Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Gdzie się podziało ćwierć miliona?

Byli pracownicy Daewoo Motor Polska w Lublinie zastanawiają się, co stało się z ich składkami na kasę zapomogowo-pożyczkową. Chodzi o co najmniej 250 tys. zł.
Mąż Anny M. z Lublina został zwolniony z pracy w październiku zeszłego roku. W kasie zapomogowo-pożyczkowej uzbierał około tysiąca złotych składek. Miały być wypłacone po pół roku. – Minął rok i nie możemy doprosić się ani grosza – mówi zdesperowana Anna M., bezrobotna matka pięciorga dzieci. – Co z tego, że mamy rację, gdy nie mamy pieniędzy? Wierzytelności do garnka nie włożę. O losie składek trudno się czegokolwiek dowiedzieć. – Pracownica, która prowadziła kasę, dostała wypowiedzenie i jest na zwolnieniu – twierdzi Wacław Kwiatkowski, społeczny członek zarządu kasy. – Próbowałem ją zastępować, ale mnie też zwolnili. Teraz nie ma nawet kto zaksięgować spłat pożyczek. Leżą też potwierdzenia przelewów. Składki były potrącane pracownikom DMP z poborów. Gdy w firmie zaczęły się kłopoty, przestały wpływać na konto kasy. Byłe DMP winne jest kasie 84 tys. zł. Podobnie jak wydzielone z niej spółki: Moto-Form – 58 tys. zł, Daewoo Transport – 65 tys. zł, DDS – 41 tys. zł. W sumie 248 tys. zł. – Moim zdaniem doszło tu do nieprawidłowości – ocenia Kazimierz Filipek, przewodniczący Związku Zawodowego Metalowców w fabryce. – Potrąconych składek pracownikom nie zwrócono. Zwolniono cały zarząd. Regulamin kasy mówi, że jeśli się nie jest pracownikiem, przestaje się być jej członkiem. Faktycznie więc kasa nie istnieje. Ale co z potrąconymi składkami? Według Filipka o sprawie kasy zapomogowo-pożyczkowej dyskutowano w gronie wszystkich trzech związków, w tym NSZZ Solidarność i ZZ Inżynierów i Techników. – Zadeklarowałem, że mogę zająć się wypłatą, jeśli dostanę dokumentację wraz z pieniędzmi – twierdzi Filipek. – Pytałem o to syndyka, ale ten – jak wszyscy – odpycha sprawę od siebie. – Te pieniądze nie weszły w skład masy upadłościowej, więc nic do tego nie mamy – usłyszałam w biurze syndyka. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że syndyk Leszek Liszcz zastanawia się jednak, jak rozwiązać ten problem. Jak się wczoraj dowiedzieliśmy, kasa złożyła roszczenia do sądu. Tyle że pism z sądu nie ma kto teraz otwierać. – Obawiam się, że mogą upłynąć wyznaczone terminy i roszczenia zostaną oddalone – dodaje Filipek.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama