Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Długi szpitali nadal rosną

Placówki służby zdrowia w regionie są zadłużone na 290 mln zł. Pomysłu na wyjście z zapaści finansowej nie mają ani dyrektorzy zakładów opieki medycznej, ani samorządy będące organami założycielskimi szpitali i przychodni, ani minister zdrowia.
Zakłady opieki medycznej winne są pieniądze dostawcom energii, leków, żywności, ZUS a pracownikom ustawowe 203 złote podwyżki. Największy dług ma zarazem największy szpital w województwie, czyli Wojewódzki Szpital Specjalistyczny przy al. Kraśnickiej w Lublinie. Jego zobowiązania na koniec kwietnia wynosiły 26,7 mln zł. - W maju mamy przyrost długu o 600 tys. zł - nie ukrywa Karol Stpiczyński, zastępca dyr. ds. finansowych tego szpitala. - Nie byłoby przyrostu, gdybyśmy wzięli 470 tys. zł, które proponuje nam kasa chorych jako zapłatę za usługi wykonane ponad zakontraktowany limit kwartalny. Szpital nie chce tych pieniędzy, bo - jak mówi dyrektor Stpiczyński - porad ponad normę udzielił na 2 mln zł. O tym, że LRKCh płaci mniej niż powinna mówi także Andrzej Gryn, główny księgowy szpitala im. Jana Pawła II w Zamościu. - Jest nam winna ok. 5 mln za usługi ponad limit - mówi. - Kasa powiedziała, że nie ma pieniędzy i nie zapłaci. Poleciła trzymać się umowy i nie przyjmować więcej pacjentów niżby wynikało z kontraktu. Tak też zrobiono, wstrzymując przyjęcia na zabiegi zaplanowane, np. na chirurgii. Pomysłów na walkę z długami tak naprawdę nie ma nikt. - Nic nie możemy, bo nie ma pieniędzy - rozkłada ręce Krzysztof Jarząbek, dyr. Wydziału Zdrowia Urzędu Marszałkowskiego w Lublinie. Czy pomysł na oddłużenie, polegający na wyemitowaniu państwowych obligacji, o którym Mariusz Łapiński, minister zdrowia mówił podczas poniedziałkowej wizyty na Lubelszczyźnie będzie lekiem na długi szpitali?

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama