Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
Reklama

Jak zajeździć zastępcę

Wiceszef Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego w Białej Podlaskiej Marek Majczyna dostał od swojego szefa naganę za... wpuszczenie dziennikarza na plac manewrowy. – Dyrektor jest w SLD i trzęsie ośrodkiem. A ja nie mam tam żadnych praw – skarży się Majczyna, rekomendowany przez Samoobronę.
W styczniu wicedyrektor rozmawiał z jedną z naszych dziennikarek. Potem poszedł z nią na plac manewrowy, by mogła zrobić zdjęcie do artykułu. – Chwilę później wręczono mi naganę – mówi Majczyna, który dopiero wczoraj postanowił przerwać milczenie w tej sprawie. – Ukarano mnie za to, że pozwoliłem dziennikarce wejść na plac i wypowiedziałem się w sprawie, o którą pytała. Dyrektor stwierdził, że od rozmów z prasą jest tylko on. Wiceszef WORD uważa, że jest dyskryminowany w pracy. – Nie mam dostępu do ważnych dokumentów. Żeby wejść na teren ośrodka po godzinie 16, muszę prosić o zgodę swojego szefa. Gdy go nie ma, ja powinienem pełnić obowiązki dyrektora. A robi to kto inny. Ostatnio kierowniczka administracji – mówi Majczyna. Majczyna jest przekonany, że stał się dla dyrektora niepotrzebnym balastem w pracy i jedyną osobą, która patrzy mu na ręce. Partyjnym bossom z SLD nie przeszkadza, że Borowicz będąc w WORD popełnił przestępstwo. Dwa lata temu prokuratura oskarżyła go o przeprowadzanie egzaminów na prawo jazdy bez uprawnień. Sąd w Białej Podlaskiej warunkowo umorzył sprawę, wyznaczył dwuletni okres próby i kazał dyrektorowi zapłacić 2 tys. zł na cel dobroczynny. Takie umorzenie oznacza, że dyrektor jest winny. – Dyrektor nie dostał nagrody rocznej, przez pewien czas pozbawiony był też premii. To była wystarczająca kara – mówi Tomasz Makowski z Biura Prasowego Urzędu Marszałkowskiego (o obsadzie stanowisk szefów ośrodka decydują władze województwa). Poza tym urząd chwali Borowicza. – Jest osobą kompetentną, dobrze przygotowaną do pełnienia swojej funkcji. WORD pod jego przewodnictwem działa doskonale – uważa Makowski. A naganę za wpuszczenie dziennikarza na plac manewrowy kwituje jednym zdaniem: Zgoda zastępcy dyrektora, to za mało. Katarzyna Pasieczna, Grzegorz Praczyk Rozmowa ze Stanisławem Borowiczem Nie przesadzam • Dlaczego ukarał pan naganą swojego zastępcę? – Przepisy wyraźnie precyzują, że na placu manewrowym w trakcie trwania egzaminu może przebywać zdający i egzaminator, a inne osoby jedynie za zgodą dyrektora ośrodka. • Zgoda zastępcy nie wystarczyła? – Ja w tym czasie byłem w pracy, mój zastępca mógł przyjść i zapytać. Na pewno bym się zgodził. • A czy nie uważa pan, że nagana to przesada? – Nie uważam.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama