Kompromitacja
Przed meczem szanse obu zespołów oceniane były po równo, również przez bukmacherów. Po spotkaniu nikt nie potrafił zrozumieć
na jakiej podstawie. W sobotę, tuż przed godz. 20, ostatnie wątpliwości, jeśli jeszcze ktoś takie miał, zostały rozwiane. Górnik to w tej chwili najsłabszy zespół Orange Ekstraklasy...
- 16.10.2006 11:36
Widzew przyjechał do Łęcznej z obciążającą \"psyche” serią sześciu kolejnych spotkań bez zwycięstwa. Górnik mógł się \"pochwalić” odrobinę lepszą - pięciu ostatnich meczów bez wygranej. A 16 miejsce w tabeli było tylko tego mroczną konsekwencją.
W drużynie gości od pierwszej minuty na boisku znalazł się Adrian Budka, niechciany latem przez Dariusza Kubickiego. Dlaczego? Bo tak mu powiedział... Ryszard Tarasiewicz, były trener Śląska. I to wystarczyło, aby nie fatygować się na mecze wrocławian. W protokole znalazł się także inny eks-górnik Artur Holewiński, co okazało się jedynie kaczką. Choć tym razem wcale nie dziennikarską.
Gospodarze od pierwszego gwizdka sprawiali wrażenie zagubionych. W ich grze nie było widać żadnej pomysłu i sposobu na pokonanie defensywy rywali. W dodatku po raz kolejny można było mieć dużo zastrzeżeń do składu, który wystawił Krzysztof Chrobak, przydzielonych pozycji i zadań, a nawet doboru piłkarzy na ławkę rezerwowych.
Efekt? Już w 8 min Veljko Nikitović niedokładnie wyprowadził piłkę, żaden z kolegów nie pospieszył z pomocą i Bartłomiej Grzelak, wykorzystując sytuację sam na sam z bramkarzem, rozpoczął swój festiwal snajperski. To był początek egzekucji. Następny strzał nastąpił 120 sekund później. Stefano Napoleoni (kto o nim słyszał?) objechał Artura Andruszczaka i mocnym uderzeniem pod poprzeczkę rozwiał już wszelkie wątpliwości. Widzew zdobył dwa gole z dziecinną łatwością, tak jakby w sobotni wieczór spotkał się z podwórkową drużyną.
Grobowe nastroje mogły poprawić się w 18 min. Andrzej Kubica wkręcił jednego z defensorów, zacentrował na \"długi” słupek, ale główkę Borce Manevskiego, w pięknym stylu odbił na róg Bartosz Fabiniak. Potem Macedończyk wyróżniał się już tylko... żółtymi butami.
Ta akcja była jedynie małym anarchicznym wybrykiem w dyktatorskich rządach Widzewa. Szczytem nieudolności łęcznian była sytuacja z kilkudziesięciu sekund później. Piłkę w środku pola stracił David Topolski, co od razu podniosło temperaturę w obrębie miejscowej szesnastki. Grzelak zakręcił obrońcami gospodarzy jak \"bączkami”. Do tego założył siatkę Vladimirovi Snaduloviciowi, debiutującemu w Górniku i któremu od dawna w klubie przypisywano rolę \"zbawcy”. A na koniec jeszcze widzewiak minął Przemysława Tytonia. Gola jednak nie strzelił, bo zamiast do bramki kopnął w boczną siatkę. Przed przerwą bliscy kolejnych goli byli również Budka, Grzelak oraz Krzysztof Sokalski. Ale wszystko w swoim czasie.
W 56 min Marcin Nowak bez trudu poradził sobie z Dariuszem Jareckim, a Grzelak wykorzystał dokładne podanie, strzelając - celnie - tuż przy słupku. To rozprężyło łodzian, bo chwilę potem Tomasz Lisowski, a zwłaszcza Dawid Sołdecki, mogli pokonać Fabiniaka. No cóż, nie tylko ich przerasta ekstraklasa.
Widzew natomiast dopełniał dzieła zniszczenia. Tym razem atak zainicjował Grzelak, podał do Piotra Kuklisa (a może o nim ktoś wcześniej słyszał?!), a ten do Sokalskiego. 4:0. Bramka dla Górnika padła w 86 min, kiedy Andruszczak wygrał pojedynek z Fabiniakiem. Zwykle w takich przypadkach pisze się, że było to trafienie honorowe. Ale nie w tym, bo w grze zespołu Krzysztofa Chrobaka nie było żadnej godności.
Ostatnie słowo należało oczywiście do przeciwników. Budka minął Jareckiego, zagrał przed bramkę, a Grzelak skompletował hat-tricka. Kompromitacja.
BRAMKI
0:1 - Bartłomiej Grzelak (8), 0:2 - Stefano Napoleoni (10), 0:3 - Bartłomiej Grzelak (56), 0:4 - Krzysztof Sokalski (77), 1:4 - Artur Andruszczak (86), 1:5 - Bartłomiej Grzelak (90).
SKŁADY
Górnik: Tytoń - Andruszczak, Sandulović, Nikitović, Lisowski - Manevski (55 Kulig), Sołdecki, Topolski (32 Paulinho), Jarecki - Kubica, Bajevski (65 Grzegorzewski).
Widzew: Fabiniak - Nowak, Rzeźniczak, Konieczny, Wawrzyniak - Budka, Kłos (86 Iwan), Kuklis, Napoleoni (73 Szeliga) - Sokalski (89 Tychowski), Grzelak.
Żółte kartki: Lisowski, Kubica (G) - Nowak (W). Sędziował: Krzysztof Słupik (Tarnów). Widzów: 3500.
Reklama













Komentarze