Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Koniec festiwalu

Wczoraj zakończyło się kazimierskie Lato Filmów. Pokazano na nim ponad 300 filmów. Obejrzało je niemal 60 tys. widzów, w przewadze uczniów i studentów z całej Polski.
Za najlepszy z pokazanych w Kazimierzu polskich filmów widzowie-uczestnicy plebiscytu uznali „Tam i z powrotem” Wojciecha Wójcika. Najlepszym filmem zagranicznym został obraz „Niebo” Toma Tykwera wg scenariusza K. Kieślowskiego i K. Piesiewicza. Po raz pierwszy nagrodzono tzw. film niezależny, czyli m.in. zrobiony za własne pieniądze. Dzięki czemu częściowy zwrot (2000 zł od kazimierskiej Fundacji Vincent) otrzyma Rafał Gliński, za „Mantu wolny człowiek”. • Zakończone wczoraj w Kazimierzu Dolnym Lato Filmów, wręcz obnażyło mizerię polskiego kina. Czy nie poczuwa się pan do winy? – Podstawową przyczyną tego stanu rzeczy jest brak pieniędzy. • Wierzy pan, że Waldemar Dąbrowski, od niedawna minister kultury, uratuje polską kinematografię? – Trzeba byłoby powołać instytucję kojarzącą pieniądze z różnych źródeł, zapewnić sponsorom odpisy podatkowe, czy ulgi inwestycyjne, postawić tamę kinu amerykańskiemu na rzecz filmów polskich i europejskich. A jeszcze to wszystko powinno odbywać się pod społecznym, a nie urzędniczym nadzorem. • Porozmawiajmy o produkcji przeznaczonej dla telewidzów. Czy dobre wieści ma pan tylko dla amatorów telenowel? – Ależ nie, będą też filmy np. Andrzeja Wajdy, Krzysztofa Zanussiego, Andrzeja Barańskiego, Wojciecha Marczewskiego, jak i debiutantów. Za kilka dni Michał Kwieciński rozpoczyna zdjęcia do „Białej sukienki”, współczesnej opowieści o Bożym Ciele, realizowanej w ramach lubianego cyklu „Święta polskie”. Robert Gliński nakręci „Wróżby Kumaka” według G. Grassa, z Krystyną Jandą w roli głównej. • Należy pan do „ojców” kazimierskiego Lata Filmów. Ma pan satysfakcję z tego jak rozwija się festiwal, z rosnącej liczby widzów? – Mamy satysfakcję, że młodzi ludzie przyjeżdżają tu z całego kraju, w coraz większej liczbie. To zobowiązuje do starań, aby przyszłoroczny program był jeszcze bogatszy. Rozmawiał Zbigniew Miazga Najbardziej „kazimierski” z polskich reżyserów. Podczas pokazu nocą na Małym Rynku w Kazimierzu Dolnym filmu „Dwa księżyce”, w ramach zakończonego wczoraj Lata Filmów, przyroda i artysta podali sobie ręce: na ekranie filmowym pojawił się jeden księżyc, a na niebie drugi, rzeczywisty. Najwięksi niedowiarkowie uwierzyli wtedy w magię miasteczka nad Wisłą. Andrzej Barański urodził się w 1941 roku w Pińczowie. Przez licznych wielbicieli jego twórczości nazwany został „piewcą prowincji”. Typowe życiorysy, codzienne czynności pokazywał niebanalnie, a przy tym w zgodzie z psychologiczną prawdą i tzw. duchem czasu. Największą owację otrzymałw Kazimierzu za „Wszystkich świętych”. – To już może ostatnia taka opowieść o ludziach, którzy przeżyli wojnę – powiedział jeden z widzów. Film ten obejrzymy na małym ekranie w Święto Zmarłych. – Bardzo chciałbym powrócić do Kazimierza z kamerą – mówi. – Mam nawet gotowy scenariusz, napisany na podstawie odnalezionej w tutejszym zakonie oo. Franciszkanów biografii Alojza Kosiby, skromnego kwestarza, przyjaciela ubogich. Ale też są dziś wyjątkowo trudne czasy na zrobienie filmu. Zbigniew Miazga

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama