• O czym pan myślał przez te miesiące poza ekstraklasą?
- Przede wszystkim skupiałem się na treningach w drugim zespole, wierząc, że w końcu wrócę do pierwszej drużyny. Robiłem wszystko, aby w chwili, kiedy znowu będę potrzebny, znaleźć się w odpowiedniej dyspozycji. Wiedziałem również, że nie zasłużyłem sobie na takie traktowanie.
• A kiedy obserwował pan wyniki Górnika...
- Że kręgosłup drużyny został złamany. Choć do zespołu przyszli nowi ludzie, którzy potrafią grać w piłkę. Może zbrakło im odpowiedniego przygotowania fizycznego, a przede wszystkim mentalnego. Bo bardzo dużo zależy od głowy. A w niektórych głowach brakowało przekonania, że ekstraklasa to nic strasznego.
• O pańskiej absencji w pierwszej drużynie zdecydowały jakieś konflikty?
- Nic na ten temat nie wiem, nikt mi też o tym nie powiedział. Pan Kubicki miał despotyczny charakter i myślę, że nie przepadał za ludźmi, którzy mieli swoje zdanie. Ale teraz już nie ma czasu na to, aby wracać do przeszłości. Trzeba jak najszybciej zebrać się do kupy i w pięciu meczach dokonać tego, co nie udało się we wcześniejszych dziesięciu. I wcale nie jest to takie niemożliwe.
• Jak wypadło powitanie kolegów z drużyny?
- Nic szczególnego. Cały czas trenowałem w rezerwach, nasze zajęcia często się pokrywały, a przecież nie jestem postacią anonimową. Uniesień nie było, choć była też grupka osób, która powitała mnie bardzo serdecznie.
• Na Bartosza Jurkowskiego będą teraz skierowane wszystkie oczy. Nie obawia się pan wielkiej presji?
- Presji wcale się nie boję, bo już nieraz bywałem w różnych sytuacjach. Ale obciążenie psychiczne będzie spoczywało na każdym z nas. Teraz przychodzę do drużyny, która znalazła się w trudnym położeniu. Wszyscy możemy jedynie zyskać, a nie stracić - z takiego wychodzę założenia. Nieraz podkreślałem, że nie uważam się za antidotum.
• Widmo kary 100 tys. zł, zawieszonej do końca rundy, może wam pomóc?
- Nie wiem czy to aż tak wielkie brzemię. De facto mnie to nawet nie dotyczy, ale razem z pozostałymi chłopakami zrobię wszystko na boisku, aby nie trzeba było płacić. A kary były, są i będą. Wcale mnie to nie dziwi, bo jest regulamin premiowania i karania.
• W ubiegłym roku sprawiliście dużą niespodziankę, zwyciężając w Warszawie.
- Wówczas mieliśmy zespół personalnie dużo lepszy i tamta wygrana wcale nie musiała być przypadkiem. Teraz też trzeba wierzyć - wiara i nadzieja umierają ostatnie.
• Legia jesienią nie gra na miarę oczekiwań.
- Bo to wcale nie jest wielka Legia, tak jak przed laty, a nawet przed rokiem. Jednak Legia to... zawsze Legia. Do tego dochodzi klimat Łazienkowskiej, wspaniali kibice. Był u nas na jednym treningu Grzesiek Bronowicki. Wygrana z Pogonią Szczecin mocno ich podbudowała. Może znowu zlekceważą Górnika?
Rozmawiał
Artur Ogóre
Reklama













Komentarze