Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Ekobomba nad rzeką

Zwały śmieci odkryliśmy na terenie miejskiego składowiska ziemi w Lublinie, na którym nic oprócz ziemi i gruzu leżeć nie może. Szkodliwe substancje bez trudu mogą dostać się do wód gruntowych i płynącej tuż obok Bystrzycy.
Ul. Turystyczna, miejskie składowisko ziemi, zaledwie 20 metrów od rzeki Bystrzycy. Właśnie tu trafiają wywożone z placów budów ziemia i gruz. Terenem na zlecenie władz miasta zarządza spółka Kom-Eko, której podstawowa działalność to wywóz śmieci. Firma ta ma na bieżąco wyrównywać nawiezione zwały i pilnować, co wjeżdża na składowisko. Nie może przyjąć tu nic poza ziemią i gruzem. Wtorek, godzina 13. Na plac wtacza się wielka wywrotka. Wysypuje ładunek śmieci. Kwadrans później podjeżdża kolejna wywrotka na zamojskiej rejestracji. I pojawia się następna sterta śmieci. Plac wokół pokrywa warstwa odpadów rozgarniętych już przez spychacz. - Chyba widzieli, co rozgarniają. W tej sytuacji zarządca składowiska nie wykręci się, że nie wiedział o śmieciach - mówi nasz informator, który zaalarmował redakcję. Pracownicy Kom-Eko byli przy tym, jak wywrotki wysypywały śmiecie. Nie reagowali. - Jeśli teren nie jest przystosowany do składowania odpadów, to istnieje niebezpieczeństwo skażenia nie tylko gleby, ale także wód podziemnych oraz płynącej obok rzeki - ocenia Małgorzata Szalast-Piwińska z Ministerstwa Środowiska. Chodzi o szkodliwe substancje wypłukiwane ze śmieci przez deszcz. - W pierwszej kolejności powinny się tym zająć władze miasta i Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska. Z reklamówką śmieci zebranych ze składowiska idziemy do Ratusza. - To nie ma prawa tam leżeć - mówi Ryszard Pasikowski, zastępca prezydenta Lublina. - Powinien pan złożyć zawiadomienie w tej sprawie. To sprawa dla Straży Miejskiej, a nie policji. Bo policja raczej nie chce się tym zajmować. Ale policja mówi co innego. - Zaraz tam pojedziemy - zapewnia Agnieszka Pawlak, rzecznik Komendy Miejskiej Policji. Kontrolę obiecuje też prezydent Pasikowski. Ale zamiast natychmiast wysłać tam miejskich speców od ochrony środowiska... dzwoni do prezesa Kom-Eko. A ten sam kontaktuje się z naszą redakcją. - Dostałem telefon od prezydenta Pasikowskiego. Jaki ma pan problem? - pyta Wojciech Lutek, szef spółki. I zaczyna tłumaczyć, że w ziemi znalazły się jakieś konary. Gdy mówimy, że mamy zdjęcia, worek śmieci, a sprawą zajmuje się policja, zmienia ton. - Wsiadam w samochód i już tam jadę. Jak najszybciej usuniemy stamtąd śmiecie. Jak znaczne jest zanieczyszczenie gleby? Czy doszło do skażenia wód? - Zajmiemy się tym jutro rano - obiecuje Mariola Król, pełniąca dyżur w Wojewódzkim Inspektoracie Ochrony Środowiska. • Jutro? Przecież administrator składowiska może zacierać ślady. - Ale teraz nawet nie ma kierownictwa, by wydać odpowiednie dyspozycje. To jest tylko telefon dyżurny. •

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama