Z najnowszych danych wynika, że od kwietnia do sierpnia Zamość odwiedziło 268 469 turystów. To niemal lustrzane odbicie poprzedniego sezonu – odnotowano symboliczny wzrost na poziomie 0,17 proc. Patrząc na perspektywę trzech ostatnich lat (251 tys. w 2024 r. i 268 tys. w 2025 r.), można mówić o ustabilizowaniu się pozycji miasta na turystycznej mapie Polski.
Kto puka do bram miasta?
Na zamojskim Rynku Wielkim najczęściej słychać było w tym roku turystów z województw: mazowieckiego, małopolskiego i wielkopolskiego – to oni dominowali wśród osób podróżujących na własną rękę. Z kolei w grupach zorganizowanych najliczniej stawiali się mieszkańcy ościennego Podkarpacia oraz samej Lubelszczyzny. Co ciekawe, wschód Polski przyciągał nie tylko rodaków. Wśród gości zagranicznych najliczniej reprezentowani byli obywatele Francji, Czech, Niemiec, a także turyści zza oceanu – ze Stanów Zjednoczonych i Kanady.
Paradoks noclegowy: omijamy duże obiekty, ale zostajemy dłużej
Najciekawsze wnioski płyną jednak z analizy bazy noclegowej. W obiektach posiadających co najmniej 10 miejsc (a więc w hotelach, większych pensjonatach i ośrodkach) odnotowano wyraźny spadek korzystania z noclegów o 14,58 proc. względem roku 2025. Co ciekawe, z tej bazy korzystają w przeważającej mierze Polacy – stanowili oni 91,68 proc. gości (przy zaledwie 8,32 proc. gości zagranicznych).
Czy mniejsze zainteresowanie dużymi obiektami oznacza, że turyści wpadają do Zamościa tylko na chwilę? Wręcz przeciwnie. Okazuje się, że średni czas pobytu w mieście wydłużył się do 1,81 noclegu (z 1,71 w roku poprzednim). Ten pozornie nielogiczny dysonans może sugerować zmianę preferencji. Turyści prawdopodobnie chętniej wybierają dziś kameralne kwatery prywatne i apartamenty, szukając ciszy oraz niezależności.
Z pieszego na dwa kółka
Potwierdzenie trendu ucieczki od sztampowej turystyki widać również w statystykach Roztoczańskiego Parku Narodowego. W tym roku jego szlaki przeszło 280 252 osób – to o blisko 12 tysięcy mniej niż w roku ubiegłym. Parkowi leśnicy odnotowali jednak inny, wyraźny boom: liczba rowerzystów na leśnych ścieżkach była wyższa aż o 10 proc. To jasny sygnał, że profil turysty na Roztoczu ewoluuje w stronę turystyki aktywnej i mobilnej.
Koszty i geopolityka dyktują warunki
Jak interpretować tegoroczne liczby? Wojciech Sachajko, prezes Lokalnej Organizacji Turystycznej „Zamość i Roztocze”, nie ma wątpliwości, że na decyzje urlopowe Polaków wpływa zbieg dwóch potężnych czynników zewnętrznych.
Z jednej strony to wciąż tlące się poczucie niepewności związane z wojną w Ukrainie, które naturalnie studzi zapał do podróży na wschodnie rubieże Polski. Z drugiej – brutalna ekonomia. Polacy chętnie wybierają wyjazdy zagraniczne, które przy niezwykle atrakcyjnych cenach stały się potężną konkurencją dla rodzimej turystyki.
Mimo tych przeciwności Zamość i Roztocze zdały egzamin. Brak spektakularnych wzrostów nie jest powodem do niepokoju – w cieniu wojny i silnej konkurencji zagranicznej, utrzymanie frekwencji na poziomie ponad ćwierć miliona odwiedzających to dowód na to, że renesansowa perła wschodu ma już swoją żelazną, wierną publiczność.

Komentarze