Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Resztki po Reście

Kiedyś jeden z największych producentów segregatorów. Dziś bankrut z 7 milionami długów, który zostawił na lodzie kilkuset wierzycieli. Problemy Resty z Garbowa zaczęły się na początku 2000 roku. – Zmieniły się przepisy dotyczące zakładów pracy chronionej, musieliśmy zacząć płacić podatki – tłumaczy Zbigniew Czmuda, były prezes firmy.
W 2002 roku długi przekroczyły 5 mln zł. W postępowaniu układowym wierzyciele zgodzili się na umorzenie 40 proc. swoich wierzytelności i spłatę reszty w ciągu 3 lat. W 2004 roku Czmuda zaczął spłacać długi, ale już w marcu 2005 roku sprzedał część akcji spółki. Nie chce powiedzieć za ile i komu. Z naszych ustaleń wynika, że nowym akcjonariuszem Resty został przedsiębiorca z Piotrkowa Trybunalskiego – zmienił nazwę spółki na Draw SA i przeniósł siedzibę do Piotrkowa. Błyskawicznie sprzedał też znaczącą część majątku firmie z Białegostoku, która pod nazwą Resta sp. z o.o. zaczęła produkcję segregatorów w Garbowie. – Nie mamy nic wspólnego z tamtą Restą, poza tym, że uzyskałem zgodę na używanie marki – tłumaczy Paweł Jaworski, prezes Resty sp. z o.o. Tymczasem wierzyciele stracili nadzieję na odzyskanie pieniędzy. – Skoro Draw pozbył się majątku, to jak nas miał spłacać? – pyta jeden z lubelskich kontrahentów Resty. Piotr Margasiński, prezes i kolejny akcjonariusz Drawu zapewnia, że pieniądze ze sprzedaży majątku poszły na spłatę długów i bieżącą działalność. A ostateczną katastrofę kładzie na karb wypadku, który wyłączył go z pracy na kilka miesięcy. Zabrano leasingowane maszyny, zablokowano konta firmy. Układ o spłacie długów uchylono, a Margasiński złożył do sądu wniosek o ogłoszenie upadłości. Ale upadłość stoi pod znakiem zapytania. Majątek Drawu, czyli dawnej Resty, warty jest dziś... 35 tys. zł. A długi przekraczają 7 mln zł. Tadeusz Fita, nadzorca sądowy, zapowiada, że będzie wnosił o oddalenie wniosku o upadłość ze względu na brak środków na jej przeprowadzenie. W piśmie do sądu podkreśla, że działania władz spółki wskazują na podejrzenie popełnienia przestępstwa (działanie na szkodę wierzycieli) i należy rozważyć przekazanie sprawy do prokuratury. Margasiński tłumaczy, że sytuacja go przerosła. – Chciałem trochę zarobić, postawić to wszystko na nogi. Jestem uczciwym człowiekiem. W znacznie lepszej formie jest Czmuda, były kanclerz lubelskiej loży Business Centre Club: – To nie moje długi. Teraz mieszkam w Warszawie i handluję odkurzaczami. Resta trafiła na pierwsze strony gazet w grudniu 2002 r. W ładunku segregatorów jadących do Anglii celnicy odkryli 200 kg heroiny. Był to największy od 10 lat przemyt w Polsce i jeden z największych na świecie. Zbigniew Czmuda twierdził, że narkotyki zostały podłożone. Nie przedstawiono mu żadnych zarzutów.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama