Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Suma wszystkich błędów

Gdyby za wrażenia estetyczne można było przyznawać punkty, to Motor wyjeżdżałby z Radzynia z pełną pulą, a że liczy się tylko to, co wpada do siatki, po niedzielnym spotkaniu bogatsze o trzy oczka są Orlęta. - Takie mecze jak ten bolą, bardzo bolą - powiedział po spotkaniu trener lidera Ryszard Kuźma. Lublinianie dominowali, lecz razili nieskutecznością. Gospodarze wykorzystali wszystkie błędy lidera, imponując organizacją w obronie i strzeleckim instynktem.
Motor rozpoczął z górnego C, ale co z tego, skoro stadion Orląt po raz kolejny okazał się twierdzą. Już w pierwszej minucie o pokonanie Krzysztofa Stężały mógł pokusić się Daniel Koczon. Przed szansą dwukrotnie stawał Piotr Prędota, jednak za każdym razem, w decydującym momencie, szybszy o pół taktu okazywał się defensor z Radzynia. W 23 min zdecydował się na błyskotliwy rajd lewą stroną boiska, wkręcił w ziemię Dariusza Turkowskiego i wyłożył piłkę Pawłowi Pliszce, który precyzyjnym strzałem pokonał Jakuba Studzińskiego. Motorowcy odpowiedzieli po dwóch kwadransach. Paweł Maziarz popisał się kapitalnym prostopadłym podaniem do Prędoty, a \"Pietka” ze spokojem posłał piłkę w długi róg bramki Stężały. Goście starali się pójść za ciosem. Atakowali zamykając gospodarzy na ich połowie. Jednak w ich szeregach brakowało tego dnia zawodnika, który potrafiłby postawić kropkę nad i. Okazji nie brakowało, jednak za każdym razem na drodze piłki stawał zawodnik gospodarzy. Pomimo to, z lepszym humorem mogli schodzić do szatni lublinianie. O mały włos, a nieudana pułapka ofsajdowa kosztowałaby gospodarzy utratę drugiego gola. Skończyło się na strachu. Marcin Popławski zagrał zbyt egoistycznie i zamiast odgrywać do stojących na 5 metrze kolegów posłał piłkę w boczną siatkę. Po zmianie stron pierwsze ostrzeżenie dla rozpędzonych w ataku gości przyszło w 59 min. Łukasz Giza zatańczył z piłką w polu karnym, a Marek Piotrowicz zamknął akcję potężnym uderzeniem z dystansu. W 73 min wprowadzony wcześniej Denis Liaszko idealnie obsłużył Bernarda Ocholeche. Nigeryjczyk przyłożył nogę i... posłał efektowną świecę. - Czułem, że będzie dobrze. W pierwszej połowie moi piłkarze realizowali wszystko, co sobie nakreśliliśmy. W przerwie powiedziałem, żeby nadal grali swoje - zdradzał Marek Majka. Szkoleniowiec Spomleku nie pomylił się. Dwie minuty później Orlęta zadały decydujący cios. Łukasz Kaciczak wybił piłkę wprost pod nogi Pawła Pliszki, a radzynianin potężnym wolejem ulokował ją tuż pod porzeczką. - Popełnialiśmy szkolne błędy i słono za nie zapłaciliśmy. Obrońca nie może się tak zachowywać. Nawet junior wie, że w takich sytuacjach piłkę wybija się do boku, a tu? Proszę bardzo, na 16 metr. To dziwne, ale jakoś nie potrafimy zdobywać punktów z zespołami z województwa lubelskiego - irytował się trener Kuźma. BRAMKI 1:0 - Pliszka (23), 1:1 - Maziarz (31), 2:1 - Pliszka (75). SKŁADY Orlęta: Stężała - Pietroń, Krystosiak, Iwan, Kępa, Pliszka, Borysiuk, Kaczorowski, Frączek (46 Piotrowicz), Giza, Panek (23 Skorupski). Motor: Studziński - Syroka, Kaciczak, Turkowski, Żmuda, Maziarz, Drej, Ocholeche (84 H. Drej), Prędota, Koczon (80 Ptaszyński), Popławski (65 Liaszko). Żółte kartki: Pliszka (O) - Koczon, Popławski (M). Sędziował: Marek Karkut (Warszawa). Widzów: 1200.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama