Reklama
My możemy, one muszą
Szczypiornistki Safo ICom po raz pierwszy w tym sezonie zagrały z klasowym zespołem i wstydu nie przyniosły. Przeciwnie, trzybramkowa wygrana w pierwszym meczu 2 rundy kwalifikacji Ligi Mistrzyń z Buducnostią Podgorica to mały kroczek w kierunku awansu do fazy grupowej, chociaż... - Zaliczka może okazać się niewystarczająca - tonuje nastroje Edward Jankowski, szkoleniowiec mistrzyń Polski.
- 17.10.2006 10:09
Skąd więc niepokój szkoleniowca, który po końcowej syrenie meczu ze zdobywczyniami Pucharu Federacji mógł podnieść ręce w geście triumfu? - Oddaliśmy rywalkom dużo piłek za \"friko” - wyjaśnia trener. - Za mało było również rzutów z drugiej linii. Potrzebowaliśmy ich, gdyż przy agresywnej obronie rywalek ciężko było przedrzeć się na szósty metr. No i te niewykorzystane setki. Na tym poziomie rozgrywek nie do pomyślenia jest przebiegnięcie całego boiska i oddanie rzutu obok bramki - grzmiał Edward Jankowski. - Owszem, z przebiegu całego spotkania można znaleźć fragmenty nie najlepszej gry w naszym wykonaniu, jednak wynik jest najistotniejszy - podkreśla Monika Marzec, która ma podwójne powody do zadowolenia. Nie dość, że Safo ICom wygrało mecz, to pokonało jej były klub. - Chociaż niedosyt pozostał, bo można było wygrać z Buducnostią efektowniej - dodaje lubelska kołowa.
A to że lublinianki w ogóle triumfowały, mogą zawdzięczać Magdalenie Chemicz w bramce i skutecznej Dorocie Malczewskiej. - Wykonała kawał dobrej roboty - komentuje występ popularnej \"Doris” trener Safo ICom. I trudno mu nie przyznać racji, bo to właśnie Malczewska, w samej końcówce spotkania, w pojedynkę pokonała mistrzynie Czarnogóry. Nie po raz pierwszy lublinianki wykazały się ogromną wolą walki i mimo kryzysu, jaki przyszedł w drugiej odsłonie, zdołały się podnieść i pokonać wyżej notowane przeciwniczki.
Wygrana cieszy, jednak nie na tyle, aby w przyszłość spoglądać z wielkim optymizmem. Przy tej klasie, jaką prezentuje Buducnost, trzybramkowa zaliczka jest jak - porównując - w piłce nożnej wywalczenie bramkowego remisu na wyjeździe. Safo ICom, aby myśleć o przejściu ekipy z Pogdoricy, musi grać płynniej i częściej atakować skrzydłami. Pchanie się środkiem pola nie popłaciło, tym bardziej że po odejściu Anny Lisowskiej w drużynie brakuje środkowej rozgrywającej z prawdziwego zdarzenia. Jednak podopieczne trenera Jankowskiego mają nad rywalkami zasadniczą przewagę: lublinianki mogą minimalnie przegrać, a Czarnogórzanki muszą znacznie wygrać.
Reklama













Komentarze