Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Miliony drastycznie skurczone

Placówki ochrony zdrowia z Lubelskiego mogą zapomnieć o kupnie nowego sprzętu i modernizacji oddziałów szpitalnych. Zamiast obiecanych 22 milionów złotych na restrukturyzację, dostały ledwie 6,2 mln zł.
Przez cały ubiegły rok w szpitalach trwała restrukturyzacja, polegająca m.in. na likwidacji 748 nierentownych łóżek opieki krótkoterminowej, tworzeniu 869 miejsc opieki długoterminowej i redukcji zatrudnienia o ok. 2 tys. osób. Koszty tych działań miały być pokryte z rezerwy celowej budżetu państwa. Około sześćdziesiąt placówek złożyło więc do Urzędu Marszałkowskiego w Lublinie wnioski z prośbą o dotację. W lipcu ubiegłego roku przyszła z Warszawy do Lublina wiadomość, że dostaniemy na ten cel 20,8 mln złotych. Na przełomie sierpnia i września środki miały dotrzeć do szpitali. Tymczasem pod koniec listopada minister zdrowia przysłał pismo zawiadamiające, że w związku z dziurą budżetową państwa wstrzymano finansowanie restrukturyzacji w większości województw. W efekcie tego w połowie grudnia do lubelskiego Urzędu Marszałkowskiego zamiast spodziewanych 22 mln wpłynęło jedynie 6,2 mln. – Daliśmy tym, którzy są w najgorszej sytuacji, czyli Obwodowi Lecznictwa Kolejowego i szpitalowi przy al. Kraśnickiej (obie placówki z Lublina) oraz SP ZOZ w Tomaszowie Lubelskimi i w Janowie Lubelskim – mówi Stanisław Grzegorczyk, p.o. dyrektor Wydziału Zdrowia UM w Lublinie. Andrzej Kaczor, dyr. SP ZOZ w Tomaszowie Lubelskim, na kupno sprzętu dostał 100 tys. zł. – Za to ani grosza na restrukturyzację zatrudnienia, chociaż koszty w tym zakresie miały być pokryte w stu procentach – ubolewa. – Niestety 340 tys. zł na odprawy dla zwalnianych musieliśmy wyskrobać z własnych środków, co zwiększyło nasze ubiegłoroczne koszty. Wśród tych, którzy nie dostali żadnych pieniędzy, choć się o to starali, jest m.in. Marek Wójtowicz, dyr. SP ZOZ w Lubartowie. – Wnioskowałem o 5 mln – mówi. – Niestety, potrzeby szpitala wzięły w łeb. Mamy stary sprzęt. Od lat nie kupowaliśmy aparatów rentgenowskich. Teraz też nie kupimy. 14-letni Dawid z Lublina ma oderwany palec wskazujący i poraniony kciuk od wybuchu petardy. Leży w Klinice Traumatologii Dziecięcego Szpitala Klinicznego w Lublinie, do której trafił w nocy z wtorku na środę. Jest drugim w tym sezonie dzieckiem, które ucierpiało na skutek fajerwerków. Pierwszym był 11-letni Irek z Fajsławic, któremu raca wybuchała w rękach. Chłopiec stracił palec.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama