Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama NOWY LEXUS RZ Odkryj Steel-By-Wire | DNI OTWARTE 4-9 MAJA

Dwadzieścia minut to za mało...

Pierwszego gola w sezonie, na nowej murawie, w oficjalnym meczu, strzelił Cezary Czpak. Piłkarz sprowadzony latem, dopiero debiutujący w ekstraklasie. Zdobył go w 18 minucie z rzutu karnego. W okresie dominacji gospodarzy, który zakończył się 120 sekund później. Niestety, do rozegrania pozostawało jeszcze 3/4 meczu...
Otwarcie spotkania należało do gospodarzy, którzy szybko przejęli inicjatywę. Górnikowi nie przeszkadzały nawet meszki, który chyba przyleciały do Łęcznej z Wronek, miejsca stałego zamieszkania. Już w 6 min Walerij Sokolenko podał do Andrzeja Kubicy, który znalazł się tylko przed bramkarzem Bełchatowa. Jednak pozycja była trudna i obronną ręką wyszedł Piotr Lech. Od początku aktywny był Borce Manevski, wystawiony w ataku. To po jego indywidualnej akcji i technicznym uderzeniu lewą nogą, piłka poszybowała tuż obok spojenia słupka z poprzeczką. GKS BOT odpowiedział główką Jacka Popka, po której, zamiast piłki, w siatce wylądował... Przemysław Tytoń. \"Zielono-czarni” wciąż dominowali, co zostało nagrodzone w 18 min. To bardzo dobrego podania Sokolenki wystartował Manevski, wpadając w pole karne. Wyprzedzany Rafał Grodzicki przytrzymał Macedończyka, który to wykorzystał i upadł w obrębie \"szesnastki”. Sędzia Tomasz Witkowski nie miał wątpliwości i wskazał na punkt jedenastu metrów. Do piłki podszedł Cezary Czpak i choć Lech wyczuł jego intencje, za chwilę rozgrywający Górnika utonął w objęciach kolegów. Według statystyk Dariusza Kubickiego, w polskiej ekstraklasie w osiemdziesięciu przypadkach zwyciężają zespoły, które pierwsze strzelą gola. Być może, ale w sobotę rzeczywistość nijak się miała do wykresów. Utrata bramki wcale nie podziałała deprymująco na zespół Oresta Lenczyka. Bo po upływie dwudziestu minut od pierwszego gwizdka, przyjezdni ostro zabrali się do pracy, prezentując konsekwentny futbol i czyhając na błędy łęcznian. Zaczęło się od dalekiego kopnięcia Pawła Strąka, po którym Tytoń wybił futbolówkę na rzut rożny. Z kornera dośrodkował Tomasz Wróbel, a Tomasz Jarzębowski, pomimo obecności Mariusza Pawleca, głową doprowadził do wyrównania. To nie ocknęło Górnika, grającego niemrawo, nie potrafiącego utrzymać się przy piłce, nie mówiąc o stworzeniu groźnej akcji. Na całej linii zawodzili obaj skrzydłowi - Marcin Rogowski i Jakub Grzegorzewski. A w środku nie radził sobie Czpak. Kolejny popis nieudolności nastąpił w 40 min, kiedy miejscowi defensorzy nie byli w stanie wybić daleko piłki. Wybili ją na linię do karnego, gdzie już czekał Grzegorz Fonfara, który fantastycznym strzałem trafił w samo \"okienko”. Po tym golu wychowanek GKS Katowice spojrzał w niebo... - Chciałem zagrać dla swojego taty, który niedawno zmarł. Musiałem dać z siebie tysiąc procent - przyznał po ostatnim gwizdku. - Tato na pewno na ciebie patrzył - pokrzepiał strzelca Artur Andruszczak, występujący wcześniej z Fonfarą w \"Gieksie”. Miejscowych mógł jeszcze dobić Mariusz Ujek, przypominający wyglądem Tomasza Copika, ale tym razem Tytoń zażegnał niebezpieczeństwo. Po zmianie stron ten sam zawodnik ponownie zaniepokoił 19- letniego bramkarza. A w grze Górnika wciąż nic się nie zmieniało, poza trzema wprowadzonymi zawodnikami. Ale ani Dawid Sołdecki, ani Dariusz Jarecki, ani doświadczony Grzegorz Wędzyński nie wpłynęli pozytywnie na obraz meczu. Poza strzałem z dalszej odległości Veljko Nikitovicia, Lech pozostawał niepokojony. Większą udrękę miał z meszkami... Czara goryczy została przelana w 73 min, kiedy piłkę w środku pola stracił Jarecki. To początek splotu nieszczęść. Bo mimo wszystko niebezpieczeństwo powinien zażegnać Pawelec. Niestety, zamiast spokojnie przerwać akcję, spróbował wślizgu i pomylił się. W dodatku niewiadomo po co bramkę opuścił Tytoń. Radosław Matusiak naciskający rywali otrzymał niespodziewany prezent i nie pozostało mu nic innego jak lekko posłać piłkę do puste siatki. Rozmiary porażki mógł zmniejszyć Rogowski, lecz zamiast tego podał futbolówkę Lechowi. A w końcówce ładny strzał z powietrza w biegu oddał jeszcze rozochocony Rafał Boguski. I tak - klapą - zakończyła się inauguracja sezonu.... Górnik Łęczna -GKS BOT Bełchatów 1:3 (1:2) BRAMKI 1:0 - Cezary Czpak (18 z karnego), 1:1 - Tomasz Jarzębowski (36 głową), 1:2 - Grzegorz Fonfara (40), 1:3 - Radosław Matusiak (73). SKŁADY Górnik: Tytoń - Kulig, Pawelec, Golem, Sokolenko - Rogowski, Nikitović, Czpak (58 Wędzyński), Grzegorzewski (46 Sołdecki) -Kubica, Manevski (70 Jarecki). Bełchatów: Lech - Fonfara, Grodzicki, Pietrasiak, Cecot - Strąk - Wróbel, Jarzębowski (64 Kuranty), Ujek, Popek (73 Klepczarek I) - Matusiak (82 Boguski). Żółte kartki: Sokolenko, Nikitović (G) - Pietrasiak (B). Sędziował: Tomasz Witkowski (Warszawa). Widzów: 5500.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama