Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
Reklama
Motor mógł jeździć w Lublinie podczas przebudowy stadionu

Tomasz Fulara: Klub nie zgodził się na naszą propozycję

- Proponowaliśmy kilkukrotnie przebudowę stadionu etapami, tak aby w trakcie prac mogły odbywać się zawody żużlowe. Klub nie zgodził się na takie rozwiązanie. Moim zdaniem było ono najrozsądniejsze – mówi Tomasz Fulara, zastępca prezydenta Lublina. W rozmowie z „Dziennikiem Wschodnim” odnosi się do planowanej wyprowadzki żużlowego Motoru do Gniezna, przebudowy stadionu przy Alejach Zygmuntowskich, wniosku o 6 mln zł miejskiego wsparcia oraz nieudanych rozmów z Tarnowem.
Tomasz Fulara: Klub nie zgodził się na naszą propozycję

- Wszystko wskazuje na to, że żużlowy Motor Lublin będzie rozgrywał swoje mecze w Gnieźnie, około 500 kilometrów od Lublina. Jak pan odbiera tę sytuację?

- To trudna sytuacja. Wysoce niekomfortowa dla kibiców ale i dla naszego samorządu. Kiedy rozpoczynaliśmy rozmowy o przebudowie stadionu, proponowaliśmy, aby prowadzić prace na funkcjonującym obiekcie, bez konieczności całkowitego wyłączania go z użytkowania. Nasza propozycja wychodziła naprzeciw oczekiwaniom mieszkańców Lublina, ale klub odmówił. Przyznam, byliśmy zaskoczeni.

- Właśnie o to chciałem zapytać. Kibice zastanawiają się, dlaczego nie można było przebudowywać stadionu etapami, tak jak robi się to na innych obiektach, bez całkowitego zamykania go na czas inwestycji.

- Można było. Powtarzam, taka propozycja z naszej strony padła. Zakładaliśmy, że przebudowa mogłaby być prowadzona częściowo, na przykład sektorami lub po jednej czwartej stadionu. Wówczas zamiast 10 tysięcy widzów zawody mogłoby oglądać na żywo 6 czy 8 tysięcy osób. Takie propozycje były przedstawiane, ale klub się na nie zgodził. Sam nie jestem zwolennikiem rozwiązania polegającego na całkowitym zamknięciu stadionu. Również jako kibic żużla wolałbym, żeby obiekt funkcjonował podczas przebudowy i żeby w tym czasie nadal odbywały się na nim zawody. Właśnie dlatego zrezygnowaliśmy z rozpoczęcia części fizycznych prac już w ubiegłym roku. Mam na myśli między innymi przebudowę schodów i niektórych elementów stadionu. Ostatecznie zapadła decyzja o zamknięciu obiektu i rozgrywaniu meczów przez klub poza Lublinem. Jeszcze raz podkreślam - była to decyzja klubu.

- Przejdźmy do samej inwestycji. Czy pana zdaniem jeszcze w tym roku uda się wybrać wykonawcę przebudowy stadionu? Pojawiają się odwołania, procedury przetargowe się przedłużają. Kibice obawiają się kolejnych opóźnień.

- Prawo zamówień publicznych jest bardzo restrykcyjne, a sama procedura niezwykle szczegółowa. Nie możemy jej w żaden sposób naruszyć, grozi za to odpowiedzialność karna. Musimy postępować zgodnie z obowiązującymi przepisami. Nie wiemy również, jakie działania podejmą uczestnicy postępowania. Ofert jest kilka, a wykonawcom przysługuje prawo do odwołań. Staramy się przeprowadzić całe postępowanie jak najszybciej. Sam wolałbym, żeby przebiegało ono sprawniej, ale musimy przestrzegać wszystkich procedur. Nikt się nie chce narazić na zarzut braku należytej staranności, który mógłby paść ze strony państwowych organów kontroli, bo mogłoby to skutkować całkowitą blokadą budowy stadionu.

- Wróćmy do spraw finansowych. Do Rady Miasta trafiła interpelacja grupy radnych dotycząca zwiększenia wsparcia dla klubu żużlowego. Chodzi o zabezpieczenie w przyszłorocznym budżecie 6 mln zł. Jak miasto odnosi się do tego wniosku?

- Przede wszystkim chciałbym przypomnieć, że Lublin od wielu lat wspiera klub żużlowy. Od początku współpracy z klubem Lubin przeznaczył na żużel blisko 50 mln złotych. Miasto było jednym z pierwszych i największych podmiotów finansujących jego działalność. Przypuszczam, że prezes Jakub Kępa potwierdzi fakt, że gdyby nie samorząd Lublina, to przy najszczerszych chęciach czarny sport nie byłby w naszym mieście reaktywowany. A już na pewno nie na takim poziomie. Dzięki temu kibice mogli oglądać sukcesy sportowe Motoru. A odnoszę wrażenie, że władze klubu zdają się zapominać o wkładzie miasta. Prezydent Krzysztof Żuk od lat angażuje się we wspieranie klubu i zapewnianie mu odpowiedniego finansowania. Teraz musimy rozważyć wszystkie okoliczności. Wsparcie klubu wiąże się również z promocją miasta. Pojawia się więc pytanie, na ile rozgrywanie spotkań poza Lublinem będzie realizowało ten cel.

- Zapytam trochę przewrotnie: czy te 6 mln zł jest potrzebne klubowi na bilety kolejowe dla kibiców? Oczywiście żartuję.

