Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Bo zupa była niedobra

W świdnickiej jadłodajni dla ubogich woleli wylać podarowaną zupę do ścieków niż nakarmić nią potrzebujących. Tłumaczą, że grochówka była zepsuta.
Grochówkę ugotowały kucharki z restauracji \"Świdniczanka” na XIII Finał orkiestry. Przyszły do pracy w niedzielę, żeby zupa była świeża. - Po imprezie zostało nam jeszcze ponad sto litrów grochówki - opowiada Damian Maziarz, szef sztabu WOŚP w Świdniku. - Nie chcieliśmy, żeby się zmarnowała, więc postanowiliśmy oddać ją najuboższym. W poniedziałek rano zawieźliśmy ją do jadłodajni dla ubogich. Całą noc stała na dworze, w chłodzie, więc nie była zepsuta. Zupę w jadłodajni wzięli. Jednak gdy ze sztabu przyjechali po kotły, zaczęły się problemy:  \"Ludzie to nie świnie!” usłyszeliśmy od pracownic z Kuchni im. Św. Brata Alberta - opowiada Rafał Sprycha ze sztabu WOŚP w Świdniku. - Panie twierdziły, że przywieźliśmy im zepsutą zupę. Musieliśmy je prosić, żeby wzięły od nas kilkadziesiąt bochenków chleba, które też nam zostały po finale... W świdnickiej Kuchni Brata Alberta codziennie stołuje się około 300 osób. - Najbiedniejsi nie płacą w ogóle - mówi jedna z kucharek. - To około 40 darmowych talerzy zupy z chlebem. Reszta osób płaci za obiady albo ma abonamenty. Grochówką, którą przywieźli organizatorzy WOŚP, można byłoby obdzielić wszystkich stołujących się. Ale w jadłodajni kucharki stwierdziły, że grochówka skisła i wylały ją do ścieków. - To niemożliwe. Już drugi raz gotowaliśmy na wielką orkiestrę - zapewnia ze łzami w oczach Halina Bortacka, współwłaścicielka \"Świdniczanki”. - Zupa była przygotowana ze świeżutkich składników. Można było to sprawdzić - próbki trzymamy 48 godzin. Co na to sanepid? - Jeśli zupa jest gotowana w temperaturze powyżej 63 stopni Celsjusza, to można ją podawać następnego dnia - mówi Jerzy Kowalczyk, rzecznik lubelskiego sanepidu. - Oczywiście, jeśli była przez noc schłodzona. Wystarczyło ją przegotować. Organizatorzy XIII Finału orkiestry są oburzeni zachowaniem pracowników jadłodajni. Tym bardziej że kierowniczka przyznała, iż zupą z jednego kotła jednak nakarmili biednych. - Bo w jednym kotle grochówka nie była zepsuta - twierdzi Ewa Śliwińska, szefowa świdnickiej jadłodajni dla ubogich. - Rozdali grochówkę jedynie tym, którzy jedzą za darmo - mówi oburzony klient jadłodajni. - Bo gdyby rozdali ją wszystkim, nie sprzedaliby swojej zupy po 3,90 zł. Nie sądzę, żeby Brat Albert był z ich zachowania zadowolony. My przyjmujemy wszystko, co nam ofiarowują ludzie. Jedzenie u nas się nie marnuje. Nie umiem powiedzieć dlaczego w Świdniku nie skorzystano z przywiezionej zupy. Zaznaczam, że nasze bractwo nie jest zwierzchnikiem dla świdnickiej kuchni.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama