Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama STUDNIÓWKA 2026 - zobacz galerię zdjęć!
Reklama

\"Radioaktywna” beczka wystraszyła mieszkańców bloku

Lublin, środa, godz. 13.45. Straż pożarna dostaje wezwanie do bloku przy ul. Radzyńskiej. W piwnicy stoi beczka oznaczona jako pojemnik z materiałami radioaktywnymi. Na miejscu szybko zjawia się policja i zabezpiecza teren. W piwnicy strażacy badają beczkę. Liczniki Geigera nie wykazują promieniowania. Z listu przewozowego wynika, że wysłano ją z Węgier do warszawskiej firmy. Straż kontaktuje się z tą firmą. Okazuje się, że odbiorcą materiałów jest lubelski szpital przy ul. Jaczewskiego. - Zadzwoniła do nas administracja osiedla, że pod nami coś takiego leży - mówi Krzysztof Cholewa z biura mieszczącego się tuż nad piwnicą. - My wcześniej nic nie wiedzieliśmy. Mieszkańcy bloku twierdzą, że o beczce informowali administrację już kilka tygodni wcześniej, jednak dopiero teraz wezwano straż. Czy tak było rzeczywiście? Nie wiadomo, bo wczoraj w administracji osiedla nikt nie odbierał telefonu. Kapitan Andrzej Sławacki, dowodzący akcją strażaków, podejmuje decyzję o wyniesieniu beczki z piwnicy. - W środku jest ciecz i nie ma promieniowania. Pracownicy firmy z Warszawy poinformowali nas, że materiały radioaktywne mają stałą konsystencję i są przewożone w ołowianych pojemnikach. Ich zdaniem nie ma żadnego niebezpieczeństwa. Policja odgradza teren. Strażacy wynoszą pojemnik. Ponownie sprawdzają, czy nie ma promieniowania. Delikatnie podbijają wieko. W dalszym ciągu promieniowania nie ma. Wreszcie otwierają beczkę. W środku jest... wino. A właściwie owocowe odpady po produkcji wina. Akcja trwała ponad trzy godziny. Na miejscu były dwa wozy strażackie, kilkunastu policjantów i patrol Straży Miejskiej. Wszyscy właściwe tracili czas. - Taki wyjazd to wydatek ponad tysiąca złotych - mówi Ryszard Starko, rzecznik KW PSP w Lublinie. - Jeżeli ktoś celowo wprowadził służby w błąd, to popełnił wykroczenie - dodaje Janusz Wójtowicz, rzecznik KWP w Lublinie. - Za coś takiego można dostać grzywnę do 5 tys. zł. Jednak w tym wypadku będzie trudno to udowodnić. Tym bardziej że nikt nie dzwonił na policję z informacją o materiałach radioaktywnych. A tak się dzieje w przypadku fałszywych alarmów bombowych. Na pewno jednak sprawdzimy, co wcześniej przewożono w tej beczce i jakim sposobem znalazła się ona w piwnicy bloku mieszkalnego.
Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Komentarze

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama