Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Trener ze stuprocentową skutecznością

Sprawiliśmy trenerowi Arturowi Płatkowi prezent, który teraz jest jedynym szkoleniowcem z... kompletem zwycięstw w pierwszej lidze – cieszył się na konferencji prasowej kapitan zespołu Veljko Nikitović. Humory dopisywały nie bez powodu, bo również dzięki trzem punktom Górnik uciekł z ostatniego miejsca w tabeli, spychając na nie... Arkę.
W ubiegłym tygodniu z posady trenera zwolniono Dariusza Kubickiego. Jego miejsce, ale od dziś, zajmie Krzysztof Chrobak. Dlatego zespół przeciwko Arce poprowadził dotychczasowy asystent – Artur Płatek. Tymczasowy szkoleniowiec nie bał się zaryzykować, dokonując kilku zmian w składzie. Jedną z nich było wprowadzenie od pierwszej minuty Aleksandara Bajevskiego, potwierdzonego do gry dzień przed meczem. W samą porę, bo Macedończyk, który w poprzednim sezonie występował w słynnym Ferencavorosu Budapeszt, już w pierwszej próbie pokazał, że może być dużym wzmocnieniem „zielono-czarnych”. Zaczął w 50 sekundzie, kiedy po podaniu Jakuba Grzegorzewskiego, o mały włos nie pokonał Norberta Witkowskiego. Za chwilę Grzegorzewski sam popędził na bramkę rywala, ale piłka po jego strzale trafił w ręce golkipera. Bliski szczęścia był także Dariusz Jarecki, który mocno uderzył bezpośrednio z rzutu rożnego, ale niebezpieczeństwo zażegnał stojący na linii Piotr Jawny. Górnik dominował i był bliższy uzyskania gola od Arki, która w tych rozgrywkach nie zdobyła jeszcze ani jednego. Goście dopiero po 20 minutach zaczęli śmielej zapuszczać się na połowę łęcznian, a Przemysław Tytoń znalazł się w opałach po strzałach Janusza Dziedzica, Radosława Wróblewskiego i Olgierda Moskalewicza. Miejscowi przetrzymali krótki okres naporu i znowu ruszyli do przodu. W 27 min powinni prowadzić. Po dwójkowej akcji Artura Andruszczaka z Dariuszem Jareckim, ten pierwszy zakręcił Tomaszem Sokołowskim i dośrodkował do Grzegorzewskiego. Jednak „Gonzo” w niewytłumaczalny sposób spudłował głową. W rewanżu „Andrut”, przerywający akcję gdynian, mógł zaskoczyć... Tytonia. Błąd popełniła także Arka, kiedy Witkowski źle obliczył dośrodkowanie Piotra Bronowickiego. Niestety, zaskoczony Jarecki nie zdołał przymierzyć dokładnie. Górnik poszedł za ciosem i po sprytnie rozegranym rzucie wolnym bliski powodzenia był Andruszczak. Na zakończenie „żywej” pierwszej połowy Artur, występujący na pozycji lewego obrońcy, kopnął jak z armaty lewą nogą nad poprzeczką. Tuż po przerwie w kłopoty wpadli gospodarze. Na murawie leżał kontuzjowany Jarecki, ale przyjezdni nie przerwali akcji. Na szczęście główkę rezerwowego Grzegorza Pilcha w pięknym stylu obronił Tytoń. Trener Płatek również nie zamierzał czekać ze zmianami, decydując się na wprowadzenie Andrzeja Kubicy. To był strzał w dziesiątkę. Atak zainicjował rozgrywający bardzo dobry mecz – Piotr Bronowicki. Piłka jak po sznurku powędrowała do Andruszczaka, a potem do Bajevskiego. Bramkarz Arki zdołał zablokować uderzenie, wykładając futbolówkę... Kubicy. Wobec dobitki był już bezradny. Objęcie prowadzenie spowodowało, że Górnik cofnął się bliżej własnej bramki, oddając inicjatywę drużynie z Gdyni. I Arka mogła to wykorzystać. Jednak w sobotę los uśmiechnął się do Przemka Tytoń, który bronił bardzo szczęśliwie. Tak było między innymi po strzale głową Wróblewskiego oraz Grzegorza Nicińskiego w ostatniej minucie. Artur Ogórek Górnik Łęczna – Arka Gdynia 1:0 (0:0) BRAMKA 1:0 – Andrzej Kubica (57). SKŁADY Górnik: Tytoń – Kulig, Nikitović, Golem, Andruszczak – Rogowski (58 Stachyra), Bronowicki (77 Wędzyński), Sołdecki, Jarecki (52 Kubica) – Grzegorzewski, Bajevski. Arka: Witkowski – Sokołowski II, Sobieraj, Jawny, Jakosz – Przytuła (64 Bazler), Moskalewicz, Ława – Dziedzic, Nawrocik (46 Pilch), Wróblewski (70 Niciński). Żółte kartki: Dawid Sołdecki, Jakub Grzegorzewski (G) – Bartosz Ława (A). Sędziował: Marcin Szulc (Warszawa). Widzów: 3500. Ireneusz Kościelniak tym razem przesiedział całe mecz w towarzystwie rezerwowych. Pozostało mu tylko dopingowanie kolegów i pozdrawianie kibiców. – Szkoda, że nie dostałem szansy tak jak wiosną, kiedy po mojej akcji zdobyliśmy gola. Można powiedzieć, że przyjechałem na „wycieczkę”, ale radość sprawiła mi przynajmniej łęczyńska publiczność, wciąż pamiętająca moje występy. To było bardzo miłe przyjęcie – powiedział Irek

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama