Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Lider lepszy od mistrzyń

Szczypiornistki Safo ICom Lublin nie potrafiły powstrzymać kroczącej od zwycięstwa do zwycięstwa Piotrcovii. Mistrzynie Polski uległy liderowi rozgrywek 24:28, jednak w przeciwieństwie do wcześniejszych spotkań pokazały wreszcie charakter. - Zagrały z wolą walki i ambicją. To była porażka, której mogło nie być - powiedział po meczu Edward Jankowski, szkoleniowiec lublinianek.
W ostatnim czasie piotrkowianki mają prawdziwy patent na mistrzynie. W poprzednim sezonie podopieczne trenera Romana Jezierskiego dwukrotnie pokonały nasz zespół, a w sobotę dorzuciły trzecie z rzędu zwycięstwo. Mimo że mistrzynie kraju w słabym stylu zainaugurowały sezon, to jednak przed meczem trener gospodyń przestrzegał swoje zawodniczki. - Zdawaliśmy sobie sprawę, że poprzeczka będzie zawieszona wysoko. Przecież Safo w tym składzie zdobyło tytuł mistrzowski, czyli potrafi grać w piłkę ręczną - mówił Roman Jezierski. I rzeczywiście, przyjezdne zagrały o niebo lepiej niż w poprzednich meczach. Zdecydowanie lepsza i skuteczniejsza gra w obronie spowodowała, że rywalki zbytnio nie mogły odskoczyć Safo ICom, które grając nawet w podwójnym osłabieniu, skutecznie zażegnywało niebezpieczeństwo pod własną bramką. - Wszystko wskazuje na to, że nasza forma zaczyna zwyżkować. W Piotrkowie zabrakło nam jedynie szczęścia - podkreśliła Magdalena Chemicz. Lubelskim bramkarkom szczególnie dała się we znaki Agata Wypych, która w całym spotkaniu zdobyła 11 bramek. - Ta zawodniczka każdej ekipie sprawia wiele problemów. Miała dużo okazji i większość wykorzystała. I to był jej plus - dodała Magdalena Chemicz. . Z pewnością, gdyby mecz trwał 46 min, mistrzynie do Lublina wracałby z tarczą. Jeszcze na kwadrans przed końcową syreną nasz zespół, po bramce Moniki Marzec, prowadził 20:19, ale... - O ile bardzo dobrze zagrałyśmy w pierwszej odsłonie, tak po zmianie stron, a szczególnie w końcówce, wszystko zaczęło się psuć - trafnie zauważyła Anna Lisowska. I rzeczywiście, momentami fatalne rozegranie i słaba skuteczność w ataku spowodowały, że gospodynie złapały drugi oddech i ostatecznie wygrały. Nasz zespół dobiły piłkarki, które jeszcze niedawno grały nad Bystrzycą: Kristina Svatko, Inna Krzysztoszek (panieńskie Silantieva) oraz Hanna Strzałkowska. - Nie zrealizowaliśmy jednego prostego układu. Należało postawić na rzuty z drugiej linii. Powinniśmy wykorzystać fakt, że obrona rywalek nie była za wysoka. Tego zabrakło, a w konsekwencji bramek, które mogły dać nam zwycięstwo - upatrywał przyczyn porażki trener lubelskiej ekipy

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama