Jeszcze 5 lat temu nie było problemu ze sprzedażą książek. Teraz trzeba stosować różne chwyty marketingowe, żeby pozyskać klientów.
Weronika Piech
03.02.2005 21:33
– Aby zachęcić do kupowania książek często organizujemy spotkania autorskie – mówi Maria Światłowska, współwłaścicielka bialskiej Księgarni Podlaskiej. – Stosujemy wtedy promocyjne ceny na reklamowany tytuł. – Jednak pomimo informacji o wizycie znanego pisarza w naszej księgarni, zdarza się, że na spotkanie przychodzi garstka ludzi – dodaje Marek Światłowski.
Nowości wydawnicze księgarnia promuje również w lokalnej prasie. Nie zawsze jednak z oczekiwanym skutkiem. Mimo to Światłowscy nie mają powodów do narzekań. Kierowana przez nich księgarnia nie odnotowała znaczącego spadku sprzedaży książek. Może dlatego, że osoby często odwiedzające księgarnię otrzymały upoważniające do zniżek karty stałego klienta.
Jedynie na podręczniki akademickie jest mniej chętnych – mówi Światłowska.
Książki są bardzo drogie, dlatego wolę wypożyczyć z biblioteki i skserować potrzebne mi strony – wyjaśnia Anka, studentka drugiego roku PWSZ. – Poza tym, jeżeli już kupuję jakiś podręcznik, to od kolegów ze starszych roczników.
Klientów ubyło również w radzyńskiej księgarni ,,Dom Książki’’. – Ludzie są coraz biedniejsi, a książki coraz droższe – mówi Halina Marczenko, kierownik księgarni. – Jeśli wprowadzi się 22-procentowy podatek, kupujących będzie jeszcze mniej.
Marczenko, żeby zatrzymać dotychczasowych klientów, sprowadza książki z tanich wydawnictw. Często są to tytuły, o których głośno w mediach.
Łysiak: „Rzeczpospolita kłamców”, P. Coelho: „11 minut”, A. Osiecka: „Galeria Potworów”, D. Brown: „Kod Leonarda da Vinci”, Kapuściński: „Podróże z Heroldem”
Komentarze