Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Wykonaliśmy tytaniczną pracę

• Zdecydowaliście się sięgnąć po unijne pieniądze na kształcenie zawodowe uczniów za granicą. Czy to się udało? E. Czech. - W stu procentach. Już dwukrotnie młodzież z Rzemieślniczej Zasadniczej Szkoły Zawodowej prowadzonej przez Cech wyjeżdżała za darmo na praktyki do Francji. Teraz zabiegamy, żeby uczniowie mogli odbywać staż tam i w Niemczech. Jedziemy wkrótce do sąsiadów za Odrę, aby podpisać list intencyjny w tej sprawie. • Jak dowiedzieliście się o programie Leonardo da Vinci refundującym w większości koszty takich wyjazdów? M. Maciejczyk - Od rzecznika prasowego urzędu miasta Białej Podlaskiej, Anny Daniluk w 1999 roku. Od razu przystąpiliśmy do rzeczy. Wstępne uzgodnienia z Francuzami z departamentu Deux Sevres zapadły w styczniu, a w październiku nasza młodzież była już tam. W pierwszej turze skorzystały 24 osoby, przebywając na praktykach cztery tygodnie. W kolejnej, prawie trzy lata później, uczestniczyło 20 beneficjantów. Za każdym razem nieodpłatnie. • Ile pieniędzy z kasy unijnej poszło na ten cel? E. Cz - Prawie czterdzieści tysięcy euro. Na osobę przypadało 900 euro, to w przeliczeniu ponad trzy i pół tysiąca złotych. Kogo byłoby stać na taki wyjazd. Na pewno nie rodziców naszych uczniów. Cech pokrył piętnaście procent wydatków. Sfinansowaliśmy też pobyt opiekunów. • Jak wiele wysiłku włożyliście w przygotowanie wniosków do programu? M. M. - Wykonaliśmy tytaniczną pracę. Dokumentacja jednego wyjazdu wygląda jak praca magisterska. Formularze są zawiłe. Wymaga się zestawień tych samych danych w różnych konfiguracjach. Wiele poprawek trzeba było nanieść, ale nie rezygnowaliśmy. Młodzież wcześniej uczestniczyła w kursach kulturowych i językowych. Tam na miejscu każdy prowadził dziennik praktyk, zapisując, czego nowego się nauczył. To trzeba było po powrocie przedstawić w warszawskiej fundacji, która koordynuje całość. • Co młodzież wyniosła z tych wyjazdów? E. Cz. - Przyszli kucharze, mechanicy samochodowi, hydraulicy, stolarze, masarze, a także fryzjerki, cukiernicy pracowali u francuskich rzemieślników. Zdobyli umiejętności, jakich tutaj nie mieliby okazji poznać. Zwiedzili wiele miast, nawiązali przyjaźnie. Myślę, że są bliżej Europy. Jesteśmy dumni, że tamtejsi pracodawcy wysoko oceniają ich kwalifikacje, zdobyte w Polsce.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama