Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Urzędnicy, drżyjcie!

O dziesięć procent zmniejszą się pieniądze dla urzędników administracji państwowej - ogłosiła wiceminister Zyta Gilowska. Ale to nie oznacza, że lubelscy pracownicy wojewody będą zarabiać mniej. Efekt będzie taki, że część z nich straci ciepłe posadki.
W styczniu lubelski Urząd Wojewódzki będzie szczuplejszy. Wraz z nowym, chudszym, budżetem nadejdą zmiany kadrowe. Będą musieli odejść mało efektywni pracownicy, osoby posiadające już prawa emerytalne oraz dyrektorzy i kierownicy, których podczas kadencji poprzedniego wojewody, zrobiło się zbyt wielu. Obecnie w urzędzie jest zatrudnionych 537 osób. Do tego dochodzą pracownicy jednostek podporządkowanych wojewodzie. Na same płace w tegorocznym budżecie zarezerwowano blisko 20 mln zł. Średnia pensja szarego urzędnika to 2 tys. zł. Kadra kierownicza ma znacznie więcej - ponad 5,6 tys. zł. - W urzędzie jest tylu pracowników, że część z nich naprawdę nie ma co robić - tłumaczy Piotr Kowalczyk, rzecznik wojewody. - Niektórzy nawet nie potrafią obsłużyć komputera. Żeby odchudzić urząd wojewoda połączy te wydziały, które zajmują się podobnymi sprawami. Tak, by z dwóch dyrektorów i sześciu wicedyrektorów zostało w wydziale dwóch szefów. Które wydziały znikną z urzędu? Tego na razie pracownicy wojewody nie chcą zdradzić. - Gdybyśmy ogłosili na łamach prasy, którego wydziału nie będzie, jutro na biurkach mielibyśmy stosy zwolnień lekarskich - dodaje Kowalczyk. Aż pięciu doradców zatrudnił sobie wojewoda Wojciech Żukowski od momentu objęcia stanowiska. Dariusz Jezior, Piotr Kowalczyk, Michał Mulawa, Jacek Semczuk i Zbigniew Załoga to nie tylko dobrzy znajomi wojewody, ale także działacze lubelskiego Prawa i Sprawiedliwości.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama