Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Dzieci ulicy

Nikt nie wie, kto ma się zająć \"dziećmi ulicy”. Ani szkoły ani samorządy nie mają recepty na przeciwdziałanie patologiom wśród najmłodszych mieszkańców wsi.
Według Towarzystwa Przyjaciół Dzieci w każdej gminie powinno działać co najmniej jedno ognisko wychowawcze. Na Podlasiu nie ma ich wcale. Psycholodzy rodzinni biją na alarm. Konieczne jest powołanie placówek, które zapewnią dzieciom i młodzieży w wieku szkolnym pobyt po lekcjach a także w okresie przerw świątecznych, ferii zimowych i wakacji. Pomoc w nauce, posiłek, opieka wychowawcza przez 6 dni w tygodniu, to minimum. - Chodzi też o zapobieganie kryzysowi rodziny. Mniej dzieci trafi do rodzin zastępczych czy domów dziecka, nie mówiąc o poprawczakach - wyjaśnia Stanisława Duklewska, prezes TPD w Białej Podlaskiej. Pedagodzy rodzinni i podwórkowi wychowawcy wspieraliby działalność ogniska. Gminy mają problemy z wygospodarowaniem niezbędnych finansów, nawet przy założeniu, że połowa środków będzie pochodziła z zewnątrz. Całkowity koszt utrzymania placówki dla 60 dzieci, z etatami dla 3 wychowawców, wyniesie rocznie 162 tysiące złotych. Pobyt jednego podopiecznego oblicza się na 2700 złotych. - Według mnie to utopia. I tak płacimy za posiłki w szkołach. Dzieci w ciepłych świetlicach czekają na powrót do domu. Kto miałby je potem odwieźć. Nie będą szły po śniegu. Patologie są i będą. Żaden ustrój tego nie zmieni. Na szczęście większość dzieci żyje w dobrych warunkach - twierdzi Adam Kurowski, wójt gminy Kąkolewnica. Szansę w ogniskach widzi natomiast parczewskie Centrum Pomocy Rodzinie. Dyrektor Teresa Rojewska potwierdza, że potrzeby w tym względzie są ogromne. Trzeba to jeszcze uświadomić radnym, którzy zadecydują o podziale środków w budżecie.•

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama