Reklama
Żałują, że... wygrali
Pomimo porażki lidera w Radzyniu, ligowy krajobraz po niedzielnych derbach pozostał niezmieniony. Po raz kolejny punkty pozostały w regionie, lecz tym razem, co najważniejsze dla Motoru, obyło się bez konsekwencji. Czołowe zespoły zgodnie pogubiły punkty, a lublinianie utrzymali pierwszy plac.
- 24.10.2006 09:38
- Takie porażki jak ta bolą, nawet bardzo. Smutne jest, że nie potrafimy wygrać z drużynami z naszego województwa - mówił po spotkaniu Ryszard Kuźma, wytykając przy tym błędy swoich podopiecznych. W trzecim jesiennym spotkaniu derbowym lublinianie trzeci raz zgubili punkty. Co ciekawe, w Radzyniu, po euforii towarzyszącej odprawieniu lidera, pojawił się... żal. - Szkoda nam Motoru, bo kibicujemy im w powrocie do drugiej ligi. Zasługują na to - mówi Damian Panek. - Gdyby za styl gry i widowiskowość przyznawano punkty, Motor już dawno byłby na zapleczu ekstraklasy. Zagrali super, ale liczy się to, co w siatce - wtóruje Łukasz Giza, który w niedzielę mocno przyłożył się do ogrania Motoru. W każdym razie ten, kto wybrał się do Radzynia, nie mógł czuć się zawiedziony. Efektownie grający przyjezdni i do bólu konsekwentni w defensywie gospodarze stworzyli spektakl, o jaki trudno na co dzień na boiskach trzeciego frontu.
Okazja do odrobienia straty z Radzynia i jednocześnie powiększenia dystansu nad grupą pościgową nadarzy się już w niedzielę. Przy Al. Zygmuntowskich zamelduje się, rozbity w puch przez rezerwistów Korony, drugi w stawce - Kolejarz Stróże. Niebagatelna dla mobilizacji kielczan okazała się zapowiedź planowanego gruntownego wietrzenia składu.
Tak czy siak, zespoły z województwa lubelskiego to ścisła ligowa czołówka. Podczas gdy Motor i Orlęta należą do najmocniejszych w IV grupie III ligi, po odwróceniu tabeli w oczy kłuje kolejna para. Na przedostatniej spadkowej lokacie okopał się zamojski Hetman. Miesiąc miodowy nowego zarządu zamościan trwał zaledwie dwie kolejki. Po zwycięstwie nad Avią i Górnikiem Wieliczka \"hetmańscy” wrócili na stare tory, w dodatku w stylu, który wprowadził w zakłopotanie nawet takiego ligowego wyjadacza jak Czesław Palik. - W ciągu całej swojej kariery nie spotkałem się z takim meczem. Jestem zażenowany. Żeby przegrać z dziewięcioma przeciwnikami? - pytał ironicznie szkoleniowiec, który za krakowski występ może z czystym sumieniem ciosać na głowach swoich podopiecznych nie tylko kołki, ale... całe paliki.
Reaktywację po zwycięstwie nad outsiderem z Sanoka przeżywa wreszcie Avia. Celowo przywołuję tytuł jednej z części filmowej trylogii braci Wachowskich. Rewelacja poprzedniego sezonu męczyła się ze słabeuszem niemiłosiernie. Jednym słowem - Matrix.
I na koniec jeszcze jedna informacja - Małopolski Związek Piłki Nożnej odrzucił ewentulaność rozegrania w tym roku - awansem - spotkań z rundy rewanżowej. Czyli w najbliższe jesienne ostatki.
Reklama













Komentarze