Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Do kosza, czy do muzeum?

Intrygujące znaleziska ze staromiejskiego klasztoru Dominikanów omal nie zostały zniszczone. Firma budowlana bez informowania kogokolwiek, chciała je wywieźć na śmietnik. Teraz dokumenty są zabezpieczone, a o ich przyszłości zadecyduje przeor zakonu.
Firma Arcus z Kraśnika walczy w przetargu na remont Zamku Lubelskiego. Ma duże szanse na zwycięstwo. Dała najkorzystniejszą cenę. Teraz władze Muzeum Lubelskiego sprawdzają referencje rywalizujących firm. - Chcemy mieć pewność, że wybierzemy firmę, która solidnie wywiąże się z zadania - mówi Ryszard Kuźniar, kierownik administracyjny Muzeum Lubelskiego w Lublinie. Można mieć jednak wątpliwości czy Arcus działa solidnie. W sobotę napisaliśmy jak pracownicy firmy znaleźli w ścianie klasztoru Dominikanów kilkaset kilogramów papierów z XIX i XX wieku. Listy, notki, pisma urzędowe i etykiety produktów. Wiele z nich ma dużą wartość historyczną, jak katalog artykułów sprzedawanych przez Franciszka Fuchsa na początku XX wieku, listy z carskimi pieczątkami czy pisma do prezydenta Lublina. Znalezisko omal nie przepadło. Firma nie poinformowała o nim dominikanów, ani konserwatora zabytków. Według relacji pracowników Arcusa, worki z papierami miały trafić na śmietnik. Po naszym artykule sprawą zainteresował się konserwator zabytków. - W poniedziałek zadzwoniłem do klasztoru z prośbą o zabezpieczenie materiałów. Znalezisko powinno trafić jako depozyt do Muzeum Historii Miasta Lublina, a docelowo do izby pamięci jaką planują zrobić dominikanie - mówi Dariusz Kopciowski, zastępca lubelskiego konserwatora zabytków. Dodaje: A wykonawcy przypomnimy, że o takich rzeczach powinien informować właściciela obiektu i służby konserwatorskie. Tymczasem prezes Arcusa twierdzi, że jego firma nie ma nic wspólnego ze sprawą. - Umowę na prace w klasztorze Dominikanów podpisaliśmy dopiero w sobotę - przekonuje Jerzy Bień. Jednak ojciec Sławomir Brzozecki, zastępujący urlopującego przeora, zapewnia, że Arcus od miesiąca pracuje w zabytku. Kolejny raz zadzwoniliśmy do prezesa Bienia - nie odbierał od nas telefonu. Ojciec Brzozecki bagatelizuje sprawę: Przeglądałem te papiery, to śmieci, które ktoś wepchnął między ściany, żeby je ocieplić. - Z chęcią wezmę od ojców te śmieci - deklaruje Grażyna Jakimińska, zastępca dyrektora Muzeum Lubelskiego i szefowa Muzeum Historii Miasta Lublina. - Dla nas każdy papierek jest istotny. Budujemy wiedzę o przeszłości miasta właśnie z takich malutkich kawałeczków.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama