Rozmowa z Sylwestrem Czereszewskim, byłym piłkarzem Górnika Łęczna oraz Odry Wodzisław
Artur Ogórek
26.10.2006 15:30
• W 12. serii Orange Ekstraklasy Górnik zmierzy się z Odrą. Komu będzie pan kibicował?
- Oczywiście, że Górnikowi.
• Lepiej wspomina pan pobyt w Łęcznej?
- I to zdecydowanie. Pomimo tego, że byliśmy beniaminkiem, jesienią obwołano nas rewelacją ligi i przez kilka kolejek znajdowaliśmy się nawet na fotelu lidera.
• Teraz sytuacja jest nieporównywalna. Odra i Górnik spadną z ekstraklasy?
- Śledzę cały czas wydarzenia w pierwszej lidze i trudno być w tej chwili optymistą. W sobotę bardzo prawdopodobnym rezultatem będzie remis, który nikogo nie ucieszy, oprócz rywali sąsiadujących w tabeli. O wysokiej porażce z Legią nie mówię, ale przegrać u siebie z Widzewem, w dodatku 1:5... Trudno to zrozumieć, podobnie, jak okoliczności traconych bramek.
• Patrzy pan na to z boku, więc jakie mogą być przyczyny?
- Trzeba zwrócić uwagę, kto teraz gra w Górniku. Z dzisiejszego składu znam może czterech czy pięciu zawodników. Reszta to piłkarze na tym poziomie anonimowi, którzy nie powinni w ogóle występować. Z obecnym potencjałem zespół z Łęcznej na pewno będzie kandydatem do spadku. Z taką infrastrukturą, organizacją, kibicami i klimatem dla futbolu. Wciąż nie potrafię zrozumieć \"koncepcji” odmładzania drużyny. Bo jeśli ktoś jest starszy i lepszy, to dlaczego ma ustępować miejsca młodszemu i słabszemu? Przecież to bez sensu. Nie wiem również, z jakiego powodu kadra Górnika jest aż tak liczna.
• Jest jeszcze runda rewanżowa.
- To prawda, ale wiele będzie zależało od okresu zimowego, jak zespół zostanie przygotowany i kto go wzmocni. Wcześniej popełniono sporo błędów. Kto i dlaczego pozwolił na takie transfery? Do Górnika powinien przyjść menedżer lub dyrektor sportowy, który będzie się na tym znał. Tylko nie wiem czy w obecnej sytuacji, pomimo ogłoszenia w prasie, o którym tyle mówiono, znajdzie się ktoś odpowiedzialny, z dobrymi kwalifikacjami.
• Może trzeba było złożyć swoje CV.
- (śmiech) Nie pomyślałem o tym.
• Nie żałuje pan decyzji o zakończeniu kariery? Są w lidze zawodnicy starsi od Sylwestra Czereszewskiego, nawet w Łęcznej.
- Złożyło się na to kilka spraw. Wiadomo w jakich okolicznościach odszedłem z Łęcznej. Później nie wziąłem udziału w przygotowaniach, ale sądziłem, że w Odrze szybko nadrobię stracony czas. Jednak potrzebowałem dwa i pół miesiąca, aby dojść do siebie. W dodatku w Wodzisławiu zupełnie mi się nie podobało. Śląsk to dla mnie inny świat, w którym nie czułem się najlepiej.
• Trudno mi uwierzyć, że później zabrakło konkretnych ofert. Miał pan przecież w planach wyjazd do USA.
- Ale potem do Stanów było wyjechać już bardzo ciężko. Nie chciałem też popełnić błędu podobnego do Wodzisławia. Otrzymałem pewną propozycję, jednak z decyzją postanowiłem wstrzymać się do grudnia. Chętnie pograłbym jeszcze w piłkę, ale w klubie poukładanym i nie na drugim końcu Polski, z dala od domu.
• I nie nudzi się teraz panu w Olsztynie?
- Po raz pierwszy od 16 lat jestem na dłuższych wakacjach. Na początku listopada razem z żoną spodziewamy się narodzin syna. Jeśli będzie miał smykałkę do piłki, to może pójdzie w moje ślady.
Komentarze