Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Melina została zamknięta

Zaalarmowała nas pani Maria. Od kilku dni pomagała ludziom nocującym w prywatnym szalecie przy bialskiej ul. Kolejowej. Przerażona ich widokiem nosiła im bułki, kaszankę, ciepłą zupę i gorącą herbatę. Podobnie czyniła też mieszkająca niedaleko pani Krystyna.
Kiedy tam pojechaliśmy cienkie ściany komórki przylegającej do szaletu pokrywał szron. Na prowizorycznym stoliku w brudnych miskach widniały resztki jedzenia. Obok stały szklanki z jakąś ciemna cieczą. 42-letni Leszek K. miał problemy z poruszaniem się. Przychodziły do niego jednak dwie osoby, z którymi pił różne trunki. Zastaliśmy cała trójkę lekko zamroczonych nad pustymi butelkami. 31-letni Ryszard chwalił się, że załatwił sobie mieszkanie i już nie musi spać w mroźnym pomieszczeniu, w którym w każdej chwili w nocy może zamarznąć. - On nie da rady chodzić. Przynosimy mu herbatę i zupę. Pomagają sąsiadki. Leszek dostanie gorące jedzenie. Trzeba mu pomóc, on sam nie wstanie. To jest mój przyjaciel. Ja nie chcę go zostawić. Na rozgrzewkę było pite. Spisali nas funkcjonariusze ze Straży Miejskiej i odjechali - mówi Ryszard. Główny \"lokator” szaletu spokojnie podchodzi do swojej sytuacji. - Mam tu dwie kołdry. Do Siedlec bym przeszedł. W bialskiej noclegowni nie zostanę. Mam tam dwóch wrogów Różnie się może skończyć spotkanie z nimi - przyznaje Leszek K. Przez kilka dni upiera się i koczuje w legowisku na starym tapczanie wstawionym do nie ogrzewanej komórki. Nie pomagają ostrzeżenia strażników, ani sąsiadek, aby mężczyzna nie szafował swoim życiem. Woli żyć i nocować w melinie. Wreszcie po tygodniu Artur Żukowski, komendant Straży Miejskiej mówi nam, że strażnikom udało się dotrzec do administratora budynku i zabezpieczyć komórkę przy szalecie, aby nie koczowali tam alkoholicy. - Najpierw wyłamali drzwi. Udało się nam je zamknąć i zabezpieczyć. Ciągle na K. czeka miejsce w noclegowni. On jednak odmawia. Woli spać w blokowych piwnicach przy ul., Kolejowej, skąd musimy go wypędzać po interwencjach mieszkańców - mówi Artur Żukowski. Pani Maria przyznaje, że dzięki naszej interwencji, wreszcie alkoholicy nie koczują przy szalecie. Pomieszczenie zostało zamknięte na kłódkę. Kobieta ma nadzieję, że K. przeżyje tę zimę. Nasze rozmówczynie podkreślają, że źle się dzieje, iż w Białej Podlaskiej nie ma wolontariatu, który zająłby się ratowaniem ludzi przed zamarznięciem. • Masz problem (lub Twoi znajomi), z którym nie możesz sobie poradzić, zadzwoń do podlaskiego oddziału redakcji. Nasi dziennikarze czekają codziennie pod numerami telefonów 343-10-42 i 343-65-57

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama