Czternastoletni gimnazjalista Robert Izdebski z Białej Podlaskiej z połamanymi rękami został wysłany ze szkoły do domu. Urazu doznał na lekcji wf. Pielęgniarka uważa, że prawidłowo wywiązała się
ze swoich obowiązków.
Marek Pietrzela
04.10.2004 22:20
Do wypadku doszło w piątek w Publicznym Gimnazjum nr 4. Tego dnia w południe klasa II c miała wf. na asfaltowym boisku. Po rozgrzewce chłopcy podzielili się na dwie drużyny i zaczęli grę w piłkę nożną. Jeden z kolegów podciął z tyłu Roberta. Ten upadł na ręce i kolana.
- Sfaulował mnie niechcący - Robert usprawiedliwia kolegę. - Zabolały mnie bardzo nadgarstki. Poszedłem do nauczyciela. Spytał, czy bardzo boli i wysłał do pielęgniarki. Opatrzyła mi rozbite kolano. Zabandażowała lewą rękę, bo bardziej bolała, i wysłała mnie na lekcję. Chciałem się zwolnić u wychowawczyni, ale radziła, abym poszedł na matematykę.
Kolega pomagał Robertowi nieść torbę. - Matematyczka wysłała mnie jeszcze raz do pielęgniarki, bo bandaż za mocno wpił się w rękę. W gabinecie nikogo nie było. Wtedy pani pedagog zwolniła mnie do domu - wspomina chłopiec.
Po południu rodzice zawieźli Roberta do szpitala. Prześwietlenia wykazały, że kości przedramion są złamane. Lekarz założył gips na obie ręce.
Komentarze