Dla pana Janusza Kądzieli z miejscowości Niemce kłopoty zaczęły się w chwili, gdy postanowił poskarżyć się na firmę zajmującą się przetwórstwem warzyw. Zdaniem Czytelnika wylewane na pola ścieki zatruwały kanał wodny, w którym żyły żaby.
Agnieszka Kiszczak
26.12.2004 20:27
– Kiedyś, jak się wieczorem wyszło, to słychać było tylko kumkanie. A teraz, przez te bajora na polach, cisza – mówi pan Janusz. – Te ścieki spływają do kanału, a stamtąd do Ciemięgi, zatruwając środowisko.
Najpierw do Urzędu Gminy, a później do Wojewódzkiej Inspekcji Ochrony Środowiska.
Wspomniany kanał wod-ny sąsiaduje z sadem, którego właścicielem jest pan Kądziela. Blisko półtorahektarowy sad z trzech stron otaczają pola należące do firmy zajmującej się przetwórstwem płodów rolnych w Leonowie. W czasie sezonu produkcyjnego na pola te, kilka razy dziennie, duże cysterny wywożą popłuczyny po warzywach, głównie po marchwi. I to właśnie one, według J. Kądzieli, są szkodliwe. Nie tylko dla środowiska, ale także dla drzew w jego sadzie.
– Te warzywa są uprawiane przy pomocy środków ochrony roślin, różnorakich nawozów. Przecież to wszystko zostaje w tych ściekach, które później spływają z tych pól – twierdzi właściciel sadu, który poskarżył się na przedsiębiorstwo najpierw do Urzędu Gminy.
żeby tam cokolwiek spływało do rowu – informuje Alina Raczkowska, inspektor do spraw ochrony środowiska w Urzędzie Gminy Niemce. – Po naszej kontroli właściciel przedsiębiorstwa usypał wały zabezpieczające teren wokół pól. Na wylewanie ścieków na pola firma miała pozwolenie, które wygasło 15 grudnia. O nowe będzie musiała się starać.
Ponieważ interwencja gminnych urzędników nie usatysfakcjonowała pana Janusza, złożył skargę po raz drugi. Tym razem do Wojewódzkiej Inspekcji Ochrony Środowiska. Dzień, w którym zjawili się inspektorzy, nie był dla Janusza Kądzieli najszczęśliwszy. Odkrył bowiem, że
– Dziwnym zbiegiem okoliczności te drzewa zniszczono prawie w tym samym czasie, w którym mieli pojawić się kontrolerzy Z WOIŚ. Dla mnie to duża strata. A chciałem tylko ochronić przyrodę... – mówi Kądziela.
Jego zdaniem to, że poskarżył się na właściciela firmy i fakt wycięcia drzew mają ze sobą wiele wspólnego, chociaż – jak sam przyznaje – nikogo za rękę nie złapał.
• Czy słyszał pan o tym, że ktoś wyciął panu Kądzieli wiśnie w sadzie?
– Słyszałem i współczuję. Wiem, co to znaczy strata.
To samo powiedziałem policji – odpowiada Andrzej Jaworski, właściciel firmy przetwarzającej warzywa. Zapewnia, że o mającej się odbyć kontroli nic nie wiedział i dodaje: – Dotychczasowe kontrole nie wykazywały żadnych uchybień. Zresztą, wylewane na pola ścieki, to świetny nawóz. Może się o tym pani przekonać na wiosnę, kiedy na polu zacznie rosnąć zboże.
Komentarze