Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
Nasz cykl Dziewczyny z Kaliny, chłopaki z Krochmalnej

Dyskoteka u Kazika, piwo U Szefa

W 1994 roku rozpocząłem studia na Wydziale Elektrycznym Politechniki Lubelskiej. Rektorem był wówczas prof. Iwo Pollo. Pilnie chodziłem na wszystkie wykłady i ćwiczenia, ale wyleciałem po pierwszej sesji. Trzeba było zaczynać studia od początku – wspomina pan Rafał.
Dyskoteka u Kazika, piwo U Szefa
PL - Wydział Budownictwa

Autor: fotopolska.eu

Oblałem matematykę – podobnie jak wielu studentów tego wydziału na pierwszym roku. Ponownie musiałem podejść do egzaminów wstępnych, ale tym razem wybrałem wychowanie techniczne na Wydziale Zarządzania i Podstaw Techniki, który nazywany był Oxfordem.

Z poduszką na wykłady

Ale najpierw garść wspomnień z Wydziału Elektrycznego. Czterokondygnacyjny budynek wydziału mieścił się przy ulicy Nadbystrzyckiej. Po prawej stronie od wejścia były trzy aule, po lewej pracownie techniczne i mniejsze salki. Pamiętam, że na wykładach siedzieliśmy na drewnianych, rozkładanych krzesełkach. W siatce przynosiłem poduszkę, bo nie dało się wytrzymać tak twarde były te siedzenia. Chodzenie na wykłady i ćwiczenia niewiele mi pomogło, bo nie zdałem egzaminu komisyjnego z matematyki. Nasz wydział był z tego znany – na pierwszym roku studenci oblewali matematykę albo fizykę. Odsiew był spory. I tak trafiłem na lubelski Oxford. 

Wydział Elektryczny

Fot. fotopolska.eu

Zanurkowałem w Paskudzie

Wydział Zarządzania PL mieścił się w budynku najbardziej oddalonym od ulicy, w głębi miasteczka studenckiego. Budynek był niski, pełen labiryntów i zakrętów. Moim dziekanem była prof. Ewa Bojar. Wychowanie techniczne nie porwało mnie jakoś szczególnie, choć doprowadziłem te studia solidnie do końca. Ale na piątym roku rozpocząłem drugi fakultet na Wydziale Elektrycznym – zgodnie z moim pierwszym wyborem. To były trzyletnie studia inżynierskie, które również doprowadziłem do końca. To był bardzo intensywny czas, zajęcia od świtu do nocy, dużo nauki. Ale znalazłem też czas na swoje pasję. 

Któregoś dnia na korytarzu natknąłem się na ogłoszenie o kursie dla płetwonurków. Zajęcia odbywały się w klubie Paskuda w podziemiu akademika nr 3. Szefem klubu był pracownik Wydziału Elektrycznego Krzysztof Jachołkowski. Spotykaliśmy się w każdy czwartek – szykowaliśmy sprzęt do nurkowania, poznawaliśmy wszystkie tajniki nurkowania, a już samo nurkowanie odbywało się w jeziorze Białym albo Piaseczno. Byliśmy fajną grupą pasjonatów, którzy chcieli robić coś więcej poza studiowaniem. 

Stołówka

Fot. fotopolska.eu

Dyskoteka u Kazika

Życie studenckie toczyło się w akademikach ponumerowanych od 1 do 4. Najczęściej bywałem w akademikach numer 2, w którym mieszkali studenci Wydziału Zarządzania i nr 3 należący do Wydziału Elektrycznego. Pamiętam, że warunki były skromne – pokoje 3-4- osobowe, wspólne łazienki, jedna kuchnia na piętrze. Nie było jakiegoś wielkiego imprezowania. Jeśli piwo to w weekend w klubie studenckim Kazik. To było kultowe miejsce, znane przede wszystkim ze świetnych dyskotek. Na te dyskoteki ściągali młodzi ludzie z całego miasta. No i dziewczyny z UMCS, bo na Politechnice mieliśmy większość facetów. Sporo par spotkało się właśnie w Kaziku, wiele małżeństw się tam poznało. Były też koncerty, jakieś spotkania. Kazik nieodłącznie kojarzy się z życiem towarzyskim i rozrywkowym studentów Politechniki Lubelskiej. Można powiedzieć, że obrósł legendą. 

Były też inne miejsca, np. Sport Pub i U Szefa po drugiej stronie ulicy Nadbystrzyckiej. Tak się chodziło na piwo albo zjeść coś na szybko. Choć ja wolałem obiady w naszej stołówce studenckiej. Zupka, kotlet, ziemniaki, kompot. Tanio i smacznie. 

Część zajęć miałem w budynku przylegającym do sali gimnastycznej, który nazywany był SW, gdyż kiedyś mieściło się w nim Studium Wojskowe. W-F miałem tylko na pierwszym roku i spędziłem go głównie na basenie w Szkole Podstawowej nr 22 przy ulicy Rzeckiego – tej samej, którą ukończyłem jako dziecko. 

Akademiki PL

Fot. fotopolska.eu 

Rektorat do dworku, zamknięta brama

Mam duży sentyment do czasów studenckich i do tego miejsca przy ulicy Nadbystrzyckiej, w którym spędziłem jakieś osiem lat. Dziś wiele się tam zmieniło. Rektorat, który za moich czasów mieścił się w Pałacu Sobieskich przy ulicy Bernardyńskiej został przeniesiony do pięknego, odnowionego dworku na terenie kampusu. Powstały nowe, imponujące budynki – jest nowocześnie, a równocześnie zielono i kameralnie. Są boiska i korty tenisowe. Ale też cały teren jest ogrodzony, zamknięty, odizolowany. Inaczej niż gdy ja studiowałem. Ale to również znak czasów. 

Wysłuchała Magdalena Bożko-Miedzwiecka

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama