Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Cierpliwość została wynagrodzona

Przed meczem Orląt Spomlek z Wierną Małogoszcz doszło do niecodziennego wydarzenia. Kiedy zawodnicy szykowali się do konfrontacji, okazało się, że... nie ma sędziów wyznaczonych do prowadzenia tego spotkania. W trybie awaryjnym sprowadzono arbitrów z... Siedlec, którzy kilka godzin wcześniej sędziowali inny mecz.
Wczoraj nikt nie potrafił dokładnie wyjaśnić absencji arbitrów z Katowic, bo właśnie oni mieli sędziować w Radzyniu Podlaskim. Nieoficjalnie mówiło się, że doszło do nieporozumienia. Ktoś nie odebrał informacji z Polskiego Związku Piłki Nożnej i sędziowie... wzięli urlop. Jeden z nich zdążył nawet wyjechać na wczasy. Krzysztof Karaś, obserwator z ramienia PZPN, postanowił ściągnąć sędziów z Siedlec, ale miał do dyspozycji tylko IV-ligowców. Działacze obu drużyn zgodzili się na takie rozwiązanie i mecz w końcu doszedł do skutku, chociaż rozpoczął się dopiero o godz. 17.40 (początek planowano na 16.30). Długie oczekiwanie nie zaszkodziło gospodarzom, którzy od pierwszej minuty przejęli inicjatywę. W 6 min Marek Piotrowicz uderzył obok słupka. Po nim szczęścia próbował Grzegorz Krystosiak, jednak tym razem piłka poszybowała nad bramką Wiernej. W końcu Orlęta dopięły swego, kiedy do akcji włączył się powracający do zdrowia Damian Panek. A zaczęło się od strzału Pawła Pliszki. Odbitą od środkowego obrońcy piłkę przejął właśnie Panek, którego poprawka, z kilku metrów, była już precyzyjna. Prowadzenie jeszcze bardziej zdeprymowało gości, a rozochociło miejscowych, mających kolejne okazje do podwyższenia wyniku. W 25 min Pliszka popisał się dokładnym dośrodkowaniem, Panek uderzył głowa, jednak Tomasz Wróblewski wykazał się świetnym refleksem, chroniąc zespół od drugiej straty. Dwie minuty później Łukasz Giza uwolnił się spod opieki rywali, wybiegł na pozycję sam na sam z bramkarzem Wiernej, ale ten skrócił kąt i nogami obronił strzał napastnika Orląt. W 32 min bliski szczęścia był Łukasz Gołąb. Huknął z prawie 30 metrów. Piłka, po rękach Wróblewskiego, uderzyła w poprzeczkę. Goście stwarzali zagrożenie głównie ze stałych fragmentów gry. W tym elemencie wykazywali dużą pomysłowość, graniczącą z przebiegłością. W 15 min, po rzucie wolnym, Pawłowski zagrał głową piłkę do Mateusza Kleszcza. Dobrze, że ten ostatni przestrzelił z kilku metrów. Po zmianie stron Orlęta zostawiły przeciwnikom więcej swobody i to oni zaczęli przeważać. Narażali się jednak na kontry. W 59 min po dośrodkowaniu Pliszki i kiksie obrońcy z Małogoszcza, Panek znalazł się z piłką na siódmym metrze. Tym razem zabrakło dokładności. Pojedynek z Wróblewskim przegrał także Giza. Pod bramką gospodarzy również dochodziło do spięć, na szczęście bez przykrych konsekwencji. - Pomogliśmy sobie i Motorowi, który utrzymał się na pozycji lidera - powiedział po meczu rozpromieniony Szczepan Skomra, prezes Orląt Spomleku. - Szkoda, że nie wykorzystaliśmy innych okazji do zdobycia bramek. Oszczędzilibyśmy nerwy w końcówce spotkania.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

ReklamaNOWY LEXUS RZ Odkryj Steel-By-Wire | DNI OTWARTE 4-9 MAJA
Reklama
Reklama