Reklama
Lider lepszy od mistrzyń
Szczypiornistki Safo ICom Lublin nie potrafiły powstrzymać kroczącej od zwycięstwa do zwycięstwa Piotrcovii. Mistrzynie Polski uległy liderowi rozgrywek 24:28, jednak w przeciwieństwie do wcześniejszych spotkań pokazały wreszcie charakter. - Zagrały z wolą walki i ambicją. To była porażka, której mogło nie być - powiedział po meczu Edward Jankowski, szkoleniowiec lublinianek.
- 18.09.2006 10:08
W ostatnim czasie piotrkowianki mają prawdziwy patent na mistrzynie. W poprzednim sezonie podopieczne trenera Romana Jezierskiego dwukrotnie pokonały nasz zespół, a w sobotę dorzuciły trzecie z rzędu zwycięstwo. Mimo że mistrzynie kraju w słabym stylu zainaugurowały sezon, to jednak przed meczem trener gospodyń przestrzegał swoje zawodniczki. - Zdawaliśmy sobie sprawę, że poprzeczka będzie zawieszona wysoko. Przecież Safo w tym składzie zdobyło tytuł mistrzowski, czyli potrafi grać w piłkę ręczną - mówił Roman Jezierski.
I rzeczywiście, przyjezdne zagrały o niebo lepiej niż w poprzednich meczach. Zdecydowanie lepsza i skuteczniejsza gra w obronie spowodowała, że rywalki zbytnio nie mogły odskoczyć Safo ICom, które grając nawet w podwójnym osłabieniu, skutecznie zażegnywało niebezpieczeństwo pod własną bramką. - Wszystko wskazuje na to, że nasza forma zaczyna zwyżkować. W Piotrkowie zabrakło nam jedynie szczęścia - podkreśliła Magdalena Chemicz. Lubelskim bramkarkom szczególnie dała się we znaki Agata Wypych, która w całym spotkaniu zdobyła 11 bramek. - Ta zawodniczka każdej ekipie sprawia wiele problemów. Miała dużo okazji i większość wykorzystała. I to był jej plus - dodała Magdalena Chemicz.
.
Z pewnością, gdyby mecz trwał 46 min, mistrzynie do Lublina wracałby z tarczą. Jeszcze na kwadrans przed końcową syreną nasz zespół, po bramce Moniki Marzec, prowadził 20:19, ale... - O ile bardzo dobrze zagrałyśmy w pierwszej odsłonie, tak po zmianie stron, a szczególnie w końcówce, wszystko zaczęło się psuć - trafnie zauważyła Anna Lisowska. I rzeczywiście, momentami fatalne rozegranie i słaba skuteczność w ataku spowodowały, że gospodynie złapały drugi oddech i ostatecznie wygrały. Nasz zespół dobiły piłkarki, które jeszcze niedawno grały nad Bystrzycą: Kristina Svatko, Inna Krzysztoszek (panieńskie Silantieva) oraz Hanna Strzałkowska. - Nie zrealizowaliśmy jednego prostego układu. Należało postawić na rzuty z drugiej linii. Powinniśmy wykorzystać fakt, że obrona rywalek nie była za wysoka. Tego zabrakło, a w konsekwencji bramek, które mogły dać nam zwycięstwo - upatrywał przyczyn porażki trener lubelskiej ekipy
Reklama













Komentarze