- Trudno mi powiedzieć, ponieważ to już są decyzje klubu. Nie wnikam w plotki jakoby niektórym zawodnikom zależało, aby jeździć na zachodzie Polski. Lokalizacja obiektu, na którym Motor będzie rozgrywał spotkania, pozostaje wyłącznie w gestii klubu. Miasto nie podejmuje tej decyzji. Oczywiście z naszego punktu widzenia najlepiej byłoby, gdyby drużyna pozostała w Lublinie albo jeździła możliwie blisko naszego miasta.

- Czy zatem Motor może nie otrzymać w przyszłym roku wnioskowanych 6 mln zł?

- Jesteśmy obecnie na etapie analiz i przygotowywania budżetu miasta. Staramy się podzielić dostępne środki w sposób adekwatny do potrzeb poszczególnych klubów. Chciałbym jednak przypomnieć, że oprócz bezpośredniego finansowania udostępnialiśmy również stadion żużlowy na bardzo preferencyjnych warunkach. To także był istotny wkład miasta we wspieranie tej dyscypliny. Analizując obecny wniosek, musimy brać pod uwagę wszystkie te elementy. Trzeba też pamiętać, że Lublin ma wiele klubów sportowych odnoszących sukcesy na najwyższym poziomie rozgrywkowym. Mamy piłkę nożną, siatkówkę, piłkę ręczną, koszykówkę i żużel. Staramy się wspierać wszystkie te środowiska, tak aby zarówno zawodnicy, jak i kibice czuli się traktowani sprawiedliwie. Oczywiście przy uwzględnieniu osiągnięć i wyników sportowych poszczególnych klubów. Musimy również uwzględnić fakt, że żużlowy Motor w przyszłym roku nie będzie rozgrywał swoich spotkań w Lublinie.

- Chciałbym jeszcze wrócić do kwestii przebudowy stadionu przy Alejach Zygmuntowskich 5. Dlaczego, pana zdaniem, kierownictwo Motoru nie skorzystało z propozycji prowadzenia remontu etapami? To pytanie zadaje sobie wielu kibiców.

- Nie wiem. Na to pytanie nie jestem w stanie odpowiedzieć. Trzeba byłoby zapytać przedstawicieli klubu. Mogę jedynie powtórzyć, że propozycja etapowej przebudowy padała ze strony miasta kilkukrotnie. Moim zdaniem było to najrozsądniejsze rozwiązanie.

- Jak pan ocenia zamieszanie związane z nieudanymi rozmowami Motoru z Tarnowem? W tamtejszych mediach pojawiały się zarzuty, że Lublin chciał wykorzystać sytuację i doprowadzić do modernizacji tarnowskiego toru na koszt gospodarzy, aby Motor mógł tam przez dwa lata rozgrywać mecze. Cała sprawa postawiła Lublin w niezbyt korzystnym świetle.

- Uzgodnienia z Tarnowem odbywały się w dużej mierze poza nami. Oczywiście deklarowaliśmy pomoc w tym zakresie, ale trudno mi odnosić się do szczegółów rozmów, w których bezpośrednio nie uczestniczyliśmy. To o co byliśmy proszeni przez klub w rozmowach z Tarnowem było przez nas realizowane. Nie uważam, żeby ten konflikt między Tarnowem a klubem był czymś dobrym. Ani dla żużla, ani dla budowania relacji między samorządami czy w samym środowisku żużlowym. Natomiast to, co zobaczyła opinia publiczna, czyli publiczna wymiana zdań pomiędzy prezydentem Tarnowa a prezesem Jakubem Kępą, było moim zdaniem zupełnie niepotrzebna. Ani samemu żużlowi, ani obu miastom ten konflikt nie służył. To nie rzutuje dobrze na wizerunek klubu w obliczu zawierania umów sponsorskich na przyszły sezon. Niepotrzebnie jesteśmy w tym zakresie na ustach całej sportowej Polski. 

- W tej całej sytuacji ważną rolę odgrywa również żużlowa Ekstraliga. Ma pan kontakty z jej władzami. Jak przedstawiciele ligi oceniają zamieszanie wokół stadionu i przyszłości Motoru Lublin?

- Jesteśmy w kontakcie zarówno z Ekstraligą, jak i z klubem. Staramy się wypracowywać rozwiązania kompromisowe. Wydaje mi się, że Ekstralidze przede wszystkim zależy na tym, aby nowy obiekt powstał możliwie szybko. To oczywiście leży również w naszym interesie. Trzeba pamiętać, że stadiony żużlowe w Polsce są w różnym stanie technicznym. Nasz obiekt, mimo upływu lat, wcale nie należał do najgorszych. Kto z kibiców jeździł po Polsce ten wie. Tam Ekstraliga nie straszy odebraniem licencji. To też warto jasno powiedzieć. Oczywiście nasz stadion wymagał modernizacji. Chodzi przede wszystkim o bezpieczeństwo i komfort kibiców, ale również o odpowiednią jakość infrastruktury, oświetlenie czy warunki prowadzenia transmisji telewizyjnych. Jest wiele elementów, które należało poprawić, i deklarowaliśmy, że to zrobimy. Z tego, co wiem, część stadionów ekstraligowych w Polsce funkcjonuje na podstawie odstępstw od niektórych wymagań licencyjnych.

- Czy wobec tego dwuletni termin przebudowy stadionu jest realny?

- Na dzisiaj zakładam, że jest realny. Określiliśmy maksymalny czas realizacji inwestycji. Między innymi dlatego przewidziano wykorzystanie technologii prefabrykowanych elementów konstrukcyjnych, która pozwala przyspieszyć proces budowy. Dużym ułatwieniem jest również fakt, że w tym miejscu już istnieje stadion. Z tego punktu widzenia przebudowa jest zdecydowanie prostsza niż budowa zupełnie nowego obiektu.

ROZMAWIAŁ PAWEŁ PUZIO

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama