Reklama
• W poprzednim spotkaniu strzelił pan gola Pogoni Szczecin, a teraz skopiował wyczyn z Górnikiem. W dodatku całą akcję można nazwać filmową.
- Ale to zasługa Miroslava Radovicia. Zobaczyłem kątem oka, że Miro rozpędzał się na skrzydle, minął Mariusza Pawelca i wszedł w pole karne. A ja tylko poszedłem za akcją. Dostałem superpodanie, jak na tacy i pozostało mi jedynie dopełnić formalności. Ten gol praktycznie odebrał już Górnikowi ochotę do gry.
• Górnikowi, z którego trafił pan do Legii. Nie żal było byłych kolegów z drużyny?
- Na pewno sentyment do tego klubu pozostał. Górnik cały czas jest w moim sercu, bo przecież grałem tam pięć lat. Jednak na boisku nie ma żadnych przyjaciół. Teraz gram dla Legii i przede wszystkim cieszę się z trzech punktów. A w Łęcznej sporo się zmieniło od czasu moich występów. Niestety, widać, że chłopaki nie są w najlepszej dyspozycji.
• Udało się panu również asystować przy pierwszym golu?
- Na pewno pierwsza bramka bardzo nam pomogła w odniesieniu wygranej. To ustawiło spotkanie. Górnik Łęczna musiał się później trochę odkryć, a jakąś konsekwencją tego była utrata drugiego gola. Natomiast w drugiej połowie dominowaliśmy już zdecydowanie.
• Sądzi pan, że łęcznianie, podłamani wcześniejszymi porażkami, wyszli na boisko bez wiary we własne umiejętności?
- Chyba nie, bo przecież po utarcie gola Górnik spróbował ruszyć do przodu. Co prawda sytuacji nie udało mu się stworzyć, ale nie sprawiał wrażenia pogodzonego z losem. Dopiero gol po przerwie przesądził w stu procentach sprawę, widać było, że z gości uszło powietrze. Więc potem już kontrolowaliśmy spotkanie.
• Po tym zwycięstwie można mówić, że wraca stara dobra Legia? Czy tak, jak po zwycięstwie nad Wisłą Płock, też 5:0, znowu przyjdzie seria słabszych występów?
- Cały czas chodzi nam o to, aby złapać formę z poprzedniego sezonu i grać również w takim stylu z lepszymi przeciwnikami. W najbliższych kolejkach zmierzymy się z Widzewem i Lechem. Myślę, że zdobycie pięciu goli nie wpłynie na nas rozluźniająco, a wprost przeciwnie - pozwoli nabrać jeszcze większej pewności i wiary we własne umiejętności. Strata do Wisły Kraków wcale nie jest duża.
Reklama













Komentarze