Zupa miłosierdzia
Darmowe gorące posiłki zapewniają przetrwanie ludziom biednym. Mroźna zima jest dla nich szczególnie trudnym okresem
- 16.01.2002 19:05
Stołówka przy ulicy Brzeskiej. Tutaj codziennie warzy się zupę dla ubogich. - Ugotowanie pięćdziesięciu litrów pieczarkowej, fasolowej lub grochówki zajmuje kucharce i uczniom około trzech godzin - mówi właścicielka jadłodajni. Podkreśla, że jest to wartościowy posiłek, przyrządzany na wywarze z kości schabowych i ze świeżych warzyw, a nie z suszonek. Bierze się też pod uwagę preferencje smakowe odbiorców. Wolą dobrze doprawione jedzenie. Żurek i ogórkowa to ulubione menu, mniej chwalone są krupniki i pomidorówka za to, że nie ma w niej ziemniaków. W termosach zupa zawożona jest do \"jadalni” w gmachu przychodni przy ulicy Warszawskiej.
Tam dzieli się ją po pół litra - w piątki w większych ilościach, na zapas do poniedziałku. Do tego każdy dostaje kiełbasę lub salceson, może być też jajko na twardo albo kawałek żółtego sera i oczywiście chleb - tak przewiduje jesienno-zimowy standard. Od dwunastej do czternastej pracownica pobiera od zgłaszających się po obiad talony rozdawane przez Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej i wydaje przydział. - Zupę nalewam do talerzy, czasem do przynoszonych baniek po kilka porcji naraz, jeżeli ktoś zjawia się nieregularnie. Widuję, jak niektórzy dzielą się z innymi, oddając niewykorzystane talony - opowiada obsługująca punkt. Nie narzeka na swoją pracę, ale przyznaje, że na początku miała obawy. Na szczęście bezdomni zachowują się w tym miejscu spokojnie.
- Wygląd niektórych może przestraszyć, zwłaszcza jak są nieumyci, ale nawet oni nie awanturują się. Po cichu, szybko jedzą i wychodzą. Tylko jak proszę o pomoc w przeniesieniu termosu, oburzają się i odmawiają - zaznacza nasza rozmówczyni. Kobieta zastrzega, aby nie robić jej zdjęcia. Nie chciałaby być widziana w takim towarzystwie.
Reklama













Komentarze