Bez publiczności
Górnik Łęczna, ukarany walkowerem po meczu z Bełchatowem, zmierzy się dziś na wyjeździe z Cracovią. Ze względu na złe zachowanie kibiców w derbach Krakowa, spotkanie na stadionie przy ul. Kałuży zostanie rozegrane przy pustych trybunach.
Górnik i Cracovia to najwięksi przegrani ostatnich dni. Zespół „Pasów” zremisował u siebie z Wisłą Kraków, ale przez cały mecz miejscowi kibice zachowywali się na stadionie skandalicznie, a później, na ulicach miasta został zabity jeden z fanów „Białej Gwiazdy”.
- 24.03.2006 22:10
Obiekt Cracovii zamknięto na dwa spotkania, w tym z Górnikiem Łęczna. Jakby tego było mało, drużyna Albina Mikulskiego została rozgromiona przez Legię aż 5:0. Krakowianie w siedmiu ostatnich kolejkach nie potrafili odnieść zwycięstwa. Gospodarze liczą na przełamanie i rehabilitację, a pomóc im w tym mają wracający do gry po kartkowej pauzie Arkadiusz Baran i Piotr Giza.
Kłopoty „zielono-czarnych” zaczęły się od boiska, na którym nie ma podgrzewanej płyty. Dlatego już dwukrotnie przekładano konfrontację z Arką Gdynia i raz z Groclinem. Wiele kontrowersji wzbudziło przesunięcie tego ostatniego spotkania, bo na obiekcie w Łęcznej można było grać. W spółce Ekstraklasa zdecydowano jednak inaczej i inauguracją Górnika był wyjazd do Bełchatowa. Radość z remisu trwała niecałą dobę. W drużynie gości wystąpił nieuprawniony zawodnik – Łukasz Masłowski, więc dzięki walkowerowi trzy punkty zgarnął GKS BOT. – Masłowski wciąż musi odbyć karę za cztery żółte kartki, które ujrzał w Odrze Wodzisław – powiedział wczoraj Marcin Stefański, dyrektor Departamentu Logistyki Rozgrywek Ekstraklasy SA.
Przy Kałuży zabraknie także chorego Grzegorza Wędzyńskiego. – Niestety, dopadła mnie grypa, tuż przed meczem z Bełchatowem – mówi łęczyński kapitan. – Chłopaki pojechali na stadion, a ja do Łęcznej, z temperaturą powyżej 39 stopni. Najpierw zachorował syn, potem reszta rodziny, a na końcu ja.
Czy piłkarze Górnika podniosą się po ciosie, jakim było zabranie punktu i dodanie dwóch do konta Bełchatowa, czy na dzisiejszy mecz wyjdą przygnębieni? – Nie było euforii po remisie, ale byliśmy zadowoleni, zwłaszcza za grę po przerwie, że pojawił się jakiś obraz zespołu – odpowiada Bartosz Jurkowski. – A potem dostaliśmy obuchem w łeb. Na szczęście po kilku godzinach przygnębienie zaczęło przechodzić w sportową złość i mam nadzieję, że w Krakowie będzie to widać i wrócimy do domu jednak z punktami.
Reklama













Komentarze