Klienci zmieniają sposób szukania. Zamiast przeglądać dziesięć wyników w wyszukiwarce, pytają czat: kto w Lublinie robi meble na wymiar, gdzie w Zamościu naprawić skrzynię biegów, które biuro rachunkowe w Chełmie obsługuje spółki. Odpowiedź ChatGPT, Gemini czy Perplexity to zwykle trzy nazwy z krótkim uzasadnieniem. Firmy spoza tej trójki nie przegrały z konkurencją. One w tej rozmowie w ogóle nie wystąpiły.
Skąd czat wie, kogo polecić? Z tego, co jego roboty przeczytały na stronach firm. I tu pojawia się problem, o którym rzadko mówi się w ofertach agencji. Robot wchodzi na stronę podobnie jak człowiek, ale przedstawia się inaczej. Ochrona przed botami na hostingu współdzielonym, włączona kiedyś po fali spamu z formularza, nie odróżnia robota ChatGPT od skryptu, który ten spam wysyłał. Blokuje oba. Strona wygląda bez zarzutu w przeglądarce, a dla czatu nie istnieje.
W jednym z audytów dostępności dla robotów firma z Dolnego Śląska miała dopracowaną stronę i pełną ofertę, a serwer odsyłał robotom ChatGPT, Claude i Perplexity komunikat o odmowie dostępu. Dla przeglądarki i dla Googlebota odpowiadał normalnie. Właściciel planował akurat kampanię reklamową. Gdyby ją uruchomił, płaciłby za ruch na stronę, której czaty i tak nie potrafią przeczytać.
Stąd kolejność, która ma sens przy planowaniu budżetu.
Najpierw sprawdzenie, czy roboty czatów w ogóle wchodzą na stronę. Bezpłatne narzędzie CiteLyzer wysyła na wskazany adres zapytania z takimi oznaczeniami, jakich używają roboty czatów, i pokazuje, który z nich dostał odmowę: citelyzer.com/pl/audyt-ai. Wynik jest gotowy po kilku sekundach, bez rejestracji.
Potem treść. Czat składa odpowiedź z konkretów: cennik, czas realizacji, zakres usługi, godziny otwarcia, obsługiwane miejscowości. Strona zbudowana z haseł o pasji i tradycji nie daje mu materiału do pracy. Jeśli nowa strona ma powstać, niech powstanie z tą listą w ręku.
Na końcu spójność danych w sieci. Inny numer telefonu w wizytówce Google, inny na stronie, jeszcze inny w katalogu branżowym. Dla modelu to trzy różne firmy albo żadna.
Jeśli wynik pierwszego sprawdzenia jest czerwony, poprawka leży w ustawieniach hostingu albo w pliku robots.txt i zwykle zajmuje informatykowi kwadrans. To najtańsza pozycja w całym przyszłorocznym budżecie, a bez niej pozostałe pracują na pół gwizdka.
Jedna uwaga na koniec. Ustawienia hostingu zmieniają się przy aktualizacjach panelu i po włączeniu nowych zabezpieczeń, więc wynik sprzed roku nic nie mówi o dzisiejszym stanie. Sprawdzenie warto powtórzyć przy każdym większym wydatku na stronę i przed każdą kampanią.

Komentarze