Piłkarze Górnika jechali do Kleczewa po środowej wygranej ze Stalą Mielec po rzutach karnych na swoim stadionie w STS Pucharze Polski. Drużyna nie mogła jednak mówić o zmęczeniu, bo w porównaniu do starcia w Pucharze Tysiąca Drużyn skład był zupełnie inny. Do wyjściowej jedenastki wrócił kapitan zespołu Paweł Jaroszyński, a także Fryderyk Janaszek.
Sobotni mecz pomiędzy Sokołem, a Górnikiem był pierwszym w historii starciem o punkty tych dwóch zespołów. Dodatkowym smaczkiem był fakt, że spotkanie sędziował Dorian Skwara. To nazwisko doskonale pamiętają nieco starsi kibice Górnika, bo w przeszłości w zielono-czarnych barwach grał ojciec rozjemcy sobotnich zmagań – Grzegorz. 51-latek występował w Łęcznej w sezonach 2002/2003 i 2003/2004, pomógł zespołowi w awansie do ekstraklasy, a w debiutanckim sezonie Górnika na najwyższym szczeblu zagrał w 24 meczach i strzelił cztery gole, w tym pamiętną, bo kuriozalną bramkę w domowym meczu z Polonią Warszawa.
Wracając do teraźniejszości – Górnik w Kleczewie miał jasno nakreślony plan i było nim zwycięstwo. Podopieczni trenera Jurija Szatałowa od samego początku mieli przewagę w posiadaniu piłki, ale nie przekładało się to na sytuacje podbramkowe. Najlepszą okazję na gola w trakcie pierwszej połowy miał Samuel Quainoo, który w 19 minucie huknął mocno z ostrego kąta, ale stojący w bramce Sokoła Adam Wójcik nie dał się zaskoczyć.
Kanonada po przerwie
Do przerwy bramki nie padły, ale w drugiej połowie „worek z bramkami” się rozwiązał. W 50 minucie po akcji na lewym skrzydle Jakub Myszor chyba szukał dośrodkowania lewą nogą w pole karne rywala, a wyszedł mu znakomity strzał i piłka wpadła do siatki. Po zdobyciu bramki Górnik nieco za głęboko się cofnął i zespół z Kleczewa miał swoje okazje do wyrównania. Na szczęście między słupkami świetnie spisywał się Adam Matysek broniąc uderzenia Daniela Dudzińskiego i Filipa Adamskiego.
Łęcznianie przetrwali trudny moment, a od 74 minuty grali w przewadze jednego zawodnika po tym jak drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną kartkę zobaczył Mateusz Wypych. Chwilę później mocno z rzutu wolnego huknął Adam Deja, bramkarz gospodarzy odbił piłkę, a ze skuteczną dobitką pospieszył Bartłomiej Korbecki. W 80 minucie zdaniem sędziego bramkarz Sokoła sfaulował Iwo Świerkota. Do piłki podszedł Deja i pewnym strzałem trafił na 3:0. To nie był jednak koniec, bo w doliczonym czasie gry mocno podłamanych gospodarzy „dobił” Dawid Tkacz pakując piłkę do siatki z najbliższej odległości i Łęcznianie odnieśli efektowne zwycięstwo.
W następnej kolejce Górnik zagra u siebie z rezerwami Legii Warszawa. Spotkanie zaplanowano na sobotę, 12 września o godzinie 18.
Sokół Kleczew – Górnik Łęczna 0:4 (0:0)
Bramki: Myszor (50), Korbecki (75), Deja (80-karny), Tkacz (90).
Sokół: Wójcik – Zieliński (46 Książek), Wypych, Gawlik, Andrzejewski – Kubacki (60 Tkaczyk), Dudziński, Ławrynowicz, 27. Antczak (81 Dari), Adamski (81 Piotrowski) – Śpiewak (76 Juszczyk).
Górnik: Matysek – Quainoo, Kruk (55 Kobryń), Jaroszyński, Hołownia, Myszor (83 Rogala) – Janaszek, Walski, Deja, Korbecki (83 Tkacz) – Antkowiak (60 Świerkot).
żółte kartki: Gawlik, Wypych.
czerwona kartka: Mateusz Wypych (74-za drugą żółtą.
sędziował: Dorian Skwara (Łódź).

Komentarze