Rodzą się gwiazdy
Sezon urodzin w janowskiej stadninie koni dobiega końca. Przedwczoraj przyszło na świat przedostatnie ze spodziewanych źrebiąt krwi i półkrwi. W tym roku przybyło więcej klaczy niż ogierów, inaczej niż w poprzednich latach
- 15.05.2002 16:05

Do sierpniowej aukcji jeszcze daleko, ale w janowskiej Stadninie Koni przygotowania do letniej gali są już zaawansowane. Okazy wyznaczone do licytacji podlegają specjalnemu nadzorowi, żadnemu włos z głowy spaść nie może. - Muszą też jak najlepiej wyglądać i mieć kondycję - podkreśla Marek Trela, dyrektor stadniny.
Wyeksponowanie walorów urody konia rasowego wymaga odpowiednich zabiegów. Sierść zwierzęcia ma być równa i gładka, oczy błyszczące. Tajemnicą lśnienia nieowłosionych fragmentów skóry, jaka pokrywa chrapy i okolice oczu, jest zastosowanie oliwki. Zgodnie z oczekiwaniami janowskich hodowców w sierpniu powinny trafić do nowych właścicieli 14 klaczy i dwa ogiery.
Potomkowie Eldona, Emigranta, Pilota, to znaczniejsi przedstawiciele tegorocznego przychówku. Przedostanie ze spodziewanych źrebiąt urodziło się w poniedziałek. - To klaczka po Pilocie, z matki Pambiny - informuje Anna Stefaniuk, specjalista do spraw hodowli. 39 kilogramów wagi nie przeszkodziło maluchowi poderwać się na nogi już po upływie pół godziny. Minie jeszcze kilka dni, zanim matka i dziecko wybiegną na łąkę. Ogółem stado wzbogaciło się o 26 źrebiąt półkrwi angloarabskiej i 61 czystej krwi arabskiej. - Bywało, że cztery klacze źrebiły się jednej nocy - wspomina Karol Andrusiak, podkoniuszy z 17-letnim stażem. Przyznaje, że przy koniach trzeba tyrać, ale nic z tego, jak się swojego zawodu nie lubi. - Zresztą, po zachowaniu zwierząt widać, czy pracownik ma podejście. One to wyczuwają - stwierdza doświadczony masztalerz.
- Konie szybko się uczą. Jutro już klacze same trafią do swoich stajni - tłumaczy A. Stefaniuk. Rozdzielanie wracających z pastwiska klaczy ze źrebiętami dla niewtajemniczonych obserwatorów może wydać się dramatyczne. Rozbiegane konie trzeba skierować do stajni. Padają komendy, którym zwierzęta nie od razu są posłuszne. Nie trudno jednak zauważyć, że opiekunowie stajni w mig rozpoznają swoich podopiecznych i przywołują każdego po imieniu.
Reklama












Komentarze