Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Leczyli zdrowe biodro

Brat 73-letniej kobiety, która uległa wypadkowi i leczyła się w Samo- dzielnym Publicznym Szpitalu Klinicznym nr 4 w Lublinie, żąda 90 tys. złotych odszkodowania. Oskarża lekarzy, że leczyli zdrowe biodro. Szpital twierdzi, że leczenie było przeprowadzone prawidłowo. Sprawa właśnie toczy się przed sądem
Zyta Czerny została potrącona przez samochód w 1999 roku. W szpitalu lekarze stwierdzili uraz głowy, złamanie bliższej nasady lewej goleni, złamanie przezpanewkowe kości biodrowej ze zwichnięciem centralnym głowy kości udowej. - Założyli gips na całą lewą nogę i biodro - opowiada Zenon Czerny, brat poszkodowanej. - Siostra, która cierpi na schizofrenię, ciągle skarżyła się na ból w prawym biodrze. Lekarze zapewniali, że tak musi być. Kiedy gips został zdjęty, lekarze stwierdzili, że lewa noga jest w dobrym stanie. Chora wróciła do domu. - Ale siostrze się nie poprawiało. Znów zawieźliśmy ją do SPSK 4 - opowiada. - Wykonano zdjęcie rtg. Okazało się, że było złamane prawe, a nie lewe biodro. Zenon Czerny zdobył zdjęcie rtg zrobione tuż po wypadku. - To ewidentny błąd lekarski - uważa Zbigniew Kruszyński, były szef przychodni radiologicznej przy ul. Hipotecznej w Lublinie i były dyrektor szpitala wojskowego. - Na zdjęciu widać, że to prawe biodro było złamane. Ktoś źle odczytał wynik badania. W styczniu tego roku Z. Czerny zażądał od szpitala odszkodowania. Kiedy nie było odzewu, Czerny podał sprawę do I Wydziału Cywilnego Sądu Okręgowego w Lublinie. Chce za cierpienia siostry 90 tys. zł. W sądzie odbyły się już dwie rozprawy. Radca prawny SPSK 4 w Lublinie w odpowiedzi na pozew uzasadniał: Zarzuty, że został popełniony błąd w sztuce lekarskiej, nie znajdują uzasadnienia - czytamy. - Rozpoznano złamanie lewego i prawego biodra, tylko że w tym przypadku (wiek, obciążenia psychiczne) nie stosuje się leczenia gipsowego. Zastosowane leczenie przyniosło efekty - pacjentka zaczęła chodzić. Marian Przylepa, dyrektor SPSK nr 4, powiedział Dziennikowi, że nie zna tej sprawy. Przyznał, że od czasu do czasu pacjenci pozywają szpital do sądu. - Ale takich spraw nie jest dużo - dodał. •

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama