Reklama
Jeden wielki zawód przeżyli sympatycy \"zielono-czarnych”, którzy w sobotę zdecydowali się zasiąść na trybunach stadionu w Łęcznej. Po końcowym gwizdku sędziego Tomasza Witkowskiego na podopiecznych trenera Dariusza Kubickiego spadł grad epitetów. Oberwało się również samemu szkoleniowcowi. - Czy on w ogóle ma pojęcie o taktyce? - pytał retorycznie jeden z kibiców, na co siedzący obok jego kompan skwitował to słynnym już \"GieKaeSem” - Golem, Kubica, strata. Niektórzy domagali się nawet głowy szkoleniowca, mimo że mamy za sobą dopiero pierwszą kolejkę. - Jak tak dalej pójdzie, to czarno widzę przyszłość zespołu w ekstraklasie - prognozował wyraźnie przygnębiony fan. I takich wizji było w sobotę bez liku. To, czego obawiali się kibice, czyli postawienie przez Kubickiego na niedoświadczonych zawodników, sprawdziło się jak zły sen...
Grobowa atmosfera jednak nie towarzyszyła całemu spotkaniu Górnika z Bełchatowem. Przed meczem, było prawie jak na festynie. Choć z frekwencją o godz. 18 nie było za ciekawie. Organizatorzy postarali się o występ zespołu Logo, który grą witał wchodzących na stadion kibiców. A ci wierzyli w sukces. W takim przekonaniu utwierdziła ich pierwsza bramka, strzelona przez debiutanta Cezarego Czpaka. Zaraz po celnie wykonany rzucie karnym cały stadion oszalał z radości. - Interwencja Piotra Lecha była jak najbardziej prawidłowa. Zastanawiam się tylko, czy na pewno była \"jedenastka” - mówił Zbigniew Robakiewicz, trener bramkarzy w Bełchatowie, za którego plecami szaleli kibice gospodarzy.
Rozluźnienie zapanowało również na trybunie vipowskiej, działacze Górnika zaczęli przyjmować pierwsze gratulacje. Jak się później okazało, trzeba będzie się z nimi wstrzymać przynajmniej do następnej kolejki. - Faktycznie nie takiej inauguracji spodziewaliśmy się. Rozczarowali szczególnie nowi piłkarze. Ale z drugiej strony, cały czas nie można grać piłkarzami trzydziestoletnimi - mówił, opuszczając trybuny prezes Wiesław Sikora, któremu na inaugurację, oprócz trzech punktów, marzył się również dobry doping.
A najwierniejsi sympatycy \"górników” stanęli na wysokości zadania, przynajmniej w pierwszej połowie. W \"młynie”, jak zwykle było gorąco... Doping był zaplanowany i rozrysowany jak w scenariuszu, choć zdarzyły się i wyskoki. Szalikowcy nie bez echa pozostawili zatrzymanie Ryszarda M. i nie będzie przesadą, że nieobecność klubowego specjalisty odnowy biologicznej, była tematem przewodnim większości rozmów na trybunach. - To bardzo nieprzyjemna sytuacja i każdy na swój sposób ją przeżywa - przyznał po spotkaniu szkoleniowiec Górnika.
(map)
Reklama













Komentarze