Bezc(z)elne choroby
Celnicy przeniesieni na wschodnią granicę z zachodniej Polski masowo uciekają na zwolnienia lekarskie. W tym czasie dostają całą pensję. Ale czy rzeczywiście są chorzy, nikt nie sprawdzi. Nie ma przepisu, który by na to pozwalał.
- 13.01.2005 22:05
Przeprowadzka celników na wschód Polski zaczęła się pod koniec 2003 roku. Miała związek z wejściem Polski do Unii Europejskiej. Chodziło o wzmocnienie wschodniej granicy unii. Część celników przyjechała do nas na czteromiesięczne delegacje, część na stałe. Dla wielu z nich klimat okazał się nie do wytrzymania - zaczęli masowo chorować.
Wiosną 2004 roku na delegację do bialskiej izby miało przyjechać 76 celników z Rzepina i Wrocławia. Stawiła się niespełna połowa. W sierpniu dotarła druga tura. Właśnie wyjechali, zostawiając złe wspomnienia. Były momenty, że chorował co trzeci z nich.
- Niektórzy byli na zwolnieniach po kilkanaście dni w miesiącu - przyznaje Barbara Korwin, rzeczniczka Izby Celnej w Białej Podlaskiej. - Zdezorganizowali pracę kolegom, którzy musieli brać nadgodziny. Ciągle trzeba było zmieniać grafiki. \"Słabeusze” wrócili na zachód. Zostali ci, których przeniesiono na stałe. I niewiele się zmieniło. Na zwolnieniach jest 20 na 140 \"przyjezdnych” celników. Czyli 14 proc. z nich. Inni celnicy chorują ponad dwa razy rzadziej.
Chorzy celnicy mają prawo do pełnej pensji z budżetu państwa, czyli z naszych podatków. - Pieniądze idą od nas bez udziału ZUS. I dlatego ZUS nie ma podstaw prawnych, aby zwolnienia weryfikować - mówi Leszek Jasiun, dyrektor Departamentu Organizacji Służby Celnej w Ministerstwie Finansów. Resort też nie ma takiego prawa.
Lekiem może być nowa ustawa o służbie celnej. Po trzech miesiącach zwolnienia funkcjonariusz stawałby przed komisją lekarską. Rozważane jest też zmniejszenie wynagrodzenia w trakcie choroby. Ale na ustawę trzeba poczekać. W przyszłym tygodniu jej projekt może trafić do uzgodnień międzyresortowych. W lutym pod obrady Rady Ministrów. Do Sejmu - najwcześniej w marcu.
Na co celnicy skarżą się najczęściej? Na kręgosłup. A nawet na bardzo intymne dolegliwości. - Czasem, patrząc w dokumenty zastanawiam się, jakim cudem tak schorowany człowiek mógł trafić do służby - ironizuje Jasiun.
Tymczasem bialska Izba Celna szykuje się na przyjęcie nowych funkcjonariuszy. Potrzeba 200 osób. Najbardziej w Dorohusku. Przyjadą z zachodu.
Reklama













Komentarze