Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Jedna minuta wcale nie oznacza 60 sekund

Przed spotkaniem podkreślano, że Korona nie wygrała czterech kolejnych spotkań w lidze oraz nie pokonała dotąd w ekstraklasie Górnika. Do soboty... W 6 kolejce w Kielcach nie było żadnych wątpliwości, który zespół jest lepszy. Wygrana gospodarzy 2:0 nie oddaje w pełni tego, co działo się na boisku.
Łęcznianie, już z Tomaszem Lisowskim w składzie, od samego początku sprawiali wrażenie przestraszonych. Korona szybko zepchnęła Górnika do obrony i to raczej rozpaczliwej. Niczego dobrego nie można powiedzieć o postawie linii pomocy \"zielono-czarnych”, zarówno w środku, jak i na bokach. Znowu na najlepsze recenzje zapracował kapitan Veljko Nikitović, którego śladem podążył Przemysław Tytoń, kilkakrotnie broniąc w rozpaczliwych sytuacjach. Goście często musieli uciekać się do fauli, aby zatrzymać rozpędzonych rywali, zagrzewanych nieustannym dopingiem (co za akustyka stadionu!). Dlatego łapali kartkę za kartką, aż spotkanie nabrało skojarzeń z tym sprzed roku w Kielcach, ubarwionym kolorami klubowymi Kolportera - żółtym i czerwonym. Miejscowi wyraźnie dominowali, a Górnik pierwszą groźną sytuację stworzył w 28 min, kiedy po uderzeniu Davida Topolskiego Maciej Mielcarz przeniósł piłkę nad poprzeczką. W rewanżu Tytoń intuicyjnie odbił strzał Marcina Robaka, naprawiając swój wcześniejszy błąd. W 33 min akcja szybko przeniosła się na drugą stronę. Nikitović podał do Jakuba Grzegorzewskiego, ten do Marcina Rogowskiego, który w sytuacji sam na sam kopnął wprost w Mielcarza. Remis do przerwy wydawał się coraz realniejszy, tym bardziej że Zdzisław Bakaluk doliczył tylko jedną minutę. Niestety, strata piłki spowodowała, że Korona znowu ruszyła z atakiem, który przerwał Toni Golem, wybijając futbolówkę na rzut rożny (czemu nie na aut?!). Dośrodkowanie trafiło do nie obstawionego Marcina Kaczmarka, a ten mocnym uderzeniem przy słupku zdobył prowadzenie. W tym momencie trenerzy Górnika zatrzymali stopery na 1 minucie i 49 sekundach doliczonego czasu... Po zmianie stron gospodarze poszli za ciosem. Przewodzili w tym Kaczmarek, Robak (piękny \"szczupak”) i Paweł Sasin, którego uderzenie na poprzeczkę sparował Tytoń. Aż w 61 min Maciej Kowalczyk dopadł w zamieszaniu do piłki i czubem buta skierował ją do siatki. 6 minut potem, za drugi faul na Tomaszu Brzyskim, z murawy wyleciał Rogowski. Ale nie przeszkodziło to \"górnikom” stworzyć drugiej stuprocentowej okazji. Jednak Grzegorzewski przegrał pojedynek z Mielcarzem, a dobitka Andrzeja Kubicy do pustej bramki, poszybowała nad poprzeczką. W końcówce znowu zaatakowała Korona, grająca szybko i z polotem, ale po rajdzie Pawła Golańskiego ponownie Tytoń, do spółki z poprzeczką, zażegnał niebezpieczeństwo, a piłka po przewrotce Iljana Micanskiego otarła się o siatkę.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama