Reklama
Respekt tak, strach nie!
Tak atrakcyjnego rywala na stadionie przy al. Jana Pawła II jeszcze nie było w tej rundzie i już nie będzie. Wisła Kraków to 10-krotny zdobywca tytułu, aktualny wicemistrz Polski, uczestnik Pucharu UEFA, wicelider tabeli, jedyny zespół bez porażki w tym sezonie. To musi wzbudzać respekt, ale nie może powodować strachu. Nie zdobył Górnik \"oczek” z teoretycznie słabszymi rywalami, to teraz musi ich szukać z teoretycznie silniejszymi.
- 13.09.2006 22:28
Jednak, by tak się stało, łęcznianie muszą zagrać na maksimum swoich możliwości. W zespole nie może pojawić się ani jeden słaby punkt. Bo jeśli taki się znajdzie, \"Biała Gwiazda”, choć podmęczona spotkaniem pucharowym z Iraklisem Saloniki, wykorzysta to bezwzględnie. Dlatego drużyna Krzysztofa Chrobaka, myśląc o korzystnym wyniku, musi wspiąć się na wyżyny i pozostać tam przez pełne 90 minut. A jak udowodniło spotkanie w Kielcach, nawet i dłużej.
Mecz z Koroną pokazał, że \"czułych” punktów w Górniku jest aż nadto. W każdej formacji. Przemysław Tytoń znowu musi bronić szczęśliwie, tak samo pewnie na linii, ale też znacznie odważniej na przedpolu. Nie może robić pustych przelotów i \"wypluwać” piłki.
Każde gapiostwo w obronie zostanie okrutnie ukarane. Toni Golem nie może patrzeć biernie na to, co robią krakowscy napastnicy i w niegroźnych sytuacjach wybijać futbolówkę na rzuty rożne. Z Koroną to się zemściło. W debiucie na lewej stronie defensywy rozczarował Tomasz Lisowski. Wcześniej dużo pewniejszy był David Topolski, teraz przesuwany do środka pomocy.
A to druga linia była przed tygodniem najsłabszym ogniwem. Zbigniew Grzybowski został zmieniony w 57 min, Dawid Sołdecki w 72 min, a Marcin Rogowski, też kiepski, wyleciał z boiska w 67 min, po dwóch głupich faulach. Nic dziwnego, że z napastników było niewiele pożytku. A jeśli już znaleźli się w dogodnych sytuacjach, zawodzili koszmarnie.
Dlatego Krzysztof Chrobak musi szukać nowych rozwiązań w składzie, zwłaszcza w pomocy. Czas najwyższy, aby na prawym boku, wreszcie od pierwszej minuty, wyszedł Artur Andruszczak. W środku natomiast powinni zagrać Piotr Bronowicki i Grzegorz Wędzyński. Bo rozgrywającego, jak nie było, tak nie ma. I mocnym pressingiem, z dala od własnego pola karnego, zmusić Wisłę do błędów. Gdyby to jeszcze podeprzeć stałymi fragmentami...
I udowodnić, że w polskiej lidze faktycznie każdy może wygrać z każdym.
Reklama













Komentarze