• Gdzie będziesz grał w nowym sezonie, który już się nawet zaczął?
- W Wiśle Garfield w Stanach Zjednoczonych. To w New Jersey, niedaleko Nowego Jorku.
• Dlaczego zdecydowałeś się na tak daleki wyjazd?
- Bo nie miałem innych propozycji.
• Nie wierzę. Może zmieniłeś numer telefonu?
- Właśnie, że nie. Mam ciągle ten sam, od ośmiu lat. Telefon milczał, bo po cichu podziękowano mi w Piaście Gliwice.
• Ale przecież byłeś już dogadany z tym klubem.
- Po tamtym sezonie usiedliśmy do rozmów i temat był praktycznie dogadany. Wyjechałem na urlop, bo byłem przekonany, że zostanę w Piaście na kolejny rok. Niestety, nieoczekiwanie okazało się, że w Gliwicach postanowili nie przedłużać ze mną umowy. Nikt o tym nie pisał, zespoły rozpoczęły przygotowania i rozbiło się późno na szukanie innej pracy.
• To trochę dziwne, bo przecież z Jackiem Zielińskim znaliście się jeszcze z czasów Górnika.
- Nie tylko mnie w taki sposób potraktowano. Przecież wielu innych chłopaków również nie może sobie znaleźć nowych zespołów. Dziś w sporcie nikt nie kieruje się sentymentami.
• Na twoje miejsce Piast sprowadził z Kujawiaka Roberta Gacę, ale jeszcze w okresie przygotowawczym... zrezygnowano z tego piłkarza.
- Czytałem o tym, ale nie znam powodów, dla których podjęto taką decyzję.
• Jesteś wychowankiem Górnika. W Łęcznej nikt nie wyciągnął pomocnej dłoni?
- No jakoś nie. Pozwolono mi natomiast trenować razem z drugim zespołem.
• Łatwo było podjąć decyzję o wyjeździe do USA?
- Na spokojnie wszystko przeanalizowałem. Jakbym chciał znaleźć w Polsce pracę, to pewnie bym ją znalazł. Ale postanowiłem spróbować jeszcze czegoś innego. Będę grał w Wiśle i pracował w firmie budowlanej. Przed dwoma laty, kiedy byliśmy w Stanach z Górnikiem Łęczna, poznałem Piotrka Gołąbka. I on wtedy zaproponował, że jakby ktoś chciał pograć u niego w klubie, to drzwi zawsze będą otwarte. Słowa dotrzymał, choć znamy się przecież od niedawna. W przeciwieństwie do niektórych ludzi, \"dobrych znajomych” od wielu lat. Piotrek pochodzi z Krasnegostawu i bywał również na stadionie w Łęcznej. Jest wielkim fanem piłki nożnej, kibicował nawet na ostatnich mistrzostwach świata.
• Podobno razem z tobą miał lecieć Piotrek Soczewka?
- Jednak w końcu zrezygnował. Polecę razem z Wojtkiem Małochą. Wybieramy się już w sobotę i na samym początku zobaczymy na żywo mecz Barcelony, która ma tournee za oceanem. A w niedzielę weźmiemy udział w turnieju.
• Planujesz dłuższy pobyt?
- Bilet mam wykupiony na trzy miesiące i na razie nie myślę o pozostaniu na dłużej. Żona pracuje, syn we wrześniu pójdzie do szkoły, dlatego przez ten czas będę sam. Na razie nie wybiegam daleko w przyszłość. Jednak jeśli miałbym zostać jeszcze trochę w Stanach, to tylko z rodziną. Inaczej sobie tego nie wyobrażam.
• A jeżeli do soboty ktoś z Polski zadzwoni z propozycją?
- Nikt nie zadzwoni. Ale i tak już podjąłem decyzję.
Reklama













Komentarze