Ropa z bialskiego lotniska pojawiła się ostatnio w otworach we wschodniej części obiektu. Nie wiadomo, dokąd dotarła, gdyż Agencja Mienia Wojskowego do tej pory nie przeprowadziła obiecywanych wcześniej badań.
Marek Pietrzela
04.04.2005 20:43
- Dotychczas nie zrealizowano decyzji wojewody lubelskiego nakazującej prace geologiczne w celu założenia pizometrów obserwacyjnych i eksploatacyjnych poza lotniskiem - mówi Mieczysław Burdzicki, zastępca dyrektora Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska. - Co prawda w 60 otworach zamontowano aparaturę do automatycznego sczerpywania, lecz jest ona gorsza i mniej wydajna, niż w poprzednich latach. Dyrektor dodaje, że zajmująca się oczyszczaniem lotniska z substancji ropopochodnych wrocławska firma Arcadis Ecokonrem, pod koniec grudnia wypowiedziała agencji umowę o prowadzeniu prac rekultywacyjnych. Swoją decyzję uzasadniła tym, że... jest nękana przez inspekcję ochrony środowiska.
Sławomir Sieradzki, rzecznik AMW twierdzi, że podczas kontroli, którą przeprowadził WIOŚ w ubiegłym tygodniu, pomiary dały negatywny wynik tylko w rejonie PKP. Rzecznik dodaje, że dotychczasowe próby wyłonienia operatora, który zechciałby zająć się zbieraniem substancji ropopochodnych spełzły na niczym. Twierdzi również,
że w Wojewódzkim Funduszu Ochrony Środowiska w Lublinie już od połowy ubiegłego roku leży wniosek o dofinansowanie rekultywacji terenów powojskowych. Nie jest rozpatrzony, gdyż agencja musi podać wielkość oczekiwanej kwoty. A zrobić tego nie może, ponieważ nie jest rozstrzygnięty przetarg na oczyszczanie terenów przyległych do lotniska.
Zdaniem Burdzickiego, jeżeli agencja nie potrafi uporać się z problemem, powinna przekazać lotnisko gminie. Miasto już występowało o przejęcie lotniska w formie darowizny. Odpowiedź była negatywna. - Agencja nie może przekazywać majątku za darmo - twierdzi jej rzecznik. - Byłoby to niezgodne z prawem szastanie groszem publicznym.
Komentarze