Reklama
Zabrakło amunicji
Piłkarze Motoru Lublin chwilowo stracili impet. Po udanej inauguracji sezonu i trzech zwycięstwach z rzędu, dwa kolejne mecze zremisowali bezbramkowo. Snajperom najwyraźniej zabrakło amunicji, bo w obu spotkaniach okazji do strzelenia goli było sporo.
- 29.08.2006 10:38
W grze Motoru na razie obowiązuje zasada - jeżeli w pierwszej połowie są trafienia, to mecz wygrany. Tak było w spotkaniach z Koroną II Kielce, Wisłoką Dębica oraz z Okocimskim Brzesko. Kłopoty pojawiają się w momencie, kiedy lublinianom nie uda się zdobyć gola do przerwy. Wówczas do ich poczynań wkrada się nerwowość, a ta nie sprzyja dokładnemu wykańczaniu akcji. Było to szczególnie widoczne w ostatniej konfrontacji, z Hutnikiem Kraków. Jeżeli rywal jest bardziej wymagający, należy wykorzystywać sytuacje, których stwarzanie przychodzi z większym trudem.
Hutnik przez cały mecz dosyć umiejętnie bronił dostępu do własnej bramki, ale mimo to Motor potrafił przeprowadzić akcje, które mogły, a nawet powinny zakończyć się golami. Jednak na początku to goście dwukrotnie podeszli pod pole karne lublinian. W 5 min Marcin Pasionek uderzył z rzutu wolnego nad poprzeczką. Chwilę później Daniel Jarosz podał do Michała Pazdana, a ten z 15 metrów strzelił obok słupka.
Po kwadransie inicjatywę przejęli lublinianie. W 16 min Motor przeprowadził pierwszą ładną akcję, zakończoną strzałem, niestety, dość anemicznym, Karola Dreja. Pomocnik gospodarzy, chwalony przez nas za grę w poprzednim meczach, tym razem spisywał się słabiej, a w dodatku zarobił czwartą żółtą kartkę, co oznacza przymusową pauzę w kolejnym spotkaniu. W 19 min Daniel Koczon dobrze obsłużył Marcina Popławskiego, a ten naciskany przez obrońcę nie mógł uderzyć precyzyjnie. Jeszcze lepiej zapowiadała się następna akcja. Paweł Maziarz podał prostopadle do Koczona, który był na 14 metrze i miał już za sobą defensora Hutnika, a przed sobą całą bramkę. Napastnik Motoru chciał efektownie trafić w okienko, ale piłka z impetem przeleciała obok spojenia. Tuż przed przerwą w idealnej sytuacji znalazł się Popławski. Piłka spadła mu pod nogi, kiedy stał kilka metrów od celu. Jednak źle trafił w futbolówkę i ta potoczyła się po murawie, a w końcu padła łupem Waldemara Sotnickiego. - Myślałem, że obrońca będzie jeszcze próbował wejść wślizgiem. To mnie wybiło z rytmu i źle kopnąłem - tłumaczył zafrasowany Marcin Popławski, w poprzednim sezonie najskuteczniejszy piłkarz Motoru.
W drugiej połowie Motor miał zdecydowaną przewagę, ale strzelecką okazję, dodajmy wyborną, stworzył tylko jedną. Po precyzyjnym dośrodkowaniu Marcina Syroki głową uderzył Piotr Prędota. Nieliczni kibice widzieli piłkę zmierzającą do bramki, ale futbolówka ostatecznie minimalnie minęła słupek. Z czasem lublinianom zaczęło brakować pomysłu na rozerwanie szczelnej defensywy krakowian. Gospodarze rzadko decydowali się na strzały z dystansu i akcje skrzydłami. Indywidualne pojedynki w środkowej strefie nie mogły zaskoczyć słabnących gości. Nie pomogło też wejście Denisa Liaszki. Ukrainiec zadebiutował w ligowym meczu Motoru, jednak i on nie znalazł recepty na obronę przeciwników. A ci jeszcze groźnie skontrowali. W 90 min Paweł Piotrowicz chciał przelobować Łukasza Krymowskiego. Na szczęście przelobował też lubelską bramkę.
Reklama













Komentarze