziny.
Życie Michaja Burano zaczęło się w Lublinie, na Bronowicach. Jego romska rodzina przybyła do Polski z Rumunii i w latach pięćdziesiątych osiadła w mieście nad Ładą. Żyli w trudnych warunkach, najpierw w poniemieckim baraku. Mimo problemów rodzina związała się z Lublinem. Mały Michaj od początku żył muzyką. Słuchał radia, nagrywał piosenki i uczył się ich słów. Przełom nastąpił w 1959 roku w Sopocie. Piętnastoletni chłopak spontanicznie wszedł na scenę i zachwycił publiczność. Wkrótce został solistą. Śpiewał z Czerwono-Czarnymi i Niebiesko-Czarnymi, a Franciszek Walicki nadał mu pseudonim Burano.
Kariera młodego artysty nabrała rozpędu. W 1963 roku, mając zaledwie 19 lat, wystąpił w paryskiej Olimpii jako pierwszy artysta zza żelaznej kurtyny. Później koncertował i nagrywał za granicą, występował w filmach, zdobył nagrodę na festiwalu w Tokio, a w 1975 roku przeniósł się do Los Angeles i założył własną wytwórnię. Mimo międzynarodowej kariery nie zapomniał o Lublinie. Wracał na Bronowice, odwiedzał rodzinny dom i potrafił wystąpić w niewielkim osiedlowym domu kultury. Z lubelskich Bronowic trafił na sceny Paryża, później do Ameryki, a dziś podobno mieszka w Szwajcarii.
Zapraszam na kolejny odcinek Strychu Mazurka.
Komentarze