Reklama
Cena poszła w górę
Opinie są zgodne, tak dobrego meczu Polska nie rozegrała w ciągu ostatnich kilku lat! \"Biało-czerwoni” w pięknym stylu pokonali Portugalię - wicemistrza Europy i czwarty zespół na świecie. A wielki w tym wkład Jacka Bąka i Grzegorza Bronowickiego.
- 13.10.2006 11:05
Ten mecz wzbudził ogromne zainteresowanie. Wszyscy chcieli zobaczyć portugalskie gwiazdy. Na Stadion Śląski ściągnęły tłumy. Ulice Katowic i Chorzowa zostały nieprawdopodobnie zakorkowane. Wielu zniecierpliwionych kibiców wyskakiwało z busów i samochodów, aby już na piechotę toczyć wyścig z czasem i zdążyć na Mazurka Dąbrowskiego. I jakby przeczuwając, że w \"kotle czarownic” będą działy się rzeczy niesamowite.
Ale to nie Cristiano Ronaldo i Deco oczarowali biało-czerwonych fanów. Bo środowy wieczór należał do Polaków. Na miano bohatera na pewno zasłużył Euzebiusz Smolarek, idąc w ślady swojego ojca Włodzimierza, który przed 20 laty na mistrzostwach świata strzelił gola Portugalii. Ebi ten wyczyn skopiował nawet dwukrotnie. Jednak tych bramek nie byłoby bez pozostałych zawodników. A tym razem w drużynie narodowej brakowało słabych punktów. Były wyłącznie mocne.
Dwa z nich stworzyli lublinianin Jacek Bąk i łęcznianin Grzegorz Bronowicki. Pierwszy, rozgrywający 80 mecz w kadrze, po profesorsku czyścił środek obrony, wyprzedzał rywali, uspokajał grę. Natomiast wychowanek Górnika, występujący dopiero po raz drugi w reprezentacji, szalał na lewym skrzydle, skutecznie uprzykrzając życie C. Ronaldo i Simao Sabrosie. - Dla mnie największą pozytywną niespodzianką ostatnich dziesięciu dni jest bardzo dobra postawa zarówno z Kazachstanem jak i z Portugalią Grzegorza Bronowickiego. W obu tych meczach grał bardzo solidnie - komplementował podopiecznego Leo Beenhakker. Ale ręce zacierają również w warszawskiej Legii, bo podobno po meczu z Portugalią, ewentualna cena odstępnego za Grześka poszła w górę aż trzykrotnie!
2:1 nad teamem Luiza Felipe Scolariego głośnym echem odbiło się po całej Europie. Nasza reprezentacja wróciła do gry i znowu będzie liczyła się w walce o awans do turnieju finałowego. Znowu uwierzyli w to kibice, śpiewający przez całe spotkanie: Jesteśmy z wami, Polacy jesteśmy z wami. A ci z Puław opuszczali Śląsk z mocnym postanowieniem: W listopadzie jedziemy do Brukseli, na mecz z Belgią!
Reklama













Komentarze